Jestem socjaldemokratą i zachowałem swoje poglądy, które wciąż są lewicowe. To jednak nie to samo, co poglądy SLD-owskie.
Może nie używałbym tu określania „deklaruję poparcie”. Powiedziałbym, że patrzę z zainteresowaniem i sympatią na inicjatywę Pawła Piskorskiego. Chcę, żeby ktoś
zrobił ferment na ułomnej polskiej scenie politycznej. A Paweł Piskorski jest właśnie taką osobą. Moja krytyczna ocena obecnej polskiej demokracji partyjnej zbiegła się z pojawieniem SD,
którego nie oceniam źle w sensie jego dotychczasowej nieobecności albo maleńkiej obecności w polityce. Do tego dochodzi też pozytywna ogólna ocena Pawła Piskorskiego.
Jako bardzo doświadczony polityk, wiele lat funkcjonujący na scenie politycznej, sprzeciwiam się obecnemu modelowi życia publicznego Polski, które coraz bardziej odbiega od wartości. Staje się
nużąco pragmatyczne, przez co ludzie dystansują się od polityki, a demokracja parcieje. Sprzeciwiam się temu i kiedy się pojawia coś lub ktoś jak np. Paweł Piskorski, który może być takim
kijem w mrowisko na obecnej scenie politycznej, to liczę na to, że SD się powiedzie. Chcę, żeby to się odbyło. Poza tym ciągle następuje rozmazywanie się programowe, absolutny zanik
jakiejkolwiek ideowej walki o przyszłość. Partie stają się coraz bardziej pragmatyczne i rządne władzy. Dla nich liczy się tylko kalkulacja poparcia poprzez kult sondaży, punkcików i
mandacików.
SD jest partią przedwojenną, która przede wszystkim nie ciągnie za sobą balastu przeszłości. Nie ma złych kart z okresu wojennego, a w PRL-u całkiem się zdystansowała, choć była partią
satelicką. Wtedy, co by nie mówić, broniła własności prywatnej. Chciałem dodać, że Stronnictwo pomogło obalić kontrakt Okrągłego Stołu. I w końcu najważniejsze – teraz jest
lider i niech działa!
Ja podtrzymuję, że Olechowski byłby dobrym prezydentem.
Już dziś nie powiedziałbym, że wszystkie, ale na pewno ma wiele cech, które mogłyby go predestynować do bycia dobrym prezydentem. Zaznaczam – moje słowa nie są przeciwko Donaldowi
Tuskowi, bo jego też uważam za dobrą kandydaturę. Natomiast Andrzejowi Olechowskiemu grozi to, że może zostać potraktowany jako polityk od dawna obecny, a więc nie będzie nową twarzą w
polskiej grze. Niezależnie od tego, czy wystartuje w wyborach prezydenckich, czy nie, to i tak zaszkodzi Tuskowi, bo może wesprzeć innego kandydata, osłabiając obecnego szefa Platformy. Ale to
już są spekulacje coraz bardziej przedwyborcze. Andrzej Olechowski ma parametry i cechy, które powinny być pożądane u kandydata na prezydenta.
Ja nie wiem, czy Grzegorz Napieralski powinien być już rozpatrywany jako kandydat na prezydenta w wyborach. To jest sprawa partii, w której mnie nie ma. Uważam, że roztrząsanie tego tematu jest
przedwczesne. Na razie to niech lepiej Napieralski wykaże się sprawnością i zdoła opanować sytuację wewnątrz partii. A to i tak jest jeszcze daleko niewystarczające, żeby mówić o
prezydenturze.
Istnieje jakieś podobieństwo, chociaż to są zasadniczo różne sytuacje. Libertas był importowaną sensacyjką w komicznym, a może nawet żałosnym wykonaniu Lecha Wałęsy. SD natomiast
trochę brzmi jak nagła sensacja, ale jednak spodziewana. Partia działa od lat, choć do tej pory nie miała tej ekspresji, którą teraz może nadać jej Piskorski. Ja trochę nasłuchuję reakcji
na SD i powiem pani, że z zupełnym zaskoczeniem odnotowuję wielu chętnych, którzy chcieliby wspierać nowego przewodniczącego, a nawet tam wstępować. Wśród nich są także młodzi ludzie.
Nie boję się też o zaplecze i bazę społeczną Stronnictwa. Poza tym SD może odnieść rzeczywisty sukces w przyszłych wyborach, bo rozczarowanie rządami nie będzie się zmniejszać, tylko
zwiększać, a i PiS nie ma tu teraz wiele do ugrania.
Nie, nie myślałem o tym dlatego, że ja nie potrzebuję się przemieszczać. Jestem Józefem Oleksym, a na nazwisko zapracowałem sobie z racji mojej biografii, zresztą momentami dość
dramatycznej. Mam poglądy i będę je wyrażał. Wcale nie twierdzę, że będę wstępował do takiej czy innej formacji politycznej, ale pewnie będę miał zdanie.
W SLD jest taki zwyczaj, że jak jest złość, to się milczy. Tam na Rozbrat mało kto kogo lubi i dziś dostaję sygnały, kogo moje zainteresowanie SD ruszyło i jakie spekulacje się z tym
związały.
Słyszę, że szuka pani sensacji, ale ja w to nie wchodzę.
Jeżeli wodzostwo panuje, to znaczy, że oceny i decyzje podejmuje coraz węższe grono skupione wokół lidera, wodza. Jeśli to jest wybitny, genialny, charyzmatyczny przywódca, to swoje zrobi. A
jeśli nie, to uszczerbek dla demokracji jest oczywisty.
