Najsłynniejsza napoleońska maksyma mówi, że aby pokonać przeciwnika, należy skoncentrować ogień w najsłabszym punkcie jego linii, tam uczynić wyłom i przeprowadzić natarcie. Jeśli potraktować wybory samorządowe jako bitwę, to widać, że PiS jako punkt słabości w liniach opozycji zdefiniował PSL. Tylko że nie chodzi o jedną bitwę. Strategia PiS zakłada, że pokonanie PSL to droga do wygrania politycznej wojny, czyli zapewnienia sobie większości rządowej w kolejnej kadencji. Rachuby PiS opierają się na tym, że jeśli ludowcy zostaną pokonani w tych wyborach, to nie będą w stanie przekroczyć progu w kolejnych. – – mówi politolog Antoni Dudek. Ten atak widzą też ludowcy. – – ironizuje Piotr Zgorzelski z PSL. W te ataki włącza się góra PiS. Krytyczne słowa płyną i z ust prezesa ugrupowania, i premiera. To krytyka wszechstronna, począwszy od genezy ugrupowania, które chętnie nawiązuje do PSL Stanisława Mikołajczyka. – – mówił ostatnio Morawiecki.
Atakom na ludowców towarzyszą awanse czynione przez PiS wiejskiemu elektoratowi. Świetnie pokazuje to także aktywność głównych polityków partii rządzącej. Sam premier dwoi się i troi. Dopiero co spotkał się w Sejnach z przedstawicielkami kół gospodyń wiejskich, dla których zresztą wcześniej rząd przygotował specjalną ustawę. Wcześniej, w szczerym polu, uczestniczył w otwarciu lokalnej drogi. W mediach społecznościowych stało się to przedmiotem drwin. Pisano, że w innych krajach szefowie rządu otwierają autostrady, a u nas polne drogi. Tyle że dla większej części wsi ważniejsze są właśnie te ostanie, a sam premier miał okazję przypomnieć ustawę o funduszu dróg samorządowych.
Wobec ataków PiS i zalotów tej partii do wiejskiego elektoratu, PSL nie pozostaje dłużny. Dla ludowców partia Kaczyńskiego to fałszywy obrońca polskiej wsi. PSL założył nawet specjalną stronę z licznikiem kłamstw premiera, gdzie stara się go punktować. – – wylicza Władysław Kosiniak-Kamysz.