Śmierć Anny Politkowskiej niestety nic nie zmieniła ani w zachowaniu Putina, ani stosunku Europy wobec Rosji. O śmierci Politkowskiej w pierwszej chwili w Rosji pisano bardzo dużo. I choć
telewizja jest w rękach władzy, to wielu dziennikarzy zachowało przyzwoitość. Aż zadziwiająco wielu. Co zrobił Putin? Jak to ma w swoim zwyczaju, zachował się bezczelnie. Coś tam
pomruczał, ale ostatecznie wszyscy zamilkli. Teraz nikt o tym nawet nie wspomina. Dziennikarze pokazali, że są przyzwoici i natychmiast zapomnieli. Kto zabił Politkowską – nie jest
jasne. Wydaje się, że to zabójstwo raczej nie było na rękę Kremlowi i możliwe, że maczał w tym palce premier Czeczenii Ramzan Kadyrow. Ale czy tak było naprawdę, nie ma to znaczenia, bo
odpowiedzialność ponosi i tak rosyjski prezydent. Co na to Europa? Dobrym przykładem jest wizyta Putina w Niemczech. Co prawda Angela Merkel spytała rosyjskiego prezydenta o sprawę morderstwa
Politkowskiej, a na ulicach znaleźli się protestujący z transparentami „morderca”, ale już w Bawarii witano się z Putinem bardzo serdecznie i z troską życzono mu szybkiego
znalezienia zabójców. Niedługo potem Władimir Putin z wszystkimi honorami był podejmowany na szczycie Unii w Lahti.
Brakuje odwagi
Moim zdaniem świadczy to o tym, że Realpolitik w Europie jest na bardzo niskim poziomie, a liderzy polityczni państw europejskich mało się różnią od sowieckich przywódców. Europejskim
politykom brakuje odwagi, żeby krytykować Putina. Oni się trzęsą przed tym podpułkownikiem. Europa jedynie pokazuje Putinowi, jak ważnym jest dla nich człowiekiem. To smutne i niezrozumiałe.
Przecież m.in. Rada Europy powstała głównie po to, aby pilnować demokracji w innych krajach. I wszyscy członkowie zgodzili się na to, aby ingerować w wewnętrzne sprawy innego kraju, jeżeli
trzeba będzie bronić demokracji i praw człowieka. Tak zostało zapisane w statucie, pod którym podpisali się wszyscy członkowie. I co? W Rosji regularnie łamane są podstawowe zasady
demokracji oraz prawa człowieka, ale nikt nie ma odwagi w to ingerować. Europa taki stan rzeczy akceptuje i milczy. Górę biorą interesy polityczno-ekonomiczne. Podam przykład. Jakiś czas temu
ówczesny amerykański minister spraw zagranicznych Colin Powell powiedział: „Choć wiele osób uważa, że Rosja nie zmierza w kierunku demokracji, to takie twierdzenie jest nieprawdą.
Bo Rosja nigdy ze ścieżki demokracji nie zeszła. W Rosji demokracja się rozwija i powinniśmy być zadowoleni z takiej sytuacji”. Zastanówmy się nad tymi słowami. Nie wierzę, żeby
ktoś, kto jest szefem dyplomacji Stanów Zjednoczonych, był głupcem. Więc o co chodzi? Czyżby Powell nie widział, jak działa „demokracja” Putina i na czym polegają jego
reformy? Weźmy chociażby kwestię federacyjności Rosji. To, że jest ona federacją, zapisane zostało w konstytucji. W teorii każda gubernia jest autonomiczna i ma prawo wybierać swoje władze.
Praktyka jest jednak taka, że to Władimir Putin ustala, kto zostanie gubernatorem. Czy to nazywa się demokracją? To tak, jakby Bush mianował gubernatorów w Kalifornii, Florydzie i innych
stanach. Powell jako osoba zajmująca się polityką zagraniczną musiał wiedzieć, co się dzieje w Rosji. Konkluzja jest zatem jedna: obywatel Powell zwyczajnie kłamał. I to –
widocznie – z bardzo niskich pobudek. Ameryce zależało wówczas na poparciu Rosji np. w sprawie Iraku.
