Trybunał, którego prawomocność Saddam przy każdej okazji kwestionował, skazał jego i innych oskarżonych: Barzana Ibrahima, jego przyrodniego brata i byłego szefa służby bezpieczeństwa, oraz Awada Hameda al-Bandara, byłego przewodniczącego irackiego sądu rewolucyjnego – organu służącego niszczeniu politycznych przeciwników Saddama i innych „wrogów ludu” – na śmierć przez powieszenie. Iracki trybunał okazał się bardziej kompetentny, niż twierdzili jego krytycy, ale najwyraźniej jeszcze nie przyswoił sobie starożytnej mądrości prawnej, że sprawiedliwość musi być nie tylko nieuchronna, ale i szybka. Od momentu, gdy dyktator wkroczył na salę sądową i zwymyślał sędziów od amerykańskich i syjonistycznych pachołków oraz zażądał, by traktować go z czcią należną prezydentowi Iraku, proces toczył się pod dyktando jego megalomańskich kaprysów.

Ofiary tyrana będą przynajmniej miały poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość, a zakończenie procesu zwiastuje kilka pozytywnych zmian. Po pierwsze, w okresie kiedy irackie ministerstwa rządowe stały się siedliskami korupcji i sekciarskich walk, wymiar sprawiedliwości pokazał, że umie się wznieść ponad partykularyzmy. Jeśli już, to sędziowie byli nazbyt wyrozumiali dla teatralnych zapędów Saddama, który w szanującym się sądzie nie mógłby wygłaszać tak długich tyrad. Zarazem jednak sędziowie postawili na całkowitą przejrzystość postępowania. Już obiecali odtajnić wszystkie dokumenty, które posłużyły im do skazania Saddama. Cóż za kontrast z poprzednią epoką, kiedy ręcznie dobierani sędziowie wydawali wyroki zgodne z oficjalną doktryną prawną Saddama: „Prawem jest to, co ja napiszę na skrawku papieru”.

Kiedy Ramsey Clark, radykalny były prokurator generalny USA, a dziś adwokat Saddama, przedstawił przewodniczącemu składu sędziowskiego Raufowi Rahmanowi notatkę, w której bez śladu ironii nazwał proces „kpiną ze sprawiedliwości”, sędzia oświadczył, że Clark „zrobił z siebie pośmiewisko” i usunął go z sali – zasłużone upokorzenie dla człowieka, który popierał rozmaitych dyktatorów pokroju Muammara Kadafiego czy Slobodana Miloszevicia i z nawiązką zarobił sobie na tytuł „najlepszego przyjaciela zbrodniarzy wojennych”.

Saddamowi, który domagał się honorowej śmierci przed plutonem egzekucyjnym, zamiast zawiśnięcia na szubienicy „jak pospolity przestępca”, nie dano takiego wyboru, ale Irak znowu ma możliwość wybrać swoją przyszłość.

David Horowitz, amerykański pisarz, neokonserwatysta i aktywista polityczny, jeden z głównych doradców Partii Republikańskiej.