Dziennik Gazeta Prawana logo

"Lewicy nie opłaca się sojusz z Platformą"

12 października 2007, 14:20
Ten tekst przeczytasz w 17 minut
Wybory minęły. PiS – choć trzyma się mocno – już chyba uświadomiło sobie, że walka z enigmatycznym złem sprawdza się we „Władcy Pierścieni”, ale nie w polityce - pisze w DZIENNIKU socjolog Sławomir Sierakowski.

Mimo to w ofercie koalicji samorządowych złożonej przez Jarosława Kaczyńskiego PO chodzi raczej o skomplikowanie sytuacji partii Donalda Tuska, niż wyrażenie woli rzeczywistej współpracy.

Wniosków, które wyciąga z zaistniałej po wyborach sytuacji Kaczyński, nie umie wyciągnąć Marek Borowski, wdaje się więc w handle z niespecjalnie zainteresowaną nim PO, czym szkodzi formacji, którą reprezentuje. Kaczyński, wyciągając rękę do PO, odbiera jej możliwość usprawiedliwienia potencjalnej koalicji z Centrolewem tym, że nie było innego wyjścia. Na podobny ruch „wpuszczenia PO powinien zdecydować się Centrolew. Bo chęci rządzenia nie da się przykryć niewiarygodnymi w ustach polityków aspirujących do odgrywania roli lewicy hasłami odsunięcia złego PiS od władzy. Od PiS niech się lepiej politycy Centrolewu uczą, jak przywracać do zdominowanego przez neoliberalizm dyskursu publicznego tematy takie jak los pokrzywdzonych przez transformację czy szkodliwy monetaryzm Banku Centralnego. A także, że lepiej mieć duży antyelektorat i niechęć liberalnych mediów, za to dysponować wyrazistym programem i wiarygodnością, niż miotać się raz w jedną, raz w drugą stronę. Polacy nie urodzili się, wbrew przekonaniom posła Suskiego, jako „genetyczni patrioci, duża część z nich dała się za to przekonać, że nimi jest. Polityka na dłuższą metę to bowiem przekonywanie obywateli do programu, a nie dostosowywanie programu do wyimaginowanych opinii. Politycy PiS nie budowali przekazu pod sondaże opinii publicznej i dlatego wygrali Sejm i prezydenta oraz nie przegrali z kretesem ostatnich wyborów, mimo niespotykanych dotąd nadużyć władzy i towarzyszącej temu ostentacji. Bo nawet ci, którzy nie podzielali poglądów braci Kaczyńskich, to w nich dostrzegli ludzi suwerennych i dysponujących całościowym pomysłem na przyszłość.

Choćby odrobinę władzy
Zdradliwą iluzją jest przekonanie, że Centrolewowi jest bliżej do PO niż PiS. Z punktu widzenia lewicy obie te formacje różnią się niewiele, a już na pewno nie wiadomo, dlaczego bliżsi lewicy mieliby być fundamentaliści rynkowi z PO, a nie fundamentaliści religijni z PiS. Niestety, wydaje się, że chodzi po prostu o władzę, choćby jej odrobinę. Żałosne starania o szybkie skonsumowanie niezłego wyniku wyborczego mogą skazać w dłuższym okresie Centrolew na wegetację, a co najmniej stały pobyt w drugiej lidze. Ostatecznie pogrzebie on swoje szanse na zbudowanie sobie lewicowej tożsamości. Pamiętajmy, że sam SLD oparty był na braku programowej tożsamości, a po mechanicznym na razie połączeniu z trzema innymi podmiotami ten problem się tylko powiększył. Brak wyrazistej linii programowej skutkuje defensywnością Centrolewu, który nie potrafi być inicjatorem debat publicznych. Zachowuje się chwiejnie, ogląda na innych, nie potrafi odważnie zaatakować, bo i nie wie jak i w jakiej sprawie. Widzieliśmy to w czasie ostatniej dyskusji o prawie do aborcji, gdy SLD był w stanie jedynie powtarzać nieprawdziwy i nieadekwatny do idei lewicy slogan o kompromisowości dotychczasowej ustawy antyaborcyjnej. Zamiast więc odróżnić się od PO i PiS, Sojusz wolał przestraszony i niepewny stanąć z nimi w jednym szeregu kosztem praw kobiet. To odrzuca od tej formacji nie tylko osoby o głęboko zakorzenionych lewicowych poglądach, ale i wszystkich innych potencjalnych wyborców, którzy widzą w tym tchórzostwo i brak zasad.
Jeśli do Centrolewu nie trafiają argumenty z porządku wartości, to jego przyzwyczajeni do dawania pierwszeństwa pragmatyzmowi politycy powinni wyciągnąć wnioski z wyniku ostatnich wyborów.
Nastąpiło w nich przesunięcie elektoratu wzdłuż partii. PiS straciło ogromną część swoich centrowych wyborców na rzecz PO, ale odebrało prawie tyle w prawicowych wyborcach od LPR i Samoobrony. Innymi słowy, PiS ma dziś bardziej prawicowy elektorat niż wcześniej. A zarazem bardziej socjalny, czyli taki, który uwierzył w konserwatywno-populistyczne wyjaśnienia swojej trudnej sytuacji materialnej. Centrolew ma zatem większe niż PO możliwości odbierania wyborców PiS, pod warunkiem że będzie prawdziwą socjaldemokracją, a nie liberalną postkomuną, znaną nam z lat wcześniejszych. Wejście w koalicję z PO to utrwalenie popularności PiS w tej części społeczeństwa, której bronić przed rynkiem powinna właśnie lewica. Również utrwalenie ideologii IV RP, która jest konserwatywno-populistycznym ersatzem wobec braku wizji lewicowej alternatywy dla niesprawiedliwej społecznie III RP. Natomiast liberalnego elektoratu Centrolew nie zabierze już Platformie, bo ten zawsze będzie wolał PO od swojej mniej wyrazistej kopii.

