Dziennik Gazeta Prawana logo

Każdy naród ma swoje disco. A jego twórcy: łatkę obciachu i masowy sukces

Kula disco
Kula disco/Shutterstock
Mieszkaniec Bukaresztu nie przyzna się do słuchania manele, rumuńskiej wersji popowego folku. Ale przeboje z tego nurtu podbijają serca milionów słuchaczy. Są środkowoeuropejskim odpowiednikiem disco polo, włoskiego italo disco czy niemieckich piosenek śpiewanych przez panów w różowych marynarkach i skórzanych krótkich spodenkach.

Alexandru „Sandu” Ciorbă i Nicolae Guță nie mieli łatwych początków. W rodzimej Rumunii salonowa krytyka długo nie doceniała ich muzyki, inspirowanego folkiem prostego popu nazywanego manele. Pierwszy z twórców – zanim podbił Internet – zdobył sławę za granicą. Drugiego najpierw docenili krytycy we Francji, przypisując mu, nie wiedzieć czemu, nowatorskie podejście do gypsy jazzu. Porównywano go nawet do Django Reinhardta – światowej sławy klasyka gry na gitarze.

Na ich tle kariera Marko Stojkovicia, znanego w Belgradzie szerzej pod pseudonimem artystycznym McStojan – wygląda na zupełnie prozaiczną. Serbski raper pierwsze kroki na scenie stawiał jako nieco wulgarny burzyciel klubowego ładu śpiewający o wdziękach serbskich dziewcząt ze wsi, miasta i emigracyjnej diaspory. Z biegiem czasu dawny buntownik zamienił w teledyskach stóg siana i tanie drinki na nowobogacki luksus. Zamiast występować na tle traktora, dziś śpiewa na pokładzie drogich jachtów, przy bentleyach i na plażach Florydy.

I jeszcze jeden artysta: Ekrem Jevrić, sam siebie określający jako gwiazdę Kanady i Ameryki. Pochodzący z Sandżaku, regionu na pograniczu Serbii i Czarnogóry, piosenkarz wyemigrował do Ameryki Północnej. Zmarł w 2016 r., ale zdążył – jak komentowała prasa – ponownie zjednoczyć byłą Jugosławię hitem „Kuća posô”. Nostalgiczny spacer ulicami Nowego Jorku i śpiewane niczym mantra „z domu do pracy; z pracy do domu” z powodzeniem mogłoby wybrzmieć w dowolnej bałkańskiej jadłodajni z ćevapami od Zagrzebia przez Prisztinę po Skopje i Ohryd. Ekrem po dwóch tygodniach od upublicznienia „Kuća posô” miał 2 mln odsłon na YouTubie. Upomniał się też o niego wielki biznes. W tym wypadku dom mody Dolce & Gabbana (nazywany przez Ekrema – jak podaje „Independent” – Doggana), proponując wykonawcy udział w kampanii reklamowej.

Każdego z tych twórców łączy specyficzna muzyczna niezależność. Łatka obciachu. I wielki sukces u masowego odbiorcy. Ciorbă i Guță, Stojković i Jevrić grają na trudnych do wyłapania nutach. Odwołują się do istoty wrażliwości ludów, z których się wywodzą. Są środkowoeuropejskim odpowiednikiem disco polo, włoskiego italo disco czy niemieckich piosenek śpiewanych przez panów w różowych marynarkach i skórzanych krótkich spodenkach. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj