Libertas, partia zbierająca w sondażach od zera do jednego procenta głosów, jest już w telewizji publicznej codziennie, przy każdej okazji. Prezentuje swoje stanowisko w kwestiach polityki zagranicznej, finansowania partii, wchodzenia Polski do strefy euro. A ponieważ w sondażach Polacy na Libertas nie wskazują, to sam Declan Ganley pouczy ich z telewizyjnego ekranu, że „jedyny wiarygodny sondaż to ten, który się odbędzie przy urnach”.
. Dziennikarze z placu Powstańców muszą się kierownictwu tłumaczyć na piśmie, gdy któregoś dnia materiału o Libertas na antenie zabraknie. Farfał robi co chce, bo dano mu czas. . Problem w tym, że spłaca ten swój prywatny dług z publicznych pieniędzy. Bo to z abonamentu i na publicznych częstotliwościach Farfał funduje Wierzejskiemu, Giertychowi czy Zawiszy ich pięć minut sławy.
Im bardziej wszyscy na Farfała pomstują – rządzący, opozycja, artyści, autorytety – tym bardziej są wobec niego bezsilni. I nie ma nawet pewności, że to tylko bezsilność, a nie świadomy wybór, żeby dać jeszcze Farfałowi czas. Przynajmniej do czerwcowych wyborów. Bo PO te wybory wygra, SLD przejdzie próg. Obu partiom ani Ganley, ani Libertas w niczym nie przeszkodzą. . Bo każdy głos oddany na żarliwie eurosceptyczną Libertas nie trafi do nieco bardziej cynicznych eurosceptyków z PiS.
Jeśli taka jest strategia naszej nowej medialnej koalicji, to oczywiście jest ona jakoś racjonalna. . A Woronicza już nigdy nie odzyska utraconego dziewictwa. Nawet kiedy PO i SLD wywloką wreszcie Farfała za kołnierz z jego prezesowskiego fotela.