Z daleka od Platformy
Jeśli politycy Centrolewu dalej nie rozumieją, że powinni trzymać się od Platformy z daleka, to niech prześledzą losy największego wygranego i największego pokonanego tych wyborów. Stoją bowiem przed takim rozdrożem: powtórzyć los LPR albo PSL. Liga, decydując się na sojusz z PiS, prawie przestała istnieć. Wyborcy przerzucili swoje głosy na silniejszego z dwóch podobnych do siebie kandydatów. A partia Waldemara Pawlaka umiała powstrzymać się od szybkiego zdyskontowania swojej doraźnie korzystnej sytuacji, gdy PiS szukało sojuszników, i jest dziś wygrana. Walka idzie wszak o to, kto będzie zyskiwał na stratach PiS. Niech Centrolew przyjrzy się, jak Pawlak umiał ustawić partię, by szli do niej zniechęceni wyborcy Leppera. Widać większe korzyści w polityce przynosi konsekwencja i długofalowe działanie niż łapczywe zbieranie ochłapów. Ludowcy na jakiekolwiek porozumienie blokowanie z PO zdecydowali się dopiero wtedy, gdy oczywiste było, że przyniesie to pozytywny efekt. Tu zagrożenie marginalizacją słabszej strony porozumienia było z natury rzeczy mniejsze, bo ludowcom w walce o wiejski elektorat PO nie mogło zaszkodzić.
Kolejny oczywisty argument na rzecz wstrzemięźliwości wobec dogadywania się z Platformą, to „szczęśliwa izolacja od władzy i od zagrożenia zniknięciem ze sceny publicznej w jakiej znalazł się Centrolew. Nawet w koalicji z silną PO realnej władzy będzie niewiele. Lepiej poczekać i dać się zgrać Platformie. „Od dołu Centrolew też nie jest zagrożony. Te kilkanaście procent wydają się trwałe, więc nie trzeba się desperacko szamotać. Marek Borowski jeszcze na dobre nie wrócił do wielkiej polityki przypomnijmy, że na dziś jest tylko radnym a już zabiera się do sprzedaży Niderlandów. Centrolew, zamiast poddawać się ambicjom jednego ze swoich liderów, powinien wykorzystać ten czas kilku lat na nabranie politycznej spoistości.
Pod przywództwem Wojciecha Olejniczaka niewątpliwie odniósł sukces. Olejniczak konsekwentnie realizował strategię budowy Centrolewu i doprowadził do tego, że ofensywa prawicy została zatrzymana, zanim dwie partie PiS i PO zajęły całą scenę polityczną. Centrolew jest dziś trzecią siłą i zamiast łypać okiem, gdzie tu wyrwać jakieś stołki, niech się zajmie wewnętrzną przebudową. Dobrą okazją do tego może być proces dalszej unifikacji centrolewicy. Olejniczak powinien urealnić swoje przywództwo. Nie da się prowadzić sprawnej polityki, dobierać właściwych ludzi na właściwe miejsca, dbać o jakość list wyborczych wbrew lokalnym koteriom, jeśli się nie ma w partii takiej sytuacji jak Donald Tusk albo Jarosław Kaczyński w swoich. Potrzeba też usprawnić jej struktury i jasno zdefiniować na zewnątrz i do wewnątrz linię programową. I latami pracować na przekonujący i dobrze skonstruowany przekaz.

Potrzeba nowych elit
Fundamentalną sprawą jest stworzenie mechanizmów kreowania nowych elit, wyłaniania najlepszych i przyciągania nowych. W tych wyborach w wielu miejscach bowiem wystawiono zgranych działaczy lokalne gwiazdy jeszcze poprzedniego reżimu, a takie nadzieje lewicy, jak Michał Syska, który zrezygnował z pierwszego miejsca do sejmiku w województwie dolnośląskim, kiedy zaczęto wycinać „nowych w interesie „starych, wycofał się i założył własny komitet. Przegrał, ale przynajmniej publicznie obnażył słabości Centrolewu. Głównym problemem dalej są zgrane kadry i brak nowych twarzy.
Pomysły PiS, aby zwiększyć kompetencje wojewodów i zaopatrzyć ich w możliwość weta w sprawach wydawania unijnych funduszy, pokazują, że prawdziwa stawka także w wymiarze Polski lokalnej idzie o centrum władzy. O parlament. Nie mają sensu więc uzasadnienia Marka Borowskiego, że samorządy i władza centralna to dwie różne polityki. Polityka jest jedna i Centrolew może mieć twarz lewicy albo tylko źle przyklejoną maskę, która prędzej czy później odpadnie. Jak się bić z Platformą o przywództwo opozycji, jeśli jest się z nią w koalicjach lokalnych? Jak podkreślać zasadniczą odrębność i promować swój program? A jeśli nie ma zasadniczej odrębności, to po co Polakom taka lewica?


Sławomir Sierakowski, socjolog, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej, pisma, wokół którego ukształtowało się jedno z najprężniejszych środowisk polskiej nowej lewicy
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj