Dziennik Gazeta Prawana logo

List otwarty do obrońców Kataryny

24 maja 2009, 13:37
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Robert Krasowski w DZIENNIKU
Robert Krasowski w DZIENNIKU/Inne
Pocałujcie mnie w dupę... - tak powinien zaczynać się list do Was, gdybym się chciał trzymać Waszej konwencji. Przeczytałem wpisy na Dzienniku.pl, nie znalazłem argumentów, a tylko chamskie inwektywy. Z reguły z Wami nie rozmawiam, ale tym razem odpowiem. Podobno lubicie szczerość, więc szczerze - pisze do oburzonych internautów Robert Krasowski.

Od lat zmuszony jestem czytać wpisy pod tekstami Dziennika.pl. Osobiście nie mogę narzekać, piszę nudne komentarze do "Europy", pod nimi znajduję więc kompetentnych ludzi, którzy chcą poważnie porozmawiać. Ale widzę, co się dzieje pod innymi artykułami - i DZIENNIKA, i Wyborczej, czy Onetu. Mający coś do powiedzenia forumowicze są w mniejszości, dominują natomiast frustraci. Małe ludziki z Gogola czy Dostojewskiego, którzy wylewają żółć na cały świat. Nienawidzicie wszystkich za wszystko.

Myślicie, że jestem dziennikarskim biurokratą. Starym prykiem, którego oburza Wasz jędrny język. Błąd. Witajcie komuszki... Niemieckie sługusy... Żydowskie pachołki... Lokaje Tuska... Tak zaczynają się Wasze wpisy i na tym się kończą. Zero myśli, zero finezji, zero dowcipu.

Czujecie się rycerzami wolności. Czujecie się też bohaterami. Pozdrawiacie się na postach jak wojownicy po wygranej walce. Znowu przypieprzyliście dziennikarzowi, politykowi czy aktorowi. Trafiony, zatopiony. Jednak Nie ma żadnej. Brak wam do tego kompetencji, siły i odwagi. Jedynie anonimowo opluwacie wszystko i wszystkich. Jesteście jak Lucuś z opowiadania Mrożka, który codziennie wracał do domu i czuł się bohaterem, bo na drzwiach kibla wypisywał buntownicze hasła.

Nie wierzycie? To jak wygląda Wasze ryzyko? Drodzy bohaterowie, my dziennikarze codziennie to robimy. Piszemy dzień w dzień pod nazwiskiem. Szydzicie z nas, ale czy wiecie, że dwa przegrane procesy oznaczają odpowiedzialność karną? Wiecie, że większość z nas ma na głowie wiele takich procesów? A mimo to piszemy demaskujące władzę teksty. Macie nas za sługusów władzy, bo tych tekstów jest za mało. Napiszcie więc sami choć jeden.

Wyjaśnijmy też sobie kwestię anonimowości w sieci. Jestem za. W wielu krajach, także w Polsce, jednostka jest za słaba w porównaniu z władzą, z potężnymi koncernami, prawo często jest tylko iluzją. Kłopot w tym, że większość z Was nawet w tej roli nie jest groźna, a jedynie komiczna. Przyjrzyjcie się wpisom na stronach angielskich czy francuskich gazet. Tamci internauci mają inteligencję i wigor, przy nich jesteście zwykłymi nielotami.

Macie pretensję, że szantażowaliśmy Katarynę, ale prawda jest taka że wysłaliśmy jej informację o tym, że wiemy kim jest i chcemy pogadać. Dla "Lucusiów" to koniec świata, ale drodzy bohaterowie, tak właśnie wygląda prawdziwe dziennikarstwo. Tak się namawia ludzi do przekazywania informacji.

Mówicie, że nie mamy prawa ujawniać Kataryny. Otóż mamy, nie zrobiliśmy tego tylko dlatego, że nie chcieliśmy wystąpić w roli sojuszników władzy. Ale jeśli zechcemy, każdego możemy ujawnić. Jesteśmy dziennikarzami, a nie pluszowymi misiami, jak Wy. Mamy prawo wchodzić wszędzie tam, gdzie rozpościera się sfera publiczna.

Budzi to w Was przerażenie? Że jutro taki sam sms, jak do Kataryny, przyjdzie do Was? Bo tego się właśnie boicie, stąd ten cały wielki szum w sieci, wielki bój o anonimowość. Uspokoję was, sms do Was nie przyjdzie, bo jesteście za mali.

Podobno kultowym filmem w Waszym światku jest Matrix. Więc zrozumiecie metaforę. Demaskowanie Was to jak grzebanie w błocie, dlatego wolimy po staremu pisać o politykach. To też bagno, ale jego mieszkańcy przynajmniej nie płaczą ze strachu.

PS. Przepraszam większość internautów za powyższy list. Oczywiście nie jest on skierowany do nich, a tylko do tej wąskiej i hałaśliwej grupy, która samozwańczo nadała ton polskiej sieci. Co do tytułu listu wyjaśniam, że nie kieruję go do wszystkich obrońców Kataryny. Wielu z nich to poważni blogerzy i forumowicze, którzy posługują się rzeczowymi argumentami. Spór dotyczy jedynie tej hałaśliwej grupki, która za chwilę zacznie mnie wyzywać od zdrajców, żydów, pedałów, komuchów i szwabów. Jak sądzę, wszyscy mamy ich dość.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj