Dziennik Gazeta Prawana logo

"Upadek politycznych świętoszków"

12 października 2007, 13:41
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Nie ma sensu zastanawiać się, dlaczego Renata Beger nagrała negocjacje z wysłannikami PiS. Bez względu na to, czym się kierowała, fakty pozostają faktami - pisze w DZIENNIKU Jacek Żakowski.

A są one takie, jakie widzieliśmy w TVN. Czyli wystarczająco mocne, żeby wywołać kolejny poważny kryzys polityczny. Oczywiście PiS będzie teraz próbował zwracać uwagę na okoliczności czynu swoich polityków, będzie chciał, by to te okoliczności stały się przedmiotem dociekań. Tak robi prawie każdy, kto ma coś na sumieniu. Dzieci, które rozleją kaszkę, zwykle tłumaczą, że była za gorąca. Przestępcy tłumaczą się trudnym dzieciństwem. Młody Wałęsa chował się za "pomrocznością jasną". To wszystko prawda, ale stanu rzeczy nie zmienia.

Ważne jest to, co zobaczyliśmy na taśmach ujawnionych przez TVN. A zobaczyliśmy, jak cynicznie PiS sporządza polityczną kiełbasę; jak naprawdę wygląda robienie czegoś, co według słów Jarosława Kaczyńskiego miało być rewolucją moralną. W "Teraz my" byliśmy świadkami upadku politycznych Świętoszków. Zobaczyliśmy, jak przedstawiciele partii uzurpującej sobie prawo do ciągłego potępiania innych i opierającej swój sukces na obietnicach zaprowadzenia wzorowego ładu moralnego kupczą publicznym dobrem. Gdyby to Leszek Miller prowadził tego rodzaju negocjacje, to pewnie nic złego by mu się z tego powodu nie stało i nikt nie byłby specjalnie zaskoczony. Przy jego cynicznym image’u nikt by się specjalnie nie zdziwił ujawnieniem tego rodzaju nagrania. Tu jednak mamy do czynienia z partią polityczną, która w swojej nazwie ma słowa "prawo" i "sprawiedliwość". To zobowiązuje. Przecież PiS nie dlatego wygrało wybory, że zaproponowało Polakom fantastyczny program gospodarczy, lecz dlatego, że obiecało uczciwe państwo. Po roku budowania tego uczciwego państwa patetycznie nazywanego IV Rzeczpospolitą zobaczyliśmy film, na którym widać, jak rządzący politycy nie zważając na swoje obietnice, próbują kupić polityka głoszącego całkowicie inny program.

Najbardziej szokującym fragmentem tych rozmów jest propozycja Adama Lipińskiego, by zobowiązania posłów chcących odejść z Samoobrony pokryć z kasy Sejmu. Tego nie można traktować jako elementu normalnych negocjacji politycznych. W budżecie Sejmu nie ma takiej pozycji, trzeba by więc złamać lub bardzo nagiąć prawo budżetowe. Fakt, że politycy PiS rozważają taką ewentualność, świadczy o ich moralnej kompetencji. Zwłaszcza że z kontekstu wynika, iż w takich rozważaniach bierze udział prokurator generalny, który przysięgał stać na straży prawa. Co więcej, z wypowiedzi Lipińskiego wynika, że minister sprawiedliwości używał ministerialnych prawników, żeby ułatwić swojej partii i sobie utrzymanie się przy władzy. Na moje oko jest to klasyczna fucha, czyli kradzież. Dokładnie taka, jaką robi lekarz, który na państwowej aparaturze wykonuje prywatne badania. Chyba że PiS tym prawnikom zapłacił ze swojej kasy i że pracowali oni po godzinach, w co wątpię. Bo ministerialni prawnicy powinni zajmować się walką z przestępcami, a nie ratowaniem rządzącej partii z opresji, która może pozbawić ją władzy.

Na tym tle całkiem niegroźnie wygląda proponowanie w zamian za głosy stanowiska sekretarza stanu. Ale to też jest pewnego rodzaju oszustwo. Urzędy państwowe powinni bowiem obejmować ludzie kompetentni, a tu o kompetencjach nawet nie wspomniano. Urząd za głosy, bez zwracania uwagi na kompetencje, to jest oczywista korupcja. Niby nie jest to nic nowego, bo na podobnej zasadzie LPR i Samoobrona dostały po dwa resorty dla osób w sposób oczywisty totalnie niekompetentnych (jeśli przyjąć, że Lepper był kompetentny jako minister rolnictwa), ale wtedy przynajmniej mydlono nam oczy pozorami. Teraz nagi król ukazał się opinii publicznej w całej okazałości.

Prawdę mówiąc, dziwi mnie, że po sprawie Rywina w dalszym ciągu takie targi toczą się bez zachowania środków bezpieczeństwa. To znaczy, że PiS nie widzi w nich nic złego. I to jest najbardziej niepokojące w tej sprawie. Bo jeśli takie rozmowy toczą się otwarcie, to strach pomyśleć, jak mogą wyglądać rozmowy toczone po wyjęciu baterii z komórek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj