Na łamach "Polityki" (nr 40) Jacek Żakowski prorokuje, iż niebawem PiS celem wzmocnienia choćby symbolicznego zwycięstwa i podtrzymania legendy pogromców zła - zafunduje nam jakiś duży wybuch. Stanie się to, zanim wrzucimy głosy do urny, może nawet tuż przed głosowaniem.
"Trudno przewidzieć" - powiada autor - "czy będzie to jakiś nowy bombiarz, jak przed ostatnimi wyborami prezydenckimi, huczne aresztowanie albo zarzuty (niemożliwe do szybkiej weryfikacji) wobec ważnej osoby; czy może jakieś nowe tropy wiodące do oligarchów, Niemców albo agentów, ale z logiki sytuacji wynika, że coś takiego powinno się zdarzyć. I jest prawdopodobne, że będzie to coś na tyle absurdalnego, by potem przez lata spędzone w opozycji Jarosław Kaczyński mógł wracać do tego, jako do sprawy, której inni ukręcili łeb".
Otóż po pierwsze - że pozwolę sobie na rozwinięcie ciekawej myśli Żakowskiego - i Jarosław, i Lech nie tylko podczas lat spędzonych w przyszłej opozycji, ale też podczas lat spędzonych na emeryturze i całą wieczność spędzaną na tamtym świecie będą wracać nie do jednej, a do setek spraw, którym łeb ukręcono; będą biadać nad wszechmocą odrodzonego układu, będą o wiele mocniej niż teraz ( bo koloryzując bez umiaru) przedstawiać siebie jako jedynych w dziejach rycerzy dobra powszechnego, będą zapewniać, że gdyby nie spiski, w wyniku których zostali odsunięci - uczyniliby z Polski raj na ziemi itp. itd. Liczba wierzących w te bajędy będzie znaczna. Mniejsza niż teraz, ale jak na plemię przegranych nostalgików - znaczna. Legia umiera, ale się nie poddaje. Babcia umrze, ale dowodu nie odda. O berecie nie wspominając.
Po drugie - nie jest ważne, czy przepowiednia Żakowskiego się sprawdzi. Może się sprawdzi, może nie. Może będzie wybuch w sensie ścisłym, może będzie eksplozja konfetti. Może akcja - celem jej szumnego odwołania - zostanie jedynie zapowiedziana?
To jest ciekawe, ale nie jest aż tak ważne. Stokroć ważniejsze jest, że można taką przepowiednię z całym spokojem sformułować, że jest prawdopodobna, racjonalnie uzasadniona; że żadnego zdziwienia, wzburzenia, niepokoju moralnego czy innych tego typu humorystycznych odczuć nie budzi.
Przywykliśmy, że jesteśmy w samym sednie rzeczywistości brudnych chwytów i nieczystych zagrań. Zaakceptowaliśmy, że chwyty te zwie się wielką sztuką polityczną. Wielki Gracz narzucił swoją perspektywę, swoje reguły, swoje wartości. Czyścicieli czystość nie obowiązuje. Powszechna czystość, do której dążą, i nas wiodą jest tak czysta, że niejeden popełniony po drodze brud usprawiedliwia. Takie są arkana wielkiej sztuki politycznej. Bycie np. - że setny raz klasycznego exemplum użyję - w aliansach z Lepperem, to jest "wielka sztuka polityczna". Na początku była to w zasadzie zbrodnia, potem była to rzecz nie do pomyślenia, następnie była to wyższa konieczność, potem był to chleb powszedni. W sumie faktycznie: wielka sztuka polityczna. Proszę bardzo. Babciu, co ty taka niewyraźna jesteś? - Dowód mi wcięło.
Domysł, że Kaczor ma jakąś bombę w zanadrzu, że odpali ją przed wyborami, że być może w ogóle zgodził się na wybory, bo wiedział, że będzie miał bombę w zanadrzu - taki domysł to już nie jest nawet chleb powszedni, to jest bułka z masłem. W każdej chwili coś się zdarzyć może. Może Kaczor kogoś w kajdany zakuje albo sam ślub weźmie? Służby dadzą popalić? Zło wykryją albo do zła nakłonią?
CBA w każdej chwili kogoś skusi. Dawniej dawano łapówki, albowiem nie było sposobu, żeby inaczej jakąś sprawę załatwić. Obecnie CBA daje łapówki, albowiem nie ma innego sposobu, by udowodnić, że ktoś bierze łapówki. Dawniej łapówkarze łakomi byli na branie - dziś łowcy łapówkarzy łakną dawania. Ktoś marzy, że weźmie - ktoś inny tysiąc razy mocniej śni, że wręczy. Kusi mirażami, dokumenty preparuje, dekoracje jak w filmie "Vabank" buduje.
Nie wódź mnie na pokuszenie - ludzie tak do Pana Boga się modlą, snadź wiedzą od wieków, jaką moc ma pokusa. Boga, samego Pana Zastępów proszą nie tyle nawet, by pokusy odsuwał, co by sam nie kusił. CBA na pokuszenie wodzi jak jasny gwint - kto frajer, niech się do nich modli.
Nie wódź mnie na pokuszenie
Święty Boże lewej kasy
Gdy CBA zwietrzę cienie
Niech nie będę na nic łasy.
Co innego Pan Bóg, co innego CBA. Co innego my, co innego oni. Jak oni mówią, że nasza przegrana w wyborach będzie niczym początek stanu wojennego, to jest to rozumna przestroga. Jak my opowiadamy dowcipy o babcinym berecie to jest - okazuje się - zamach na Polskę. Kto podnosi rękę na babciny beret, podnosi rękę na naród. Przychodzi babcia do CBA. - Co pani jest? - Platforma na mieście berety skupuje. Beret i bomba, a kto czytał, ten trąba.