Sam mam syna alergika i natychmiast po lekturze DZIENNIKA zadzwoniłem do żony z pytaniem, czy przypadkiem corhydron nie znalazł się również u nas w apteczce.
Drugi strach to ten, kiedy dotarło do nas, że cały aparat państwowy opłacany z naszych podatków, aparat, o którym wielokrotnie zadajemy sobie pytanie, „po co on jest”,
aparat złożony z setek inspektorów, dyrektorów departamentów, kontrolerów, wiceministrów, ministrów i premiera – że ów aparat praktycznie nie działa. Nie zadziałały też te
instytucje, które mają nas bronić i chronić. Nie było słychać głosu rzecznika praw obywatelskich ani powołanych w każdym województwie, opłacanych z podatków rzeczników praw pacjenta.
Nie zauważyłem, jak pomogło poszkodowanym stowarzyszenie „Primum non nocere”, które powinno jako pierwsze reagować na doniesienia o zagrożeniu życia pacjentów. Ani
premier, ani prezydent nie uruchomili nadzwyczajnych procedur i nadzwyczajnych środkw, by pomóc poszkodowanym i tym, których życie było narażone. Zrobiono to, co najprostsze – premier
na oczach kamer wstrzymał produkcję Jelfy. Dalszych kroków zabrakło.
To był test dla państwa, jak radzi sobie z sytuacją poważnego, śmiertelnego kryzysu – test przez to państwo oblany. Mam przeczucie, że w sytuacji stwierdzenia tak strasznej pomyłki
liczy się każda minuta. Każda powinna być wykorzystana na zaalarmowanie zagrożonych pacjentów, a premier nie zwołał nawet sztabu kryzysowego. Dopiero po kilku dniach dowiedzieliśmy się,
jakie działania podejmuje minister spraw wewnętrznych i podległe mu służby.
Nasza władza nie stanęła na wysokości zadania, bo przecież nie da się wykluczyć, że ktoś jeszcze w środę albo w czwartek miał atak astmy i zaaplikował sobie truciznę. Nie zrobiono nic, by jak najszybciej powstrzymać kolejne tragedie. W ministrze zdrowia, w premierze, nie mówiąc już o prezydencie czy kimkolwiek innym, nie widziałem tej determinacji, by ratować ludzkie życie natychmiast. Jeżeli ktoś wziął ten ciężar na siebie, to były to media.
Byłem wstrząśnięty, gdy nazajutrz, we czwartek, zobaczyłem pierwsze, drugie, trzecie strony gazet, na których nie znalazło się całostronicowe, bijące po oczach ogłoszenie rządu o śmiertelnym leku. Czekaliśmy dwa dni, by w piątek w głębi niektórych gazet na dole strony dało się znaleźć mało czytelne oświadczenie Jelfy. To o wiele za mało, i o wiele za późno! Nikt z osób, które mają obowiązek troszczyć się o nasze bezpieczeństwo, nie wskazał jednoznacznie, jak się ratować, dokąd zgłosić po pomoc, jak sprawdzić, czy w apteczce znalazła się trucizna, co z nią zrobić i jaki lek zastosować w zamian. To powinna być pierwsza informacja we wszystkich dziennikach i wszystkich gazetach najdalej nazajutrz po ujawnieniu dramatycznej pomyłki! Pozwolono Polakom się bać: leków, lekarzy, szpitali. Władza nie zdała podstawowego egzaminu: nie umiała zapewnić obywatelom poczucia bezpieczeństwa. Chciałbym mieć pewność, że zostało zrobione wszystko, co było możliwe w sytuacji kryzysu, a takiej pewności nie mam. I – co gorsza – obserwując sparaliżowany aparat państwowy, nie mam też żadnej pewności, że tragedia więcej się nie powtórzy: z innym lekiem i w innej fabryce.