"Afera lekarska Rywina" mogłaby się z powodzeniem nazywać "Aferą lekarską adwokatów". Dlaczego? Bo to adwokaci od wielu lat wpisani na listę swojej korporacji dawali parasol ochronny oszustowi Konradowi T., pośrednikowi między ludźmi zainteresowanymi zdobyciem lewego zaświadczenia o złym stanie zdrowia bądź ich pełnomocnikami a lekarzami. Zatrzymano na razie trzech adwokatów, ale jak zapowiada prokuratura w kolejce są już następni. To oczywiścierzecz hańbiąca.

Reklama

>>> Ale syf! Gursztyn o sytuacji w polskiej palestrze

W środowiskach, w których przestrzega się przeciętnych standardów uczciwości i przyzwoitości, zamieszanie ich członków w głośną od kilku dni sprawę fałszowania dokumentacji lekarskiej, ułatwiającej uniknięcie odsiadek w więzieniu gangsterom, pospolitym kryminalistom, szemranym biznesmenom, wywołuje zawstydzenie. Jest dyshonorem, który kładzie się cieniem na całym środowisku.

Po takiej wstydliwej wpadce normalną koleją rzeczy pojawiają się pomysły i pytania najprostsze, ale jakże ważne - jak szybko i skutecznie oczyścić własne środowiska z czarnych owiec? Co za zasieki należy zbudować i jakie wprowadzić mechanizmy, aby na przyszłość nie dochodziło do podobnych kompromitacji? Tak bywa w zdrowych środowiskach, w których skromność i samokrytycyzm mają przewagę na arogancją i zarozumiałością.

A u nas? Właśnie czytam o pretensjach szefowej centrali samorządu adwokackiego, czyli pani prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanny Agackiej-Indeckiej.Ma żal do niektórych mediów, że w uogólniają sprawę, pisząc o aferze w całej adwokaturze. Jest to według pani prezes przykre i niesprawiedliwe, a jednocześnie obniża rangę zawodu, którym się para ona sama oraz blisko 10 tys. innych członków polskiej palestry.
Inaczej mówiąc prezes murem obstaje, że polska adwokatura jest bez zarzutu, a może nawet wzorem dla innych zawodów. Zaś kilku zdegenerowanych mecenasów nie jest w stanie tego sielankowego obrazu zmienić.

Otóż, muszę panią prezes poważnie zmartwić.

Stan polskiej adwokatury jest fatalny. I nie zmienia się od wielu lat. A nawet z każdym rokiem obszar patologii się poszerza i pogłębia. Nieco ponad dwa lata temu w "Dzienniku" rozpocząłem debatę o polskiej adwokaturze. Zgodnie z własnym przekonaniem, ale przede wszystkim z tak zwanymi realiami zatytułowałem tekst "Polskich adwokatów opętała moc pieniądza". Opisałem w nim - dla nadania kolorytu tekstowi - kilku małych szubrawców ubranych w adwokackie togi i ich drobne, ale jakże bolesne dla klientów machlojki. Skupiłem się jednak na pewnych mechanizmach i zjawiskach, które te patologie rodzą.

>>> Jachowicz: Czy będzie trzecia afera Rywina?

Pamiętam, jak ostro przeciwko temu obrazowi zaprotestowała wtedy Naczelna Rada Adwokacka, tyle tylko, że pod innym prezesem. Dziś można powiedzieć, że napiętnowane w tamtym materiale postępki niektórych adwokatów, przy aferze z fałszywymi zwolnieniami wyglądają jak niewinne oszustwa żądnych zakazanego ptasiego mleczka przedszkolaków.

Ledwo zaczęła się obecna afera jeden z najbardziej znanych adwokatów warszawskich powiedział mi: To tylko wierzchołek góry lodowej. I muszę przyznać, że sam znam kilku adwokatów, którym niezmiernie daleko do uczciwości, ale w niczym nie zakłóca to ich szerokiej adwokackiej działalności.
Ma w tym swój udział samorząd korporacji i jego gremia rozpatrujące sprawy dyscyplinarne. Nieskończenie wyrozumiałe na objawy różnych słabostek i drobnych nadużyć swych kolegów adwokatów. Na początek drobnych.