Znany wokalista rockowy i senator Prawa i Sprawiedliwości opowiada DZIENNIKOWI o swoich zawiedzionych nadziejach i rozczarowaniu polityką.
Barbara Kasprzycka: Jak pan ocenia polityczną burzę ostatnich dni?
Krzysztof Cugowski*: Z tego, co mówią prawnicy, nie wydarzyło się nic, co by stanowiło złamanie prawa. Natomiast moralny odbiór jest oczywisty, wszyscy jesteśmy zniesmaczeni. Nie jestem politykiem, dopiero od roku ocieram się o ten świat, ale wszyscy dookoła mnie mówią, że tego rodzaju praktyki, jakie oglądaliśmy na filmie wyemitowanym przez TVN, są w polityce standardem. Kłopot polega tylko na tym, że te praktyki zostały upublicznione. To, co dotąd odbywało się w ukryciu, stało się publiczną wiedzą. Uświadomienie sobie, jak polityka wygląda w rzeczywistości, może być dla niektórych szokiem. Myślę, że najcelniejszym komentarzem tłumaczącym, skąd ten szok, są słowa, które usłyszałem wczoraj w radiu: że od księdza oczekuje się więcej. Jeśli nawet rozmowy o rozdzielaniu stołków są standardem, to następuje silny dysonans, gdy uczestniczy w nich Prawo i Sprawiedliwość. To w końcu ta partia szła do wyborów z hasłami uczciwości i moralności. Dlatego tak mocno czujemy, że coś jest nie w porządku.
Jak pan odbiera zachowanie opozycji oburzonej całym wydarzeniem?
Z ich strony jest to hipokryzja czystej wody, bo prawdą są tłumaczenia PiS, że właśnie w ten sposób rozmawia się o koalicjach, poparciu rządu itp. Tak zdobywa się głosy i robią to ugrupowania od lewa do prawa. Tylko że opozycja ma prawo wykorzystywać teraz ujawnienie tych metod do politycznej walki, takie jest jej prawo. Ale jest to humorystyczne w wykonaniu takich wyjadaczy. Oni dobrze wiedzą, że tak się robi politykę. Polacy dotąd tego nie wiedzieli.
Jeżeli takie są standardy, to czy pan jako senator się na nie godzi?
Ja nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia. Dla mnie są to rzeczy zupełnie obce. Nie ukrywam, że od jakiegoś czasu czekam już na przyspieszone wybory, żebym mógł się pozbyć tego balastu polityki. I nigdy więcej w to nie wchodzić.
Myśli pan, że polityka w ogóle nie może być czysta?
Nie, tak bym nie powiedział. Myślę, że to się tak odbywa na całym świecie i Polska nie jest żadnym wyjątkiem. Tylko że dziś już wiem, że ja się do tego nie nadaję i przyznaję się do tego bez ogródek. Mam nadzieję, że możliwie szybko będę mógł już wszystkim pięknie podziękować i wrócić z tej podróży.
Z jakimi uczuciami oglądał pan nagrania Adam Lipiński - Renata Beger?
Trochę mnie zdumiało, że to wygląda „aż tak”. A z drugiej strony trochę mi było nieswojo, że pani o niezbyt wysokim poziomie intelektualnym potrafiła – oczywiście nie sama – wykiwać jednego z najwytrawniejszych polityków. To dość dramatyczne.
Czy nie myślał pan o kryzysie wartości, końcu rewolucji moralnej?
To prawda, że sam wierzyłem w budowę nowej rzeczywistości, w moralną odnowę państwa. Dziś chcę wierzyć, że to, co oglądaliśmy w TVN, było tylko pewnym potknięciem na tej drodze. Trzeba przecież powiedzieć prawdę: PiS nie znajduje się dziś w sytuacji komfortowej, a ataki na tę partię stały się czymś w dobrym tonie. Proszę zwrócić uwagę, że ugrupowania, które jeszcze kilka miesięcy temu nie chciały się za żadną cenę zgodzić na rozwiązanie Sejmu – co proponowało PiS – dziś, kiedy znalazły się w dogodniejszej sytuacji, żądają wyborów choćby jutro. Przecież gołym okiem widać, że chcą wyborów wtedy, kiedy te są im na rękę i że w całej tej retoryce nie chodzi o żadne wartości, o żadne państwo. Kiedy ktoś przy nich mówi na poważnie o państwie, o Polsce, to spotyka się z atakiem śmiechu. Oni oczywiście dziś znów szermują tymi pięknymi słowami, ale przecież to są żarty. Ci politycy po prostu wiedzą, że dziś mają szansę lepiej wypaść w wyborach niż pół roku temu, to wszystko. O nic więcej im nie chodzi. Mamy do czynienia z ogólną hipokryzją wśród polityków. Nie chciałbym już dłużej w niej uczestniczyć.
Jak się panu podobają te ataki SLD z pozycji moralistów?
