Ślepa zbrodnia, wybuch nienawiści, jak ten w łódzkiej siedzibie PiS, nie mogą być rozpatrywane w kontekście odpowiedzialności jednej partii, kilku polityków czy niechętnych dziennikarzy. Nieważne, do jakich słów i złośliwości się posuwają. Zamachu na przypadkowe osoby dopuszcza się szaleniec.

Gdyby to nagonka polityczna i agresja słowna odpowiedzialne były za wczorajsze morderstwo, trupów powinniśmy mieć znacznie więcej, znacznie wcześniej i na pewno słałyby się po obu stronach partyjnych podziałów.

Jeżeli ich nie mamy, to dlatego, że fanatyzm polityczny jest w Polsce zjawiskiem mocno wydumanym i ograniczonym do medialnej kreacji. Mimo animozji i wzajemnych niechęci, ale wbrew temu, co twierdzi Jarosław Kaczyński, te słowa nie są „wezwaniem do mordu”.

Prawdą jest natomiast to, że nasze życie polityczne stało się atrakcyjne dla wszelkiej maści wariatów. Z pobłażaniem patrzyliśmy na awantury na Krakowskim Przedmieściu, ale też w przekonaniu, że po jednej i po drugiej stronie ulicy ustawili się frustraci.

Ludzie zagubieni, niespełnieni. Partie dały im do rąk fantastyczne narzędzie sporu. Proste odpowiedzi na złożone problemy naszej rzeczywistości. – Wszystkiemu winne były oszołomy z PiS albo zdrajcy z PO. Nasze partie nie dojrzały do nowoczesnych instytucji europejskich czy amerykańskich mobilizujących elektorat wokół programów społecznych, idei gospodarczych, wizji państwa.

To wymaga nie tylko wiedzy, ekspertów i konsekwencji wprowadzania zmian, ale też zaawansowanej techniki komunikowania się z wyborcami. Prosta narracja – głosujcie na nas, bo w innym razie przyjdzie PiS-owski nienawistnik, albo ratujmy Polskę przed prorosyjskimi zdrajcami Tuska – wyczerpuje debatę polityczną w kraju. Prostacka personalizacja konfliktu – „po tamtej stronie stało ZOMO, a z drugiej moherowe berety”...

To droga na skróty. Budowanie zaplecza politycznego przez nienawiść i szyderstwo. Dla większości Polaków, jak pokazują kolejne badania, polityka w tej formie jest odrażająca, ale też widowiskowa, naćkana awanturami, ludziom zagubionym dająca poczucie przynależności, zbiorowego wroga i zagrożenia. I jeżeli już szukać gdzieś pośredniego sprawcy zbrodni, to w samej naturze uprawiania polityki w Polsce. Szaleniec wszędzie będzie szaleńcem, ale u nas ofiary pewnie będzie szukać w polityce.