Spór o szaszłyki
Podstawy demokracji gwarantowane w konstytucji, takie jak podział władzy i wolne wybory, zostały naruszone. Tak naprawdę demokracja po prostu nie istnieje. I do tego nikt w całej Europie, choć
ma do tego pełne prawo, się nie wtrąca. Przyjrzyjmy się wyborom. Wolne wybory to główne kryterium demokracji. A w Czeczeni np. w 1995 roku pięć wyborów z kolei było od A do Z sfałszowanych
– poczynając od samorządowych, kończąc na prezydenckich. Jak zachowała się Rada Europy? Nie zareagowała w żaden poważny sposób. Oni się zbierali, żeby jeść szaszłyki. Można
było zaskarżyć Rosję za łamanie praw człowieka w Strasburgu. Które z państw europejskich to zrobiło? Żadne. Zapytałem moich polskich kolegów, dlaczego tego nie zrobili, skoro nie uważali
Rosji za kraj praworządny i dobrze wiedzieli, co tam się dzieje. A Polacy powiedzieli tak: a dlaczego my mielibyśmy wysuwać się przed szereg? Odpowiedziałem, że ktoś powinien być pierwszy,
dlaczego nie wy? Bo my jesteśmy Słowianami, wy Rosjanie jesteście Słowianami i historia naszych stosunków jest bardzo skomplikowana – odpowiedzieli Polacy. Wszyscy od razu by mówili,
że Polska chce się zemścić za swoje krzywdy z poprzednich wieków. Wtedy przewodniczącą Parlamentu Europejskiego była Łotyszka, więc zwróciłem się do niej. Wy, Łotysze, też jesteście
Słowianami? Nie, ale my pamiętamy rosyjskie czołgi. Po takich reakcjach czego można się spodziewać?
Ewidentnie takie zachowanie, czyli postawa milczenia lub uprzejmych rozmów z Putinem, jest błędem. To bowiem nie jest język, jakim można rozmawiać z Rosją, jeżeli ma dojść do jej
zjednoczenia z Europą i cywilizowanym światem. W rozmowie z Rosją należy stawiać sprawy jasno i otwarcie. Wyzbyć się fałszu i hipokryzji. Metody intryg i rozgrywek politycznych się już
dawno zużyły i do niczego nie prowadzą. Po II wojnie światowej wszyscy mówili, że prawa człowieka są najważniejsze. Tyle się o tym mówiło i gdzie one są? Trzeba umieć spojrzeć prawdzie
w oczy i mówić o niej głośno. To misja dla polityków z Zachodu. Dla przykładu jeszcze raz powrócę do pierwszej wojny czeczeńskiej. Wojnę tę można było bardzo prosto powstrzymać i nie
trzeba było do tego blokady Moskwy albo zrywania kontaktów dyplomatycznych. W 1995 roku, kiedy w Rosji urządzano uroczyste obchody rocznicy zakończenia II wojny światowej, wtedy na uroczystości
przyjeżdżali amerykański prezydent Bill Clinton i niemiecki kanclerz Kohl. Powinni wtedy powiedzieć jasno i wyraźnie, że w tym roku w Rosji nie godzi się obchodzić rocznicę zwycięstwa nad
faszyzmem oraz przyjmować zaproszenie. Jelcyn by padł na kolana. Ale najwidoczniej według Kohla i Clintona Rosja powinna się cywilizować bez poddawania jej krytyce. I przyjechali. Ich wybór
został okupiony krwią tysiąca niewinnych osób. W tym kontekście mówienie, że Rosja jest sojusznikiem w walce z terroryzmem, to czysta hipokryzja. To pomyłka i kłamstwo. Żeby doszło do
zjednoczenia Europy z Rosją, w które osobiście wierzę, nie można na takie rzeczy pozwalać i ich tolerować. Trzeba wywierać stały nacisk na Rosję. Nie można pozwolić, żeby dochodziło do
takich sytuacji jak ta, kiedy Rosja zaczyna szantażować wszystkich dostawami gazu. To proste: gaz to jedyny cenny surowiec rosyjski, którym może ona rozgrywać swoje bitwy polityczne. Europa
jednak powinna się zbuntować i odwrócić sytuację. Putin powinien poczuć wdzięczność, że Europa kupuje, a nie że to on robi komuś łaskę – sprzedając gaz i ropę. W ten sposób
Rosja straciłaby możliwość szantażu. Niech Zachód sobie przypomni, jak Bliski Wschód chciał rzucić wszystkich na kolana, wykorzystując energetyczną przewagę. Rosja włączyła się do
tych rozgrywek, chcąc za pomocą arabskiej ropy zwyciężyć nad Zachodem. Ale Zachód się temu nie poddał. I co? I nic. Do żadnego kryzysu nie doszło. To dlaczego teraz nie może być tak
samo?