Oni teraz świetnie się bawią. Przecież jeszcze rok temu, gdy słyszeli pomysły na IV RP, byli w ciężkim strachu. Kiedy okazało się, że nic z tego nie wyszło, kamienie pospadały im z serc, a dziś mają w dodatku niezły ubaw, oglądając wzajemne szarpanie się polityków wywodzących się z jednego, solidarnościowego pnia. Dawni przyjaciele okładają się na oczach publiczności kłonicami, wygadują o sobie najgorsze historie, a SLD triumfuje. I ma rację, niestety.
Czy żal panu tamtych ideałów sprzed roku?
Jest mi żal. Rok temu żyliśmy w przeświadczeniu, że zostanie zrealizowany projekt wielkiej, centroprawicowej koalicji, która była nadzieją nie tylko dla mnie, ale dla bardzo wielu Polaków. Dali temu wyraz w wyborach, chcieli koalicji PO – PiS, w niej widzieli szansę dla Polski. A po roku oglądamy totalną groteskę. Żal mi tamtego projektu i nie jestem w tym żalu odosobniony.
Dziś wie pan trochę więcej o polityce. Czy pana zdaniem ona służy jeszcze wartościom, czy też realizacja słusznych przedsięwzięć toczy się mimo niej?
Wciąż wierzę, na podstawie moich doświadczeń z ostatniego roku i ludzi, których poznałem przez ten czas, że przeważająca liczba osób działających w polityce rzeczywiście ma jak najlepsze intencje, naprawdę chce dobrze. Sejm i Senat nie składają się wyłącznie z łobuzów, którym zależy tylko na demolce i załatwianiu własnych spraw. Tacy owszem, zdarzają się, ale stanowią zaledwie margines. Metody, jakie funkcjonują dziś w polityce, nie są takie, jakie być powinny, ale nie zmienia to faktu, że większość polityków chce czegoś dobrego.
Skąd to przekonanie?
Trzeba mieć taką nadzieję, bo w przeciwnym razie do niczego już nie dojdziemy. Ale oczywiście pewności nie mam. Rozmawiając z ludźmi z obu stron barykady – i z PiS, i z PO – widzę w nich ten zawód, że się nie udało zbudować czegoś razem. I nie wiadomo, kto jest temu winny, każda strona wskazuje na tę drugą.
A może tak miało być od początku, a pomysł na PO – PiS i na wspólne budowanie nowej Polski był mydleniem oczu?
Nie przypuszczam. Ale jeśli tak miało być, to fatalnie świadczyłoby o polskiej demokracji.
Krzysztof Cugowski, wokalista rockowy, twórca zespołu Budka Suflera, studiował prawo na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej. Senator Prawa i Sprawiedliwości od 2005 r.
Krzysztof Cugowski*: Z tego, co mówią prawnicy, nie wydarzyło się nic, co by stanowiło złamanie prawa. Natomiast moralny odbiór jest oczywisty, wszyscy jesteśmy zniesmaczeni. Nie jestem politykiem, dopiero od roku ocieram się o ten świat, ale wszyscy dookoła mnie mówią, że tego rodzaju praktyki, jakie oglądaliśmy na filmie wyemitowanym przez TVN, są w polityce standardem. Kłopot polega tylko na tym, że te praktyki zostały upublicznione. To, co dotąd odbywało się w ukryciu, stało się publiczną wiedzą. Uświadomienie sobie, jak polityka wygląda w rzeczywistości, może być dla niektórych szokiem. Myślę, że najcelniejszym komentarzem tłumaczącym, skąd ten szok, są słowa, które usłyszałem wczoraj w radiu: że od księdza oczekuje się więcej. Jeśli nawet rozmowy o rozdzielaniu stołków są standardem, to następuje silny dysonans, gdy uczestniczy w nich Prawo i Sprawiedliwość. To w końcu ta partia szła do wyborów z hasłami uczciwości i moralności. Dlatego tak mocno czujemy, że coś jest nie w porządku.
Jak pan odbiera zachowanie opozycji oburzonej całym wydarzeniem?
Z ich strony jest to hipokryzja czystej wody, bo prawdą są tłumaczenia PiS, że właśnie w ten sposób rozmawia się o koalicjach, poparciu rządu itp. Tak zdobywa się głosy i robią to ugrupowania od lewa do prawa. Tylko że opozycja ma prawo wykorzystywać teraz ujawnienie tych metod do politycznej walki, takie jest jej prawo. Ale jest to humorystyczne w wykonaniu takich wyjadaczy. Oni dobrze wiedzą, że tak się robi politykę. Polacy dotąd tego nie wiedzieli.
Jeżeli takie są standardy, to czy pan jako senator się na nie godzi?
Ja nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia. Dla mnie są to rzeczy zupełnie obce. Nie ukrywam, że od jakiegoś czasu czekam już na przyspieszone wybory, żebym mógł się pozbyć tego balastu polityki. I nigdy więcej w to nie wchodzić.
Myśli pan, że polityka w ogóle nie może być czysta?
