W takim momencie jak dziś – kiedy PiS szuka wsparcia dla swojego rządu – ta babska ciekawość zrobiła się tak przemożna, że posłanka Beger zadzwoniła do ministra Lipińskiego i zaprosiła go do swojego pokoju? W to nie wierzę.
Wyobrażam sobie zatem przebieg tych wydarzeń inaczej: że to Andrzej Lepper zaproponował swojej koleżance przygotowanie prowokacji. Prawdopodobnie nie wpadł na to sam, lecz jego doradcy wywodzący się z dawnych służb specjalnych. Miał to być rodzaj zemsty na PiS, które wyrzuciło Samoobronę z rządu. Pamiętajmy, jak potwornie rozgoryczony okazał się Lepper po tej dymisji i jak był rozwścieczony. Znalazł więc świetną okazję do skompromitowania PiS, a Renata Beger zgodziła się wziąć w tym udział. Mam dużą pewność, że sprężynami całej tej prowokacji są ludzie z zaplecza Leppera wywodzący się ze służb specjalnych PRL. Rzeczywiście, jest całkowicie ubecką metodą nagrywanie rozmów przez ukrytą kamerę w celu skompromitowania kogoś. Gdyby robili to dziennikarze, byłoby to w porządku: mogliby przyjść do Adama Lipińskiego, zapytać go, co może zaoferować za przejście do PiS, nagrywać rozmowę itp. – sam czasem posuwam się do takich technik ukrytego magnetofonu czy kamery. Ale tego nie zrobili dziennikarze – zrobili to konkurenci polityczni, i to w miejscu, które można uznać za swego rodzaju azyl, jakim jest Sejm.
Jeżeli więc myśleć o zapleczu Andrzeja Leppera, w którym znaleźć można byłych funkcjonariuszy WSI, doznających w nowej politycznej rzeczywistości upokorzeń, tracących stanowiska – to trudno się dziwić, że szalenie im zależy na zablokowaniu tych zmian. Jedyną na to szansą jest obalenie tego rządu, i do tego zmierzają, bo mogą zyskać co najmniej odwleczenie tych czystek.
W tym sensie usprawiedliwione jest twierdzenie, że przeciwko PiS, przeciwko ministrowi Lipińskiemu i – pośrednio – premierowi Kaczyńskiemu działa stary układ. Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy powstał rząd Mazowieckiego, dowiedziałem się od jednego z bardzo wysokich dostojników PRL, że cała grupa z dawnego Komitetu Centralnego wraz z sejmowym układem postkomunistycznym spotyka się regularnie raz na dwa tygodnie i dyskutuje, jak obalić rząd Mazowieckiego. To mnie wówczas szalenie zdumiało, ale dziś warto pamiętać, że te ciemne siły nie umarły całkowicie. Ciągle grupy politycznych i ekonomicznych interesów, wywodzące się z PRL, są ze sobą w kontakcie. Taka partia jak PiS – a może i PO – na pewno stanowi dla nich zagrożenie. Czy mają ludzi, którzy mogą inspirować pewne zdarzenia polityczne? Na sto procent mają. Politycy nie są impregnowani na sugestie, postulaty czy naciski. Mogą też dać się namówić na pewnego rodzaju kontrdziałania przeciwko rządzącym. W ujawnionych przez TVN nagraniach można się zatem dopatrzeć pewnych elementów teorii spiskowej.
Dziwię się jednak Adamowi Lipińskiemu, że dał się podejść jak dziecko, idąc do pokoju Renaty Beger jak baranek na rzeź. Muszę powiedzieć, że ja bym się nie dał namówić na najzwyklejszą rozmowę w pokoju Renaty Beger czy jakiejkolwiek innej posłanki. Mogłaby ona potem głosić dowolne oskarżenia: że się tam awanturowałem, kląłem albo chciałem ją zgwałcić. Dziwię się więc naiwności ministra Lipińskiego, że poszedł tam sam, nikomu nie mówiąc, nie ujawniając, co chce u niej uzyskać, okazując jej pełne, niczym nieuzasadnione zaufanie. Ta naiwność jest przerażająca. Tym bardziej że minister Lipiński w każdym miejscu i czasie pozostaje bardzo wysokim politykiem w państwie. Każde jego słowo ma wielką wagę, dlatego przeraża mnie jego naiwność w prowadzeniu rozmów z posłanką Beger, niefrasobliwość dywagacji itp. Mógł powiedzieć przynajmniej jedno zdanie: że to jest luźna rozmowa, premier o niej nie wie, nie mam żadnych upoważnień, mogę pani wysłuchać, ale do niczego się nie zobowiązuję itp. Miałem wyższe mniemanie o politycznej zręczności Adama Lipińskiego.