Dziennik Gazeta Prawana logo

"Cenzura nie wyhamuje lustracji"

12 października 2007, 13:54
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Zamykając usta ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu, Kościół nie zatrzyma procesu ujawniania księży współpracujących z SB - pisze w DZIENNIKU publicysta "Newsweeka", Tomasz P. Terlikowski.

Nakaz milczenia dla księży zajmujących się trudną przeszłością Kościoła w Polsce, karne przeniesienie ich w inne miejsca oraz ostre, słowne ataki na nich to na razie główne metody załatwiania problemu lustracji w polskim Kościele. I nie zmienia tego nawet powołanie przez Episkopat Polski komisji historycznej, która ma się zająć wyjaśnieniem przypadków współpracy duchownych z bezpieką.

Dla ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego nastały trudne dni. Po kilku miesiącach względnego spokoju (przerywanego telefonami z pogróżkami od nieznanych sprawców) po raz kolejny otrzymał kurialny nakaz milczenia i dowiedział się, że jego działanie „niszczy komunię Kościoła, zafałszowuje „obraz kapłana w oczach wiernych oraz szkodzi polskiemu Kościołowi. Jednym słowem kuria krakowska powróciła do języka sprzed słynnego pojednania się księdza z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, które miało otworzyć drogę do załatwienia tej trudnej dla krakowskiego, ale i polskiego Kościoła sprawy.

Już choćby porównanie języka obu decyzji jasno świadczy o tym, że wbrew nadziejom niewiele się zmieniło. Nadal głównym odpowiedzialnymi za problem lustracji są ci, którzy zdecydowali się o tym otwarcie mówić. Winnym zgorszenia wiernych, rozbijania jedności Kościoła staje się ks. Zaleski, a nie ci, którzy najpierw przez lata donosili (być może z naiwności), a obecnie pozostają autorytetami moralnymi, kurialistami czy zawodowymi przyjaciółmi papieża. Tak ówczesny jak i obecny komunikat nie zajmuje się w ogóle ich odpowiedzialnością czy moralnością tych, którym nie staje odwagi, by wyznać swoje winy sprzed lat (a przecież w zasadzie tylko tego oczekują zwolennicy lustracji, w tym sam ks. Zaleski), skupia się wyłącznie na oskarżeniach wobec (niekiedy można przyznać niefortunnych) wypowiedzi krakowskiego duszpasterza Ormian.

Wraz z decyzją powrócił ówczesny ton komentarzy biskupich. Tyle, że tym razem głos zabierają nawet ci spośród hierarchów, którzy poprzednio dyskretnie milczeli. W czerwcu ks. Zaleskiego otwarcie potępiali i oskarżali o pychę (poza krakowskimi kurialistami) biskup Tadeusz Pieronek czy abp Józef Życiński. Teraz do chóru zaniepokojonych jego działalnością dołączył kard. Józef Glemp. Zdaniem prymasa Polski ks. Zaleski „staje się nadUBowcem, węszy i tropi księży po całej Polsce, nie mając ku temu żadnego mandatu, a jego zachowania są niegodne kapłana.
Na wypowiedziach zresztą wcale się nie kończy. Ostatnio nie przedłużono ks. Zaleskiemu dekretu wyznaczającego go na duszpasterza Ormian. W efekcie (pozostaje mieć nadzieję, że to przypadek) spełnione zostały ostrzeżenia, które mieli kierować do ks. Zaleskiego krakowscy kurialiści przestrzegający go, że jeśli nie przerwie swoich badań to konsekwencje tego mogą ponieść powierzeni jego opiece wierni…

Niejasne pozostają też przyczyny tak ostrej reakcji kurii krakowskiej. Co takiego się zmieniło, że powrócił język ostrej kontestacji działań ks. Zaleskiego? Dlaczego wyrazy poparcia dla jego pracy, które wyrażał jeszcze kilka tygodni temu kard. Stanisław Dziwisz zastąpiły oskarżenia o rozbijanie Kościoła? Niestety, na te pytania ani rzecznik prasowy, ani sam kard. Dziwisz na razie nie odpowiadają, pozostawiając spore pole do rozmaitych interpretacji (także zupełnie nieprzychylnych dla kurii). A zmienne sygnały, jakie wysyła metropolita krakowski, utrudniają już nawet nie odczytanie jego własnego stanowiska, ale choćby ustalenie, jakie są jego cele. A to sprawia, że trzeba zacząć rewidować opinię, zgodnie z którą osobisty współpracownik papieża może zostać liderem polskiego Kościoła.