Nie, tak bym nie powiedział. Myślę, że to się tak odbywa na całym świecie i Polska nie jest żadnym wyjątkiem. Tylko że dziś już wiem, że ja się do tego nie nadaję i przyznaję się do tego bez ogródek. Mam nadzieję, że możliwie szybko będę mógł już wszystkim pięknie podziękować i wrócić z tej podróży.
Z jakimi uczuciami oglądał pan nagrania Adam Lipiński - Renata Beger?
Trochę mnie zdumiało, że to wygląda „aż tak”. A z drugiej strony trochę mi było nieswojo, że pani o niezbyt wysokim poziomie intelektualnym potrafiła – oczywiście nie sama – wykiwać jednego z najwytrawniejszych polityków. To dość dramatyczne.
Czy nie myślał pan o kryzysie wartości, końcu rewolucji moralnej?
To prawda, że sam wierzyłem w budowę nowej rzeczywistości, w moralną odnowę państwa. Dziś chcę wierzyć, że to, co oglądaliśmy w TVN, było tylko pewnym potknięciem na tej drodze. Trzeba przecież powiedzieć prawdę: PiS nie znajduje się dziś w sytuacji komfortowej, a ataki na tę partię stały się czymś w dobrym tonie. Proszę zwrócić uwagę, że ugrupowania, które jeszcze kilka miesięcy temu nie chciały się za żadną cenę zgodzić na rozwiązanie Sejmu – co proponowało PiS – dziś, kiedy znalazły się w dogodniejszej sytuacji, żądają wyborów choćby jutro. Przecież gołym okiem widać, że chcą wyborów wtedy, kiedy te są im na rękę i że w całej tej retoryce nie chodzi o żadne wartości, o żadne państwo. Kiedy ktoś przy nich mówi na poważnie o państwie, o Polsce, to spotyka się z atakiem śmiechu. Oni oczywiście dziś znów szermują tymi pięknymi słowami, ale przecież to są żarty. Ci politycy po prostu wiedzą, że dziś mają szansę lepiej wypaść w wyborach niż pół roku temu, to wszystko. O nic więcej im nie chodzi. Mamy do czynienia z ogólną hipokryzją wśród polityków. Nie chciałbym już dłużej w niej uczestniczyć.
Jak się panu podobają te ataki SLD z pozycji moralistów?
Oni teraz świetnie się bawią. Przecież jeszcze rok temu, gdy słyszeli pomysły na IV RP, byli w ciężkim strachu. Kiedy okazało się, że nic z tego nie wyszło, kamienie pospadały im z serc, a dziś mają w dodatku niezły ubaw, oglądając wzajemne szarpanie się polityków wywodzących się z jednego, solidarnościowego pnia. Dawni przyjaciele okładają się na oczach publiczności kłonicami, wygadują o sobie najgorsze historie, a SLD triumfuje. I ma rację, niestety.
Czy żal panu tamtych ideałów sprzed roku?
Jest mi żal. Rok temu żyliśmy w przeświadczeniu, że zostanie zrealizowany projekt wielkiej, centroprawicowej koalicji, która była nadzieją nie tylko dla mnie, ale dla bardzo wielu Polaków. Dali temu wyraz w wyborach, chcieli koalicji PO – PiS, w niej widzieli szansę dla Polski. A po roku oglądamy totalną groteskę. Żal mi tamtego projektu i nie jestem w tym żalu odosobniony.
Dziś wie pan trochę więcej o polityce. Czy pana zdaniem ona służy jeszcze wartościom, czy też realizacja słusznych przedsięwzięć toczy się mimo niej?
Wciąż wierzę, na podstawie moich doświadczeń z ostatniego roku i ludzi, których poznałem przez ten czas, że przeważająca liczba osób działających w polityce rzeczywiście ma jak najlepsze intencje, naprawdę chce dobrze. Sejm i Senat nie składają się wyłącznie z łobuzów, którym zależy tylko na demolce i załatwianiu własnych spraw. Tacy owszem, zdarzają się, ale stanowią zaledwie margines. Metody, jakie funkcjonują dziś w polityce, nie są takie, jakie być powinny, ale nie zmienia to faktu, że większość polityków chce czegoś dobrego.
Skąd to przekonanie?
Trzeba mieć taką nadzieję, bo w przeciwnym razie do niczego już nie dojdziemy. Ale oczywiście pewności nie mam. Rozmawiając z ludźmi z obu stron barykady – i z PiS, i z PO – widzę w nich ten zawód, że się nie udało zbudować czegoś razem. I nie wiadomo, kto jest temu winny, każda strona wskazuje na tę drugą.
A może tak miało być od początku, a pomysł na PO – PiS i na wspólne budowanie nowej Polski był mydleniem oczu?
Nie przypuszczam. Ale jeśli tak miało być, to fatalnie świadczyłoby o polskiej demokracji.
Krzysztof Cugowski, wokalista rockowy, twórca zespołu Budka Suflera, studiował prawo na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej. Senator Prawa i Sprawiedliwości od 2005 r.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|