Gruzja na celowniku
Żeby lepiej zrozumieć Kreml, warto przypomnieć także, co się dzieje pomiędzy Rosją a Gruzją. Tak silnego napięcia i takiej eskalacji wrogości we wzajemnych relacjach dawno nie było. I jest
ona dla mnie wręcz niezrozumiała. Trudno wyłowić, jakie jest prawdziwe podłoże tego konfliktu. Moim zdaniem afera z przytrzymywaniem w Gruzji szpiegów była tylko pretekstem. Do takich
sytuacji już dochodziło. Znajdowano szpiegów, odsyłano ich, pisało się noty, odsyłało dyplomatów – już pewna tradycja się utarła. Więc co się teraz nagle stało? Nie ma
łączności z Gruzją – ani lotniczej, ani pocztowej, Rosjanie rozpuszczają plotki, że gruzińskie wino jest zatrute. A do szkół rozesłano notę, w której jest nakaz, żeby mieć
baczność na dzieci pochodzenia gruzińskiego. Europa przypatruje się temu konfliktowi i uważa, że Putin ma konkretną strategię. Ale to człowiek, który nie ma specjalnego planu, a jego
działanie to nie wynik przemyślanej strategii, lecz tylko emocji. Został obrażony. Saakaszwili zachowując się niezależnie, po prostu rozjuszył Putina. Dlatego rosyjski prezydent chce teraz
Gruzję poniżyć i zarazem pokazać Europie, że polityka w stosunku do byłych republik to sprawa wyłącznie Rosji.
Drugą przyczyną jest również chciwość. Rosja ma chrapkę na Abchazję i Osetię. I robi wszystko, żeby je zdobyć. I tak okazuje się, że według oficjalnych statystyk w Abchazji żyje 90
proc. osób z obywatelstwem rosyjskim. Jak do tego doszło? Przecież obywatelstwo rosyjskie nie jest tak łatwo zdobyć. Ja np. mam przyjaciela z Gruzji, który mieszkał od 10 lat w Moskwie i
miałem ogromny kłopot, kiedy chcieliśmy mu załatwić obywatelstwo rosyjskie. Był uciekinierem z Suchumi. Natomiast ci z Abchazji nawet nie byli w Rosji – ale bardzo łatwo dostali
rosyjskie obywatelstwo. Dlaczego? Bo w Abchazji i Osetii Rosja rozdaje obywatelstwo na prawo i na lewo, żeby potem, jak przyjdzie co do czego, powiedzieć, że my musimy bronić naszych ludzi,
którzy tam żyją. I najprawdopodobniej Gruzja pożegna się z częścią swojego terytorium. Wszystko przebiegnie pod hasłem wyzwolenia narodowego. Doskonale przecież wiadomo, że żadne Niemcy
ani USA nie będą cierpiały za Gruzję i Abchazję i ich konflikt z Rosją. A szkoda. Bo jedyną bronią wobec Rosji jest szczerość i mówienie prawdy prosto w oczy.
*Siergiej Kowaliow, rosyjski obrońca praw człowieka, zgłoszony w 1995 roku do pokojowej Nagrody Nobla. Współzałożyciel i lider organizacji Memoriał. Od końca lat 60. związany z ruchem
dysydenckim, organizator wielu listów protestacyjnych, członek moskiewskiej grupy Amnesty International. Skazany na siedem lat łagru i trzy lata zesłania. Z łagru wysłał protest przeciw
wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. W 1990 został wybrany na deputowanego do Rady Najwyższej Federacji Rosyjskiej. Był przewodniczącym Komisji Praw Człowieka przy prezydencie Jelcynie. Za
demaskowanie rosyjskiego okrucieństwa i zbrodni na Czeczenach, a także na rosyjskiej ludności Czeczenii został usunięty ze swej funkcji. Autor autobiograficznej książki „Lot białego
kruka. Od Syberii po Czeczenię – moja życiowa podróż” (w Polsce wydano ją w 1998 r.)