Polska sięgnęła DNA – to żart warszawskiej ulicy. Zasadny, choć inaczej, niż sądziliśmy. Każdy z nas, komentatorów polskiej rzeczywistości, powtarzał jak mantrę: najłatwiejszą weryfikacją zarzutów Anety Krawczyk jest sprawdzenie jej opowieści o ojcostwie posła Łyżwińskiego - pisze w DZIENNIKU Piotr Zaremba.
Test pokazał, że pani Aneta jest konfabulantką. Trudniej, dużo trudniej będzie teraz przekonywać opinię publiczną, że pytania o Samoobronę nie są wymyślone.
Że mamy do czynienia bardziej z prywatnym folwarkiem lidera i jego paru paladynów niż z normalną partią. Że ludzie są tam traktowani jak własność. Także kobiety.
A jednak media mają prawo stawiać takie pytania i szukać na nie odpowiedzi, choć nie znosi to pytań o motywy dziennikarzy. Opinia publiczna ma prawo patrzeć na ręce także i nam. Z pewnością wiele mediów czuje się lepiej, atakując partie obecnej koalicji niż inne strony politycznego sporu. Warto przypomnieć, że „Dziennik” bardzo twardo pytał rząd Kaczyńskiego o jego odpowiedzialność za aferę ze szkodliwym lekiem na rynku. Że pytał Romana Giertycha o obecność ludzi zafascynowanych swastykami w organizacji, której lider LPR patronuje. Ale pytał też polityków i tzw. moralne autorytety, jak mogło dojść w latach 90. do skandalu z inwigilowaniem partii politycznych. I pytaliśmy PO, dlaczego podejmuje nagonkę na dziennikarzy współpracujących z mediami publicznymi. W tym na naszego dziennikarza Michała Karnowskiego. Dziś tego samego Karnowskiego atakuje Lepper - bo zaglądał za kulisy jego partii.
Ta sprawa może się zakończyć brakiem happy endu na kilku polach. Triumfujący Andrzej Lepper zintegruje na powrót własną partię. Wróci zmowa milczenia wokół niepięknych praktyk, które dopiero co ujrzały światło dzienne. Zintegruje się też obecna koalicja. Premier Kaczyński ze zrozumiałym poczuciem ulgi, że odparł ciężki medialny atak, przymknie oczy na obyczaje panujące w Samoobronie. A przecież test oczyszczający Łyżwińskeigo jest nie tylko sukcesem Kaczyńskiego, ale i jego porażką. Dziś nie można już sobie powtarzać: Nasi koalicjanci są osłabieni, więc będą posłuszni. Przeciwnie są wzmocnieni. Dziś Lepper grzmi o "ataku na cały rząd", beszta dziennikarzy. Jutro wystawi rachunki Kaczyńskiemu. Postawi kolejne żądania.
W tej atmosferze zasadne staje się pytanie o dalszy los prokuratorskiego śledztwa w sprawie molestowania kobiet. Bo dzisiejszy triumf Leppera to zarazem argument w debacie o właściwych sposobach ścigania takich praktyk. Mam tu mieszane uczucia. Z jednej strony ewidentne obalenie jednego z zarzutów pani Krawczyk pokazuje, że trudno zaakceptować zasadę: niech przesądza oskarżenie kobiety. Mężczyzna ma w takich sprawach mniej praw niż oskarżycielka. Ta wizja "Gazety Wyborczej" nie wydaje się racjonalna i bezpieczna, nawet jeśli jest zgodna z tendencjami w Unii Europejskiej.
Ale nie można też wylać dziecka z kąpielą. Idąc za głosem ludu, który może uznać Łyżwińskiego za niewinną ofiarę, trzeba uniknąć atmosfery, w której kobiety nie miałyby odwagi się skarżyć. Nawet jeśli same są czasem - jak pani Aneta - postaciami cokolwiek dwuznacznymi.
A jednak media mają prawo stawiać takie pytania i szukać na nie odpowiedzi, choć nie znosi to pytań o motywy dziennikarzy. Opinia publiczna ma prawo patrzeć na ręce także i nam. Z pewnością wiele mediów czuje się lepiej, atakując partie obecnej koalicji niż inne strony politycznego sporu. Warto przypomnieć, że „Dziennik” bardzo twardo pytał rząd Kaczyńskiego o jego odpowiedzialność za aferę ze szkodliwym lekiem na rynku. Że pytał Romana Giertycha o obecność ludzi zafascynowanych swastykami w organizacji, której lider LPR patronuje. Ale pytał też polityków i tzw. moralne autorytety, jak mogło dojść w latach 90. do skandalu z inwigilowaniem partii politycznych. I pytaliśmy PO, dlaczego podejmuje nagonkę na dziennikarzy współpracujących z mediami publicznymi. W tym na naszego dziennikarza Michała Karnowskiego. Dziś tego samego Karnowskiego atakuje Lepper - bo zaglądał za kulisy jego partii.
Ta sprawa może się zakończyć brakiem happy endu na kilku polach. Triumfujący Andrzej Lepper zintegruje na powrót własną partię. Wróci zmowa milczenia wokół niepięknych praktyk, które dopiero co ujrzały światło dzienne. Zintegruje się też obecna koalicja. Premier Kaczyński ze zrozumiałym poczuciem ulgi, że odparł ciężki medialny atak, przymknie oczy na obyczaje panujące w Samoobronie. A przecież test oczyszczający Łyżwińskeigo jest nie tylko sukcesem Kaczyńskiego, ale i jego porażką. Dziś nie można już sobie powtarzać: Nasi koalicjanci są osłabieni, więc będą posłuszni. Przeciwnie są wzmocnieni. Dziś Lepper grzmi o "ataku na cały rząd", beszta dziennikarzy. Jutro wystawi rachunki Kaczyńskiemu. Postawi kolejne żądania.
W tej atmosferze zasadne staje się pytanie o dalszy los prokuratorskiego śledztwa w sprawie molestowania kobiet. Bo dzisiejszy triumf Leppera to zarazem argument w debacie o właściwych sposobach ścigania takich praktyk. Mam tu mieszane uczucia. Z jednej strony ewidentne obalenie jednego z zarzutów pani Krawczyk pokazuje, że trudno zaakceptować zasadę: niech przesądza oskarżenie kobiety. Mężczyzna ma w takich sprawach mniej praw niż oskarżycielka. Ta wizja "Gazety Wyborczej" nie wydaje się racjonalna i bezpieczna, nawet jeśli jest zgodna z tendencjami w Unii Europejskiej.
Ale nie można też wylać dziecka z kąpielą. Idąc za głosem ludu, który może uznać Łyżwińskiego za niewinną ofiarę, trzeba uniknąć atmosfery, w której kobiety nie miałyby odwagi się skarżyć. Nawet jeśli same są czasem - jak pani Aneta - postaciami cokolwiek dwuznacznymi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|