: Bardzo zaskoczony nie byłem, bo o w miarę trwałym porozumieniu między trzema członkami KRRiT wywodzącymi się z PiS a Tomaszem Borysiukiem (wcześniej związany z
Samoobroną, teraz z lewicą), wiedziałem od dawna. Ten ostatni jedynie siłą pewnego przypadku znalazł się w pewnym momencie w orbicie oddziaływania Andrzeja Leppera. Od dawna był jednak
człowiekiem kojarzonym z SLD. Jego ojciec był przecież posłem Sojuszu, a jego syn dość prominentnym redaktorem telewizji Roberta Kwiatkowskiego. Spodziewałem się w związku z tym, że jeśli
będzie miało miejsce zawarcie podobnego układu, to Borysiuk będzie sięgał do ludzi pracujących w TVP w czasach prezesury Roberta Kwiatkowskiego, a więc okresie potęgi układu
postkomunistycznego w mediach publicznych.
To prawda. Jest to efekt wyniszczającej wojny między dwoma postsolidarnościowymi siłami politycznymi, a więc Platformą Obywatelską i PiS. W tej wojnie jest dziś tak, że wszystkie chwyty są
dozwolone, a wszelkie bariery i niemożności można przekraczać. Tak jak PO zawierała z SLD sojusz w sprawie nowej, fatalnej ustawy medialnej, której los nie jest jeszcze rozstrzygnięty, choć
już chyba przesądzony. Świadczą o tym wspólne podpisy pod poselskim projektem tej ustawy złożone nie tylko przez posłów Platformy Obywatelskiej, ale również SLD. Teraz Prawo i
Sprawiedliwość zrobiło to samo, tylko w sposób bardziej efektowny i spektakularny budując nowy i w miarę trwały układ w mediach publicznych. W związku z tym widać gołym okiem, że kolejne,
zdawałoby się, nieprzekraczalne bariery zostały wyłamane.
I tak powinno. Bo istnieje tu problem moralny. Przecież Platforma Obywatelska i PiS wyrosły na tym, co w 2003 roku sam Jarosław Kaczyński definiował jako „wzmożenie
moralne”. A więc dzisiejsza potęga tych ugrupowań zbudowana została na konsekwencjach wynikających z tego wszystko, co wiązało się z aferą Rywina i co zostało wówczas ujawnione.
Pytanie o to, z kim dziś się koalicje zawiera, jest więc problem moralnym nie tylko dla jakiejś grupy polityków PiS, ale również dla sporej części elektoratu tej partii. Z pewnością
niektórzy politycy PiS nie czują się dobrze ze świadomością, że za sprawą ich partii do TVP powrócą niektórzy współpracownicy Roberta Kwiatkowskiego. Jeszcze niedawno w końcu siła PiS
brała się z ujawnienia afery Rywina. A Zbigniew Ziobro, prominentny działacz PiS, partyjny kolega twórców medialnej koalicji, był autorem sprawozdania sejmowej komisji śledczej do spraw jej
wyjaśnienia.
Nie wiem, czy rada nadzorcza zdecyduje się na rozpisanie konkursów. Ale nawet konkurs można urządzić w taki sposób, by wygrały go osoby w miarę akceptowane przez obie strony. Słyszy się
dziś o kandydaturze Janusza Pietkiewicza. To człowiek, który może być dobrym łącznikiem między SLD a PiS. To dobra osoba do wypełnienia takiego zadania. Ma korzenie wybitnie PRL-owskie, ale
również zdobył sobie swego czasu zaufanie Lecha Kaczyńskiego, który mianował go dyrektorem wydziału kultury m.st. Warszawy, gdy był prezydentem stolicy. Jednak zarząd może być kilkuosobowy
i mogą się w nim znaleźć się osoby związane zarówno z jedną, jak i drugą formacją.
Nie sądzę, by zarząd mógł czegoś takiego dokonać. To raczej może być konsekwencją zmian prawnych, które mają szansę zostać przeforsowane jedynie w parlamencie. Dlatego wygląda na to,
że będziemy funkcjonować w starym systemie medialnym, bo prawdopodobnie prezydenckie weto do ustawy medialnej zostanie w parlamencie podtrzymane.
Degrengolada finansowa? Bardzo prawdopodobne. Oczywiście abonament jest opłatą obumierającą, mamy coraz większe kłopoty z jego ściąganiem. Trzeba też powiedzieć, że ten gorszący układ z
SLD ma jedno uzasadnienie programowe. PiS, SLD jak również PSL, które do tej grupy zaliczam, łączy przekonanie o potrzebie istnienia mediów publicznych i ich znaczeniu w Polsce. Nie tylko
chcą, by media publiczne wciąż w Polsce istniały, ale by były również silne. Bo nie zapominajmy, że w Platformie istniały bardzo różne głosy na ten temat łącznie z domagającymi się
ich likwidacji lub poważnego osłabienia. Faktyczne działania Platformy mogły w każdym razie sprawiać wrażenie, że chodziło o osłabienie lub marginalizację mediów publicznych.
Na podstawie obowiązującego prawa nie będzie to łatwe, bo środki publiczne na ich utrzymanie będą małe. Gorzej, będzie ich ubywać. A to oznacza, że stacje będą się komercjalizowały,
programy misyjne znikały. Zresztą tak właśnie dzieje się już od lat. Nowy zarząd, by utrzymać te wegetujące media, będzie musiał po prostu zarabiać na rynku.
Porozumienie medialne z SLD nie będzie dla PiS pozbawione kosztów, szczególnie w odbiorze jego elektoratu. Partia Jarosława Kaczyńskiego dozna uszczerbku. Szczególnie jeśli dojdzie do realnej
współpracy z postkomunistami w mediach publicznych. Dlatego tym bardziej trudno mi sobie wyobrazić jakąś koalicję polityczną między tymi partiami, np. na poziomie koalicji rządowej.
Elektorat PiS to na pewno grupa wyborców centroprawicowych, w dużej mierze postsolidarnościowych i antykomunistycznych. Istnieje jednak pewna płaszczyzna, na której może pojawić się
porozumienie programowe między PiS i SLD. Gruntem dla niego jest specyficzna, lewicowa wrażliwość społeczna. Słowem, pewna wspólnota poglądów na gospodarkę i sprawy społeczne. Tego rodzaju
wrażliwość mogłaby sprzyjać takiemu porozumieniu, ale wydaje się, że kwestie związane z oceną przeszłości i genezą tych formacji zdecydują, że raczej nie dojdzie do głębszej
współpracy politycznej panów Napieralskiego i Kaczyńskiego.