Ta twardość wynika wyłącznie z konieczności. Od dłuższego czasu Polskę dotykają różne negatywne działania ze strony Rosji.
To przede wszystkim zakaz importu polskiej żywności. Został on wprowadzony wraz z rosyjskim uzasadnieniem, wskazującym na pewne polskie niedociągnięcia. Jednak handel między Rosją a Unią
Europejską (do której przecież należy Polska) reguluje rosyjsko-unijne porozumienie. Poruszyliśmy więc odpowiednie instytucje w ramach Unii Europejskiej. Przeprowadzono odpowiednie badania.
Następnie Polska usunęła te niedociągnięcia, na które strona rosyjska się powoływała, a które z całą pewnością nie były prawdziwą przyczyną tego zakazu. Ale nawet gdyby uznać, że
miał on charakter wyłącznie merytoryczny, to zgodnie z porozumieniem zawartym między Unią a Rosją powinien już teraz zostać przez Rosjan uchylony. Tak się nie stało.
Teraz Unia Europejska szykuje się do zawarcia kolejnego porozumienia z Rosją. Polska nie może się na nie zgodzić, skoro stare nie jest przestrzegane. W innym przypadku Rosja otrzymałaby sygnał, że nowe porozumienie nie będzie dotyczyć Warszawy. Rząd w żadnym razie nie może się na to zgodzić!
Tym bardziej że budzące sprzeciw działania Rosji dotyczą także innych dziedzin. Polski Koncern Naftowy planuje zakup rafinerii w Możejkach. Z ta sprawą związane są wydarzenia, których nie można nazwać przypadkowymi: pożar, brak dostaw, zepsuty rurociąg, itp. Teraz znów dostajemy informację o możliwości zmian w dostawach rosyjskiego gazu. Towarzyszą temu pogróżki. Ta sprawa musi być wyjaśniona.
Jeśli jakieś porozumienie ma zostać zawarte za naszą zgodą, to przecież musi ono uwzględniać elementarne interesy Polski. 26 lat temu w listopadzie i grudniu zastanawialiśmy się: czy wejdą, czy nie wejdą. Teraz zwyczajnie nie możemy się zgodzić na powstanie dylematu: zakręcą czy nie zakręcą. Tak samo nie możemy się godzić na ograniczenia w handlu z Rosją. Niby dlaczego, będąc w Unii Europejskiej, mielibyśmy być traktowani gorzej niż inne państwa wspólnoty? Polski rząd stawia tę sprawę jasno.
Podobnie walczą w ramach Unii inne państwa. Dotyczy to jednakowo dużych i małych. W kwestii przyjęcia do UE Turcji, Cypr mówi twardo „nie” w konkretnych sprawach. To jest uwzględniane. Grecja z kolei postawiła warunek, że zgodzi się na poszerzenie Unii Europejskiej, ale tylko pod warunkiem, że znajdzie się w niej także Cypr. Ten warunek został spełniony, mimo że ze względu na wewnętrzne podziały wcale nie był to łatwy kandydat. Czemu więc polski rząd miałby założyć, że nie ma w Unii praw takich jak Grecja czy Cypr. Czemu więc my też nie mielibyśmy walczyć o nasz interes?
Liczę, że zrozumienie w Unii Europejskiej dla polskich intencji będzie rosło. Jednocześnie Europa Zachodnia w dużej mierze żyje jeszcze w sferze mitów. Uwierzyła ona w ciągu ostatnich dziesięcioleci (choć ten proces sięga może nawet XVIII wieku), że Polska to kraj o chronicznie antyrosyjskim nastawieniu. To nieprawda. To Rosja była bardzo długo antypolska. Ani wcześniej, ani teraz nie chodziło o antyrosyjską politykę, a o próbę realizacji naszych elementarnych praw. Dziś bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdyby polsko-rosyjskie stosunki układały się dobrze. Najpierw jednak Rosja musi przyjąć do wiadomości, że epoka, w której rządziła także w Warszawie, już się skończyła.
Fakt, że wcześniejszym gabinetom brakowało odwagi, by zdecydowanie artykułować interesy Warszawy, przyniósł nam wiele szkody. Polityka związana z dostawami energii mogła być prowadzona zupełnie inaczej, choć w połowie lat 90. to mogło się wydawać ryzykowne. Jednak dziś bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji, o wiele spraw nie musielibyśmy się martwić, w relacjach z Rosją bylibyśmy w innym punkcie. Niestety, tak się nie stało. Na skutek stosowania latami uniżonej strategii przez poprzednie gabinety, to co w wypadku kraju, który broni swoich interesów jest traktowane jako oczywiste, w stosunku do nas traktowane jest jako zachowanie niesłychane. Gdybyśmy nadal szli tą drogą, zostalibyśmy w końcu przez Rosjan rozjechani.
Dziś jednak skończyło się zachowanie Polski, do którego Rosja zdążyła się przyzwyczaić: przyjmowanie postawy petenta i uznawanie, że narodowe interesy Polski nie są w pełni uprawnione. Ten rząd będzie bronić polskich interesów. Musimy stosować zasadę symetrii. Tam, gdzie zawiniliśmy, możemy uderzyć się w pierś, ale tylko wtedy, gdy także inni uczciwie przyznają się do swoich błędów. Trzeba przecież znać miarę. Przypominam, że w tej części Europy Polska była nieporównywalnie częściej ofiarą niż katem. A są takie gazety, które twierdzą inaczej. Utrzymują, że nie ma gorszego narodu w tej części Europy niż Polacy.
Mówienie o polskim nacjonalizmie to bzdura. Polakom raczej brakuje narodowego zdecydowania. Niektórym ten nasz niedostatek bardzo odpowiada.
Polski rząd nie ustąpi, dopóki ta sprawa nie znajdzie jakiegoś pozytywnego finału. Musimy uzyskać pewność, że nasze interesy będą zabezpieczone. Albo Rosjanie zaniechają awanturnictwa, bo inaczej tego zachowania nie da się nazwać, albo Unia Europejska zrobi to, co do niej należy. Musimy mieć pewność, że kolejna umowa pomiędzy Unią Europejską a Rosją o partnerstwie i współpracy dotyczy także Polski. W tej chwili takiej pewności nie mamy. Najlepszym rozwiązaniem sytuacji byłoby wycofanie się Rosji z zakazu handlu, tak byśmy mogli uznać, że to jest już historia. Na razie jednak słyszymy tylko groźby i pokrzykiwania.