Ingerencja ministra sprawiedliwości w swobodę działania SN moim zdaniem wykracza w przypisany zakres kierowania wymiarem sprawiedliwości. O ile przy sądownictwie powszechnym pewien nadzór, zwłaszcza administracyjny, jest zasadny, o tyle nie powinien mieć miejsca przy SN albo NSA. Dodać należy, że w ustawie wyraźnie zaakcentowano potrzebę zwiększenia efektywności odpowiedzialności dyscyplinarnej - tłumaczy prof. Królikowski w "SE".

Według eksperta, największa nowość ustrojowa, to to, że prezes Izby Dyscyplinarnej staje się niemal drugim pierwszym prezesem SN.

Wstrząsający jest dla mnie pomysł automatyzmu przejścia wszystkich sędziów SN w stan spoczynku, poza tymi, których aktywność zaakceptuje minister sprawiedliwości. Tego rozwiązania nie sposób zaakceptować w demokratycznym państwie prawa - stwierdza też.

W propozycji PiS formuła równoważenia się władz sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej została naruszona - dodaje.

Jeżeli rzeczywiście mielibyśmy do czynienia ze zdemoralizowanym środowiskiem, pełnym ubeków, tobym to zrozumiał. Większość z sędziów SN to osoby zdecydowanie na swoim miejscu. Jak bardzo bogatym krajem musi być Polska, że ją stać na rezygnację z fachowców? Podobnie oceniałem pewne posunięcia rządu PO, jak odwoływanie kompetentnych ludzi i zastępowanie tymi pozbawionymi kwalifikacji. Mówię to z dużą przykrością, bo jestem daleki od apologetyzowania środowiska sędziowskiego. Jestem przekonany, że w świetle dotychczasowego orzecznictwa TK w części dotyczącej uzależnienia SN od ministra sprawiedliwości, należy uznać tę ustawę za niezgodną z konstytucją - mówi Królikowski.

O czym decyduje Sąd Najwyższy?