Samoobrona ma poważny kłopot ze swoją przyszłością. Im bardziej jest ona u władzy, tym gorzej ta przyszłość się jej maluje. Wszyscy pamiętamy, z jakimi hasłami Samoobrona weszła do wielkiej polityki - pisze w "Fakcie" Paweł Śpiewak, poseł PO.
„Wszyscy dotąd kłamali, a my pokażemy, jak należy rządzić. Jak dojdziemy do władzy, zajmiemy się problemami ludzi” – mówili liderzy
Samoobrony.
Kiedy już objęli władzę, okazało się, że zamiast interesów ludzi, bardziej liczą się własne sprawy – służbowe samochody, a do tego dochodzi żałosna nieudolność, jeśli chodzi o sposób zarządzania powierzonymi im ministerstwami, rozłamy i dziwne targi posłów Samoobrony o stanowiska. Jeszcze te głośne oskarżenia o molestowanie i seksskandale.
Samoobrona to partia reprezentująca nie interesy grup społecznych dotąd marginalizowanych, ale partia, która w karykaturalny sposób reprezentuje samą siebie i realizuje własne cele, bynajmniej nie związane z interesem publicznym. Co więcej, hasła, dzięki którym Samoobrona zyskała popularność, hasła protestu społecznego, hasła socjalne, zostały całkowicie przejęte przez inne partie, które mają dużo większą wiarygodność i są lepszym gwarantem spełnienia obietnic. Myślę tu przede wszystkim o rywalizacji między Samoobroną a PiS, w której wygrywa PiS, zręcznie podkradając hasła typu „Balcerowicz musi odejść” i co za tym idzie, przejmując elektorat partii Leppera.
Kolejna przyczyna, dla której Samoobrona będzie tracić poparcie, to powrót na scenę polityczną PSL. Ludowcy mają silnie rozbudowane struktury organizacyjne i długie doświadczenie budowania zaplecza finansowego, które gwarantują im trwałość.
Ponadto PSL stało się nieco bardziej nowoczesne, mówi nowocześniejszym językiem, dostrzega to, czego nie widzi minister rolnictwa, że jednak Unia Europejska radykalnie zmienia wieś. Ludowcy już wiedzą, że nie biadoleniem, narzekaniem i nieustannym poczuciem krzywdy można poprawić los rolników, ale nadzieją i realnymi propozycjami dla wsi. To silna strona PSL. Dlatego dla Samoobrony z jej agresywnym językiem, z wypowiedziami publicznymi na granicy wulgarności nie ma miejsca. Taka partia w koalicji jest, jak to mówią, „obciachem” dla rządu i premiera. Jawnie kompromituje PiS z jej wyborczym hasłem naprawy państwa i szumnie zapowiadaną odnową moralną.
PiS przejmuje elektorat Samoobrony. Czy możliwe jest stopniowe przechodzenie posłów Samoobrony do klubu PiS? Przez ostatnią seksaferę niektórzy posłowie mogą się poczuć rozczarowani, choć i tak już pewnie zdają sobie sprawę z tego, że przy Lepperze nie ma przyszłości. W Samoobronie jest dużo młodych ludzi nastawionych na karierę w polityce. Szanse na dobry wynik w następnych wyborach są coraz mniejsze. Jeśli więc PiS obieca im jakieś miejsca na listach wyborczych, to dlaczego mieliby nie przejść? Takie propozycje pewnie będą padały i nie zdziwię się, jeśli zostaną przyjęte.
Samoobrona weszła na salony polityczne, obiecując szybkie rozwiązania i dysponując prostackimi propozycjami. Demagogiczne hasła jednak nie gwarantują już sukcesów. Czy Samoobronę czeka już tylko równia pochyła?
W polskiej polityce nie ma nic pewnego. Ale politycy PiS zaczynają się wstydzić współpracowników z Samoobrony, jak i mają liczne powody, by wstydzić się koalicjantów z LPR. Jarosław Kaczyński mógłby pewnie zrobić wiele, żeby się pozbyć Leppera z rządu lub chociaż ze stanowiska wicepremiera. Premier prawdopodobnie bierze też pod uwagę opinię o Polsce za granicą, także o funkcjonariuszach rządu i ich moralnym prowadzeniu się. Poza tym wyborcy mogą rozumować tak: po co mamy wybierać gorszego, skoro możemy wybrać lepszego z takimi samymi hasłami? Lepiej wybrać PiS, a odpuścić Samoobronę, w której – jak się okazuje – najbardziej liczą się wewnętrzne układy. Przyszłość Samoobrony stoi więc pod wielkim znakiem zapytania. Tym sytuacja stanie się poważniejsza, im prędzej dojdzie do sporów o budżet państwa (propozycje Samoobrony są absolutnie niszczące dla budżetu) i im częściej – znów – będzie się mówiło o przedterminowych wyborach. Paweł Śpiewak, poseł Platformy Obywatelskiej, prof. socjologii
Kiedy już objęli władzę, okazało się, że zamiast interesów ludzi, bardziej liczą się własne sprawy – służbowe samochody, a do tego dochodzi żałosna nieudolność, jeśli chodzi o sposób zarządzania powierzonymi im ministerstwami, rozłamy i dziwne targi posłów Samoobrony o stanowiska. Jeszcze te głośne oskarżenia o molestowanie i seksskandale.