Paradoksalnie atmosfery wokół lustracji wcale nie poprawia, zapowiadana przez abp Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, decyzja biskupów o powołaniu komisji historycznej, badającej przypadki współpracy duchownych z SB, a szerzej inwigilacji Kościoła przez bezpiekę. Nie poprawia, bowiem wpisuje się w znany już schemat działania polskiej hierarchii, stosowany od lat w różnych kwestiach. Gdy pojawia się problem to po wielu miesiącach debat, w obliczu mocnego nacisku mediów powołuje się stosowną komisję, która zająć się ma jego rozwiązaniem. Problem polega na tym, że zazwyczaj jedynym widzialnym skutkiem powołania takiej komisji jest samo jej istnienie. Tak było przez lata z komisją duszpasterskiej troski o Radio Maryja, tak jest ze zdecydowaną częścią komisji lustracyjnych powołanych przez biskupów i przełożonych zakonnych (z chlubnym wyjątkiem dominikanów i niechlubnym komisji lubelskiej, która od wielu miesięcy zajmuje się głównie dyskredytowaniem dowodowej i historycznej wartości dokumentów bezpieki).

Co gorsza już samo powołanie ogólnopolskiej (tak jak wcześniej diecezjalnych) komisji lustracyjnej może stać się argumentem, odbierającym osobom nie wchodzącym w ich skład prawo do zajmowania się badaniami historycznymi. A że nie jest to obawa bezpodstawna pokazują zarówno oba komunikaty kurii krakowskiej, jak i wczorajsza wypowiedź kard. Glempa sugerującego, że ks. Zaleski nie ma „mandatu do prowadzenia swoich badań. Podobne obawy przed zamykaniem ust (tyle, że już oparte o Kodeks Prawa Kanonicznego) rodzi komunikat kurii krakowskiej, która ostrzegając, że metropolita krakowski zastrzega sobie możliwość moralnej oceny publikacji księdza Zaleskiego, powołuje się na kanony prawne, które umożliwiają biskupowi zablokowanie publikacji każdej książki podlegającego mu księdza. Czy kanon ten zostanie zastosowany nie wiadomo, ale groźba została wyraźnie zasygnalizowana.

A jednak mimo zaskakujących zwrotów akcji, powrotu starego języka i ostrych ataków na osoby zajmujące się lustracją, jedno nie może ulec już zmianie. Komisje (niemrawo działające, ale jednak) lustracyjne w wielu diecezjach już istnieją; świeccy historycy od wielu miesięcy opracowują materiały bezpieki poświęcone Kościołowi; powstał Memoriał; książka ks. Zaleskiego powinna ujrzeć światło dzienne w grudniu, a najpóźniej na początku przyszłego roku, a jeśli nawet jej publikacja zostanie zablokowana to badania podejmą historycy świeccy, których kościelna cenzura nie obejmuje. To zaś oznacza, że procesu oczyszczania pamięci Kościoła nie da się już zatrzymać. Walka toczy się więc już nie o prawdę historyczną, ale o to autorytet Kościoła, który dla Polaków powinien pozostać nie tylko instytucją nauczającą, ale także potrafiącą wyznać grzechy swoich dzieci. Czy tak będzie, zależy w znaczącym stopniu od krakowskiej kurii, kard. Dziwisza, ale też od Konferencji Episkopatu.


Tomasz P. Terlikowski, doktor filozofii, tłumacz, publicysta „Newsweek Polska i Radia Plus. Ostatnio wydał „Nasz Papież z Niemiec. Tajemnice papieskiej pielgrzymki .Przygotowuje do druku „Moralny totalitaryzm. Bioetyczne dylematy współczesności oraz tłumaczenie „Cudów Ewangelii Sergiusza Bułgakowa.






Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj