Zwykły naród, tak samo jak najwybitniejsi mężowie stanu, zadali sobie pytanie, gdy usłyszeli o tym romansie Tysiąclecia: po co mu to było? Od razu . Padały też odpowiedzi, że to ciąg na szkło i potrzeba rozgłosu, albo że z dala od rodziny w mieście takim jak Londyn trudno oprzeć się pokusom. Wreszcie, że to przebiegła Isabel chce zrobić karierę dzięki wsparciu otumanionego uczuciem 50-latka.
A w Sejmie tak się nie myśli. Tam poważni posłowie koalicji opowiadają poważnym posłom opozycji (lub czasem na odwrót), że było inaczej. Jak? O tym
zaraz, wyjaśnijmy wpierw, że określenie "poważny" wzięliśmy stąd, że każdy z nich prawie codziennie występuje w telewizji. Nie jest to ani Stefan Niesiołowski, ani nikt
inny tego pokroju. Skoro więc telewizje ich zapraszają, a tam panowie debatują o sprawach kluczowych dla całej Polski, więc trudno uznać, że są niepoważni.
? Sejmowi plotkarze mimiką twarzy dają do zrozumienia, że wolą nie mówić,
choć mają swoją wiedzę. Pojedynczymi słówkami rzucają tylko, że może to czyjaś zemsta. Oczywiście z politycznych powodów. Albo chęć skompromitowania ciągle popularnego polityka. Tak,
by nie zagroził czyimś (wiadomo kogo) aspiracjom.
Niektórzy politycy uwielbiają książki Vladimira Volkoffa czy Johna Le Carre. Niektórzy nawet je tłumaczyli na polski. Ktoś powie, że za dużo naczytali się takich scenariuszy. Albo, że
to projekcja ich własnych metod. Osobiście nie znam odpowiedzi na pytanie: czy to oni są paranoikami, czy my dobrodusznymi naiwniakami?