Igor Janke, publicysta "Wprost": Zawartość samych taśm Gudzowatego nie jest specjalnie szokująca. Nie ma tam żadnych przekonujących argumentów na rzecz
tezy, że dziennikarz "Gazety" był na pasku takich czy innych służb. Dziennikarze korzystają z różnych źródeł, a to nie znaczy, że są pod ich wpływem. Nie można
oczywiście wykluczyć, że tak w tym przypadku było, ale te nagrania nie dostarczają żadnego dowodu. Można się natomiast dziwić, że Adam Michnik tak ochoczo spotyka się z powiązanymi
politycznie biznesmenami. I że rozmawia z nimi takim językiem, w taki, a nie inny sposób. Ale to problem redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej".
Piotr Zaremba, publicysta DZIENNIKA: Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że ujawnione rozmowy Michnika z Gudzowatym są dowodem na wpływ służb na "Gazetę
Wyborczą". To normalne, że dziennikarze zajmujący się np. bezpieczeństwem energetycznym państwa mają kontakty z ludźmi służb i biorą od nich różne informacje. Pomijając, że
Gudzowaty zachowuje się dziwnie opowiadając o spisku przeciwko niemu, to dwuznacznie zabrzmiały mi słowa Michnika dotyczące własnych dziennikarzy. Ich redaktor naczelny spotykając się z
bohaterem tekstów nie wyklucza, że być może byli inspirowani przez służby. Może było to zwodzenie Gudzowatego, ale brzmiało dziwnie.
Tomasz Lis, dyr. programowy Polsatu: W tych taśmach nie było nic rewelacyjnego – nie zaszkowała mnie ani ich treść, ani forma rozmowy. Niektórzy podkreślają nieparlamentarny język Adama Michnika. Jego mowa zawsze była naszpikowana mocnymi słowami, tyle że zwykle są to przekleństwa wypowiadane w wariancie, o którym w swoim dzienniku pisze Gombrowicz. Że jest to coś, co nasyca mowę, a nie nadaje jej knajackiego charakteru. Jeśli zaś chodzi o treść – mam wrażenie, że Gudzowatemu nie udało się osiągnąć celu. Nie uzyskał potwierdzenia, że teksty na jego temat były inspirowane przez służby. Czy wynika z tego, że nie były? Tego nie wiem. Obawiam się, że w polskiej prasie w ostatnich latach tekstów inspirowanych przez służby było bardzo wiele. I dotyczy to prasy wszelkich politycznych odcieni. Te taśmy to z dużej chmury malutki deszczyk.
Andrzej Zybertowicz, profesor socjologii: W ujawnionych taśmach z rozmów Michnik–Gudzowaty znamienna jest postawa naczelnego "Wyborczej". Gdy Michnik mówi, że niewyobrażalna dla niego była agenturalność ks. Czajkowskiego, to widać, że przez lata odmawiał przyswojenia wiedzy o kulisach transformacji i udziału w niej ludzi służb specjalnych. Michnik mówi, że był bardzo naiwny. Ale to nic innego, jak niezdolność do prawidłowego interpretowania ważnych zjawisk społecznych. Te taśmy pokazują, że Michnik żył w wyobrażonej wizji transformacji, w której niczym Mojżesz przeprowadzał komunistów z systemu totalitarnego do demokratycznego. Nie chcąc zauważyć, że ci ludzie się nie zmienili, że ich mentalność knucia przeciwko społeczeństwu pozostała bez zmian.