Według naszych informatorów, próba zawarcia koalicji miała miejsce w drugiej połowie czerwca. Nowe rady nadzorcze mediów publicznych miała wyłonić w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji większość złożona z trzech członków rekomendowanych przez PiS i prezydenta oraz Lecha Haydukiewicza.
>>>Farfał odejdzie pod jednym warunkiem
Kto miałby zająć ostatnie, ósme miejsce w każdej z rad? - twierdzi nasz informator z otoczenia Giertycha. Inny nasz rozmówca, który był blisko tych negocjacji, potwierdza: "To Balazs miał być zwornikiem tego układu".
>>>Zdjęcia Farfała to polityczna pornografia
Były minister rolnictwa i polityk SKL od dawna pozostaje poza polityką. Ale tylko formalnie. Tajemnicą poliszynela jest, że miał udział w tworzeniu się koalicji PiS z LPR i Samoobroną w 2006 r. - przyznaje polityk PiS.
Dogadany miał być nie tylko układ w radach nadzorczych, ale i skład zarządu TVP. Odwieszony miał zostać Andrzej Urbański, który wróciłby do
gabinetu zajmowanego dziś przez Farfała. "To tzw. negatywny kompromis wymyślony przez Balazsa. Bo PiS powrotu Urbańskiego nie chciało, a LPR nie godziła się na Sławomira Siwka. A
nowy prezes wchodziłby w grę najwcześniej za kilka miesięcy" - opowiada polityk znający szczegóły umowy.
Ale skoro, jak twierdzą nasi rozmówcy, wszystko było dogadane, to dlaczego porozumienie nie zostało skonsumowane?
Najbardziej prawdopodobnie brzmi wersja, w której PiS wycofało się z uzgodnień, gdy nieoczekiwanej wolty dokonał premier Donald Tusk. Kazał on bowiem senatorom PO wyrzucić z ustawy medialnej przepis o gwarantowanym poziomie finansowania mediów publicznych. Według Lewicy było to zerwanie dotychczasowych ustaleń. To zaś oznaczało, że SLD nie poprze ustawy autorstwa PO. - przyznaje polityk PiS.
Inny człowiek związany z PiS twierdzi, że winny był Roman Giertych. Nie chciał się bowiem zgodzić na usunięcie z TVP osób, które atakowały PiS w kampanii do europarlamentu. - mówi nasz rozmówca z PiS.
Nasz informator z LPR twierdzi z kolei, że kilka godzin przed posiedzeniem KRRiT, na którym miało dojść do wyborów rad nadzorczych, układ zerwał Jarosław Kaczyński. - twierdzi nasz rozmówca. I zaraz dodaje: "Faktycznie sądzę, że powodem było to, że Borysiuk dostatecznie się wystraszył i przystał na warunki podziału łupów z lewicą".
PiS straciło władzę w mediach publicznych w listopadzie 2008 r. Reprezentanci Samoobrony i LPR w radach nadzorczych TVP i Polskiego Radia połączyli siły. Najpierw zawiesili szefów Polskiego Radia.
Według dotychczasowych relacji polityków PiS . Już wówczas miało dojść do porozumienia z Tomaszem Borysiukiem, członkiem KRRiT z dawnej Samoobrony.
Ale mijały dni, a KRRiT nie potrafiła wyłonić nowych rad nadzorczych. Dopiero w ubiegłym tygodniu rada wyłoniła po ośmiu członków nowych rad nadzorczych mediów publicznych. W każdej z nich po czterech przedstawicieli ma PiS, trzech wywodzi się z obozu bliskiego SLD, a jeden członek to bliski współpracownik samego Borysiuka.