Sebastien Durrmeyer: Wygląda na to, że sytuacja na politycznej szachownicy europejskiej się zmienia. Choćby w Szwecji, kraju od bardzo wielu lat rządzonym przez lewicę, ostatnio
zwyciężyła prawica. Czy europejska lewica przeżywa kryzys?
Daniel Cohn Bendit: Sytuacja nie jest tak jednoznaczna. Przecież w tej chwili mamy rozkwit lewicy w wielu krajach. Tak dzieje się we Włoszech i w Hiszpanii. We Francji sytuacja nadal jest
otwarta. O wszystkim zadecydują wybory prezydenckie w przyszłym roku.
Moim zdaniem nie można dziś mówić o ogólnoeuropejskim kryzysie lewicy. Przeżywa ona kłopoty w nowych krajach członkowskich i ogólnie we wschodniej części Europy. Ale w starych krajach Unii
Europejskiej, takich jak Francja, Hiszpania czy Włochy, lewica cały czas się trzyma.
Czy lewica jest w stanie w naszych czasach zaproponować system wartości czytelny dla społeczeństwa, jakieś reguły postępowania wokół których ludzie mogliby się odnaleźć? Czy
dysponuje ona zwartym systemem wartości na skalę europejską, takim który mógłby stanowić długotrwałą konkurencję dla wartości konserwatywnych?
Dysponuje. Ale problem w tym,
że dziś nie ma w Europie jednej lewicy. Istnieje wiele różnych lewic, które prowadzą różne nieskoordynowane działania i mają różne programy. Często dążą one do tych samych celów,
mają podobną strategię, ale proponowana taktyka jest różna. Dlatego główne nasze zadanie dzisiaj polega na tym, że należy zjednoczyć europejską lewicę.
Co łączy dzisiejsze lewice?
Wydaje mi się, że we wszelkiego rodzaju dzisiejszej debacie politycznej mamy do czynienia, z jednej strony, z jedną prawicą, która określa swój kurs, wypracowując nową religię rynku i
mając zbliżone programy, z drugiej zaś strony różne lewice, które starają się odeprzeć atak. Mają one jednak podobny cel. Dzisiejszym podstawowym celem lewicy jest przedstawienie zwartej
propozycji okiełznania problemów związanych z procesem globalizacji. Należy to czynić przede wszystkim z pomocą instytucji międzynarodowych.
Do jakich idei lewica powinna się odwołać, aby się zjednoczyć i przyciągnąć ludzi? Co ma zaproponować temu zglobalizowanemu światu?
Uważam, że europejska lewica, jeśli chce, żeby ludzie ją usłyszeli i zrozumieli, musi mówić o przestrzeganiu zasad solidarności i elastyczności w stosowaniu mechanizmów rynkowych. Musi
pamiętać o autonomii i wolności jednostki. I musi też pamiętać o bezpieczeństwie socjalnym. To dzisiaj podstawowe problemy. Wszystko to stanowi kwadraturę koła, którą wszystkie siły
polityczne Europy będą musiały jakoś rozwiązać. Sądzę, że tylko lewica ma szansę zaproponować konkretne rozwiązania.
A czy przypadkiem strategia przyjęta przez prawicę nie jest czytelniejsza, czy ich wytyczne nie są jaśniejsze, bardziej zrozumiałe dla ludzi? Czy wyborcy nie odnajdują się łatwiej w
proponowanym systemie wartości odnoszącym się do chrześcijaństwa?
Owszem, może nam się wydawać, że tak jest. Ale tylko wtedy, gdy patrzymy przez pryzmat Polski, gdzie wartości
prawicowe, konserwatywne są faktycznie popularniejsze. Ale popatrzmy na to, na przykładzie Francji. Tu ludzie wcale nie odnajdują się łatwiej po stronie prawicy! Wręcz przeciwnie, bliższe im
są wartości lewicowe.
Wydaje mi się, że taka wiara w odrodzenie konserwatywnych postulatów i ich szczególną nośność w dzisiejszej Europie to typowo polski sposób widzenia rzeczy. Szczególnie uwarunkowany
sytuacją polityczną w Warszawie. Ale zachodnia Europa zdecydowanie się tu różni.
Czyli Polska będzie także w przyszłości się różnić od Francji czy Hiszpanii i pozostanie osadzona raczej w sferze wartości prawicowych?
Nie wierzę w to. A to dlatego,
że nie wierzę, iż obecna sytuacja długo się utrzyma w Polsce. Daję wam 6 miesięcy i prawica, jakby to powiedzieć, autorytarna i reakcyjna, która jest u władzy w Polsce, upadnie. Rozpadnie
się politycznie. Tak, nie daję jej zbyt wiele czasu. Wraz z jej upadkiem nastąpi przebudowa świadomości społecznej.
Ma pan jakieś podstawy, by tak twierdzić?
Tak, myślę, że polska prawica już jest zmęczona. Że cały jej dyskurs moralizatorski, osobliwie politycznie poprawny, na temat chęci przywrócenia moralności polityce, jest jedynie
mistyfikacją. Ludzie zaczną to widzieć.
Zgoda, jednak niektórzy widzą w prawicy rządzącej w Polsce silny punkt oparcia dla konserwatywnej prawicy europejskiej, jej swoistą „straż
przednią”...
Tak, ale siły tej straży są nadwątlone, mocno nadwątlone. Jestem przekonany, że daleko się z tym nie zajdzie.
Jednak w Europie Środkowo-Wschodniej nie tylko siły konserwatywne są dziś nadwątlone. Spójrzmy na inne kraje Grupy Wyszechradzkiej. Na Węgrzech nie kończą się zamieszki i protesty
wymierzone przeciwko lewicowemu premierowi Gyurcsanemu, impas polityczny dotyka Czech i Słowacji...
Myślę, że wielkim problemem wymienionych tu państw, zresztą to samo dotyczy
Polski, jest fakt, że można u was wygrać wybory z 50-procentowym poparciem, a po czterech latach zniknąć ze sceny politycznej z zaledwie 3 procentami... Wynika to z istniejącej u was
niestabilności instytucji politycznych. To jest coś, co dopiero musi się rozwinąć. Wymaga więcej czasu. W tym momencie bardzo wątłe są instytucje demokracji politycznej. A wraz ze
słabością instytucji politycznych, partie polityczne są równie słabe. Macie niezmiernie niską kulturę demokratyczną.
Z drugiej strony przemiany gospodarcze...
Rozwój gospodarczy i przemiany gospodarcze zaszły dużo szybciej niż przemiany demokratyczne. Polityka nie nadążyła za
ekonomią. Stąd te ciągłe kryzysy polityczne, które pan wymieniał.
Pana zdaniem przyszłość Europy nie może zostać, tak jak chcą tego siły konserwatywne, oparte na walorach chrześcijańskich?
Osobiście uważam, że przyszłość Europy
i przyszłość polityki może być jedynie świecka. Jestem głęboko przekonany, że wszystkie próby włączenia religii do polityki w dzisiejszej Europie są skazane na porażkę.
Daniel Cohn Bendit, polityk francusko-niemiecki, jeden z liderów i głównych ideologów europejskiej lewicy, współprzewdoniczący Grupy Zielonych - Wolny Sojusz Europejski.