Jest lider. I Grzegorz Napieralski stara się, jak widzę, być tym liderem, nawet czasem przybiera cechy stanowczości w działaniu, choć na razie raczej tego nie widać. Cały czas się mu
przyglądam i nie powiedziałby, że jest nijaki. On jest w trakcie poszukiwania metody politycznego zaistnienia SLD jako lewicy żywej i odrodzonej.
Liderem? To nie są rzeczy dziedziczne, tylko pochodzące z wyboru, w związku z tym pytanie jest retoryczne.
Nie wdaję się w spekulację, kto mógłby zastąpić Grzegorza Napieralskiego, bo on od nie dawna jest prezesem partii. To jest sprawa zależna od wewnętrznych wyborów, układów i intryg, a ich
nigdy w Sojuszu nie brakowało w różnych okresach. Sam Napieralski musi myśleć o tym, jak utrwalać i utrzymywać swoją pozycję, bo pozycja lidera jest taka, że albo jest wielbiony, albo
nieustannie zagrożony.
Może bez słowa „straszna”, bo nie wiem, kiedy było lepiej. Może na początku transformacji, bo wtedy przynajmniej partie cechowały się ideową wyobraźnią i rozmachem
strategicznym i dzięki temu transformacja poszła jako tako. Natomiast w tej chwili miałkość programowa spowodowana jest tym, że liderzy polityczni zajmują się doraźnym działaniem,
codzienną bieżączką, maglem medialnym, taką nabożną postawą wobec sondaży, speców od PR-u czy marketingu politycznego. Świat nie stoi w miejscu, Europa nie stoi w miejscu i obecna
bierność i płytkość elit politycznych powoduje, że jako kraj zostajemy w tyle. Polskim elitom i partiom nie wystarczy wyobraźni, żeby dobrze odczytać przyszłość. A tylko z dobrego
wspólnego odczytania przyszłości można wyznaczyć program działania dla kraju.
SLD jest słabą partią, która leczy rany. Na lewicy było dużo wewnętrznej szarpaniny, nie tylko w samym SLD, ale łącznie z partnerami od LiD-u poczynając. Dziś społeczeństwo staje się
obojętne na demokrację i politykę. Jednym słowem utrwala się pojęcie społeczeństwa postpolitycznego. Dla lewicy jest tylko jeden ratunek, a mianowicie porozumienie SLD ze wszystkimi jej
odłamami, bez dzielenia na tych, którym więcej na lewicy wolno, bo byli tak zwanymi „reformatorami” i tych, którym wolno mniej. A ja zauważam, że im dalej od PZPR, tym
więcej spotykam tak zwanych reformatorów, którzy deklarują, że w PZPR się zasłużyli. Tylko że jak już mieli lewicę w demokratycznej Polsce, to ich głównym zajęciem było jej
rozszarpywanie przez własne ambicjonerstwo. No ale to już taka jadowita uwaga.
Myślę, że pojęcie lokomotywy się kończy. Tu nie o lokomotywy będzie chodziło, chociaż mediokracja, w której żyjemy, nadal bazuje na takich sensacjach osobowych. Umie je lansować, ale umie
je też niszczyć. Natomiast społeczeństwa obojętnieją, polskie także. Nie wiem, jakich dziś trzeba centaurów politycznych, żeby poderwały tłumy. Ale po co zresztą? Tłumy trzeba porywać
w czasach rewolucyjnych zmian. Natomiast dziś potrzeba porwać umysły. Do myślenia, do innowacyjności, do rzetelności, do codziennej moralności, odpowiedzialności za człowieka i tak dalej, a
to jest zupełnie inny typ pobudzania umysłu i myślenia ludzi niż rewolucyjny.
Nie rozumiem tego określenia o porozumieniu Ordynackiej z PiS-em, które swoją drogą ukuł Jerzy Szmajdziński. Nie wiem, o co mu chodziło. Czytam w tym jakiś sarkazm. Przecież Ordynacka ma
porozumienie o ścisłej współpracy z SLD. W związku z tym, po co to rozdzielać? Zobaczymy, jak lewica będzie głosować w sprawie veta prezydenckiego i kto zostanie szefem telewizji. Z tego
odczytamy dokładnie, czy jest jakieś trwalsze porozumienie, czy tylko doraźna sprawa.
Jeżeli chodzi o wątek dotyczący świeckości państwa, to lewica musi o to walczyć, bo ta sprawa nie jest w Polsce przejrzysta. Chociaż, przyznam, nie podobało mi się, że SLD zaczął walkę
o świeckość państwa od sprawy kapelanów – opiekunów ludzi chorych, ale może to była niezręczność. Natomiast generalnie uważam, że państwo musi być świeckie, a lewica
antyklerykalna, ale nie antyreligijna. Natomiast jeśli chodzi o tolerancję, to jest to wartość europejska. Poszanowanie godności człowieka, prawa kobiet czy ich reprezentacja w Sejmie
składają się na pakiet lewicowy czy socjaldemokratyczny i koniecznie muszą być obecne. Oczywiście trzeba unikać przegięć. Jednak to nie wystarczy dla ożywienia lewicy. Powiadam, gdybym
miał kolegom z SLD doradzać, choć o to nie pytają, to mówiłbym – nie można odradzać lewicy tylko opozycyjną krzykliwością wobec rządu. Jeśli znowu pójdą tą drogą, to
obróci się to przeciwko nim – jak wtedy, gdy SLD dał sobie narzucić w poprzednich wyborach antypisizm jako ideologię obowiązująca totalnie. I to był ich błąd, bowiem lewica
antypisowska była mniej zauważalna niż antypisowskie PO!