Samoobrona to partia reprezentująca nie interesy grup społecznych dotąd marginalizowanych, ale partia, która w karykaturalny sposób reprezentuje samą siebie i realizuje własne cele, bynajmniej nie związane z interesem publicznym. Co więcej, hasła, dzięki którym Samoobrona zyskała popularność, hasła protestu społecznego, hasła socjalne, zostały całkowicie przejęte przez inne partie, które mają dużo większą wiarygodność i są lepszym gwarantem spełnienia obietnic. Myślę tu przede wszystkim o rywalizacji między Samoobroną a PiS, w której wygrywa PiS, zręcznie podkradając hasła typu „Balcerowicz musi odejść” i co za tym idzie, przejmując elektorat partii Leppera.
Kolejna przyczyna, dla której Samoobrona będzie tracić poparcie, to powrót na scenę polityczną PSL. Ludowcy mają silnie rozbudowane struktury organizacyjne i długie doświadczenie budowania zaplecza finansowego, które gwarantują im trwałość.
Ponadto PSL stało się nieco bardziej nowoczesne, mówi nowocześniejszym językiem, dostrzega to, czego nie widzi minister rolnictwa, że jednak Unia Europejska radykalnie zmienia wieś. Ludowcy już wiedzą, że nie biadoleniem, narzekaniem i nieustannym poczuciem krzywdy można poprawić los rolników, ale nadzieją i realnymi propozycjami dla wsi. To silna strona PSL. Dlatego dla Samoobrony z jej agresywnym językiem, z wypowiedziami publicznymi na granicy wulgarności nie ma miejsca. Taka partia w koalicji jest, jak to mówią, „obciachem” dla rządu i premiera. Jawnie kompromituje PiS z jej wyborczym hasłem naprawy państwa i szumnie zapowiadaną odnową moralną.
PiS przejmuje elektorat Samoobrony. Czy możliwe jest stopniowe przechodzenie posłów Samoobrony do klubu PiS? Przez ostatnią seksaferę niektórzy posłowie mogą się poczuć rozczarowani, choć i tak już pewnie zdają sobie sprawę z tego, że przy Lepperze nie ma przyszłości. W Samoobronie jest dużo młodych ludzi nastawionych na karierę w polityce. Szanse na dobry wynik w następnych wyborach są coraz mniejsze. Jeśli więc PiS obieca im jakieś miejsca na listach wyborczych, to dlaczego mieliby nie przejść? Takie propozycje pewnie będą padały i nie zdziwię się, jeśli zostaną przyjęte.
Samoobrona weszła na salony polityczne, obiecując szybkie rozwiązania i dysponując prostackimi propozycjami. Demagogiczne hasła jednak nie gwarantują już sukcesów. Czy Samoobronę czeka już tylko równia pochyła?
W polskiej polityce nie ma nic pewnego. Ale politycy PiS zaczynają się wstydzić współpracowników z Samoobrony, jak i mają liczne powody, by wstydzić się koalicjantów z LPR. Jarosław Kaczyński mógłby pewnie zrobić wiele, żeby się pozbyć Leppera z rządu lub chociaż ze stanowiska wicepremiera. Premier prawdopodobnie bierze też pod uwagę opinię o Polsce za granicą, także o funkcjonariuszach rządu i ich moralnym prowadzeniu się. Poza tym wyborcy mogą rozumować tak: po co mamy wybierać gorszego, skoro możemy wybrać lepszego z takimi samymi hasłami? Lepiej wybrać PiS, a odpuścić Samoobronę, w której – jak się okazuje – najbardziej liczą się wewnętrzne układy. Przyszłość Samoobrony stoi więc pod wielkim znakiem zapytania. Tym sytuacja stanie się poważniejsza, im prędzej dojdzie do sporów o budżet państwa (propozycje Samoobrony są absolutnie niszczące dla budżetu) i im częściej – znów – będzie się mówiło o przedterminowych wyborach. Paweł Śpiewak, poseł Platformy Obywatelskiej, prof. socjologii
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|