Mianowicie będzie badać, czy Kurtyka nie przekazywał tajnych dokumentów dziennikarce "Gazety Polskiej" Katarzynie Hejke po to, by zaciągnąć ją do alkowy i tam nawiązywać pozamałżeńskie bliskie z nią kontakty. O tym romansie mającym tak brudne, żeby nie powiedzieć przestępcze drugie dno, doniósł mediom mąż Katarzyny Hejke Krzysztof, któremu prawdopodobnie ogromnie ciążyły, przygniatając go do ziemi, klasyczne rogi. Nie wiemy tylko prawdziwe, czy wirtualne, powstałe w jego wyobraźni.
A prokuratura poczuła się zobowiązana do rozpoczęcie dochodzenia. I nikogo nie wprowadzi w błąd jej oficjalne tłumaczenie, że nie wszczęła śledztwa przeciwko Kurtyce, lecz tylko w sprawie ewentualnego wręczania przez Kurtykę tajnych akt IPN, kupując w ten sposób nadzwyczajną przychylność dziennikarki.
Ale to stała skłonność prokuratury. Bo przecież nie idzie tylko o uległość wobec PO. Tak sama była kiedy u steru władzy był PiS.
Przynajmniej i sam Kurtyka i IPN za pośrednictwem swego rzecznika Andrzeja Arseniuka postępuje właściwie. Nie wdaje się w żadną polemikę. Niczego nie prostuje, nie komentuje nawet sensacyjnych doniesień obyczajowych, będących podstawą śledztwa.