Dziennik Gazeta Prawana logo

W Paryżu działa potężna partia ludzi Kremla [KOMENTARZ]

Marine Le Pen
Marine Le Pen/PAP/EPA
Gdy o władzę w USA walczył Donald Trump, przewidywano epokę dyplomacji transakcyjnej w relacjach Waszyngton–Moskwa. W przypadku Marine Le Pen ten termin należy potraktować dosłownie. O ile w Ameryce Rosjanie dopiero szukali ludzi, którzy mogliby być partią Kremla, we Francji już ich mają. W USA postawiono na propagandę i kompromitowanie kandydatów, którzy nie byli perspektywiczni. We Francji po prostu dopieszcza się ideowców, którzy nie tylko pojadą na Donbas czy Krym, ale będą też szczerze wierzyć w cywilizacyjną misję Rosji na Wschodzie.

Aymerica Chauprade’a, byłego eksperta ds. międzynarodowych w ekipie Marine Le Pen, można uznać za odpowiednika generała Michaela Flynna, który krótko pełnił funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Donalda Trumpa. Obaj panowie to dobrze wykształceni znawcy spraw międzynarodowych. Francuz poza naukami ścisłymi skończył też prestiżowy paryski Sciences Po, na którym obronił doktorat. Amerykanin z kolei kierował jedną z najważniejszych służb specjalnych na świecie – wywiadem wojskowym USA. Obaj mają - nazwijmy to umownie - sceptyczne podejście do islamu. I, mimo dostępu do rzetelnej wiedzy, specyficzny stosunek do rzeczywistości.

Pierwszy wydał książkę "Chronique du choc des civilisations" (Kronika zderzenia cywilizacji), w której przekonywał do spiskowych teorii wokół zamachu z 11 września w USA. Drugi dorobił się określenia "Flynn facts", którym charakteryzuje się osoby luźno podchodzące do pojęcia prawdy. Chauprade i Flynn mieli doskonałe kontakty na Wschodzie. Jak podaje EUobserver, pierwszy organizował spotkania Marine Le Pen z Władimirem Putinem. Drugi odwiedzał rosyjskiego prezydenta podczas gali telewizji RT (dawna Russia Today). Amerykański system wypluł generała Flynna, gdy wyszło na jaw, że kłamał, tłumacząc się ze swoich kontaktów z rosyjskim ambasadorem w USA. Drugi musiał odejść ze sztabu Le Pen, gdy zaczął zbyt wiele mówić o wizytach swojej szefowej na Wschodzie.

Zarówno Chauprade, jak i Flynn pokazują, jak duży problem z Rosją ma Zachód. Aspirujący do najważniejszych stanowisk w państwie i płynący na fali populizmu politycy mają w swoim otoczeniu ludzi po uszy uwikłanych w niejasne relacje z Kremlem. Są one jednak na tyle dobrze skonstruowane, wypielęgnowane i uwiarygodnione, że trudno jednoznacznie wykazać ich agenturalny charakter. Nikt we Francji nie zabroni politykowi Frontu Narodowego wyjazdów na Krym czy deklarowania prorosyjskich poglądów. Tak jak Flynnowi nikt nie bronił udziału w gali RT.

Chauprade’a w sztabie Le Pen już nie ma. Są jednak jego godni następcy. Nie zniknęły też podejrzenia o finansowanie Frontu Narodowego przez Rosjan. Ze śledztwa dziennikarzy Mediapart wynika, że w kwietniu 2014 r. FN zainkasował pieniądze od Putina. Jak podaje serwis, chodzi o sumę 2 mln dol. Według tego samego źródła Le Pen dwa miesiące później dostała 9 mln euro z rosyjskiego banku FCRB, a w czerwcu 2016 r. wnioskowała o kolejne 3 mln euro od banku Stratiegija (który jednak miesiąc później stracił licencję, więc kredyt najpewniej nie doszedł do skutku).

30 marca Mediapart opublikował skan dokumentu, z którego wynika, że pieniądze miały zostać przeznaczone na finansowanie kampanii prezydenckiej. Widnieje na nim podpis Marine Le Pen. W dealach pośredniczył niejaki Jean-Luc Schaffhauser, eurodeputowany Frontu Narodowego, były pracownik koncernu zbrojeniowego Dassault i paliwowego Total. O ile wspomniany Chauprade mógłby grać rolę generała Flynna, to Schaffhausera można uznać w ekipie Le Pen za odpowiednika lobbysty Paula Manaforta, który podczas kampanii w USA działał w otoczeniu Trumpa.

W USA pojawiło się realne ryzyko wprowadzenia do Białego Domu ludzi finansowo zależnych od Kremla. W przypadku Francji tacy politycy w systemie już są. Jak wyliczył EUobserver, parlamentarzyści FN wzywali do zniesienia sankcji na Rosję. 22 eurodeputowanych z tego ugrupowania zagłosowało też w PE we wrześniu 2014 r. przeciw umowie stowarzyszeniowej UE-Ukraina, a w listopadzie 2016 r. przeciw raportowi, który opisywał zasady działania antyunijnej propagandy uprawianej przez Rosję. W październiku 2014 r. i maju 2015 r. Schaffhauser dwukrotnie wizytował separatystyczne republiki na Zagłębiu Donieckim. Sama Marine Le Pen daje do zrozumienia, że w przypadku zwycięstwa uzna rosyjską aneksję Krymu.

Gdy o władzę w USA walczył Donald Trump, przewidywano epokę dyplomacji transakcyjnej w relacjach Waszyngton–Moskwa. W przypadku Marine Le Pen ten termin należy potraktować dosłownie. O ile w Ameryce Rosjanie dopiero szukali ludzi, którzy mogliby być partią Kremla, we Francji już ich mają. W USA postawiono na propagandę i kompromitowanie kandydatów, którzy nie byli perspektywiczni. We Francji po prostu dopieszcza się ideowców, którzy nie tylko pojadą na Donbas czy Krym, ale będą też szczerze wierzyć w cywilizacyjną misję Rosji na Wschodzie. W tym sensie hybrydowa kampania Rosji w wyborach francuskich jest znacznie bardziej niebezpieczna niż w USA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj