Tak posłowie oszukują "na Zwiefkę" Inne

Reporterzy przyjrzeli się posłom w czasie obrad sejmowych komisji. Okazało się, że nie tylko spóźniają się na obrady, ale co chwila z nich wychodzą. Najgorsze jednak, że niczym Tadeusz Zwiefka, po prostu podpisują listy obecności i urywają się z pracy.

Tak właśnie postąpił poseł Jan Dziedziczak z PiS. Pojawił się wczoraj przed salą, w której obradowała komisja kultury i środków przekazu. Poświadczył swoją obecność na jej pracach podpisem i z telefonem przy uchu szybko się oddalił. "Tylko mi nie róbcie zdjęcia, jak uciekam z komisji. Mam w tym czasie drugą" - tłumaczył się. I rzeczywiście w tym czasie w grafiku miał jeszcze komisję sportu, ale zamiast pracować, paradował po Sejmie zajęty rozmową telefoniczną - oburza się "Fakt".

Nie lepsza była Krystyna Łybacka z SLD. Na obrady komisji administracji i spraw wewnętrznych dotarła z ponadpółgodzinnym poślizgiem. Nie przeszkodziło jej to jednak po kilku minutach pracy udać się na papieroska. Ćmiła go prawie 20 minut.

Podobnie Tadeusz Huskowski z PO. Po krótkiej chwili spędzonej na posiedzeniu tej samej komisji, znudzony udał się do poselskiego hotelu. Niesamowitym darem przebywania w jednym czasie w dwóch miejscach popisała się zaś Marzena Machałek z PiS. Jak wynika z list obecności - w tym samym czasie, w pocie czoła harowała zarówno w komisji samorządu terytorialnego, jak i podkomisji ds. jakości kształcenia i wychowania.

Co groziłoby posłom, gdyby nie fałszowali dokumentów i nie kłamali odnośnie swoich obecności na komisjach? Dostaliby po kieszeni. Wiadomo jednak, że posłowie nie mogą znieść myśli o utracie nawet części swych pokaźnych uposażeń. A że przepracowywać się też nie lubią, pozostaje im oszukiwanie. Okłamują więc i sejmową kancelarię, i nas - podatników. Pozostaje tylko nadzieja, że jeżeli krętaczy nie rozliczy od razu marszałek Sejmu, podsumują ich w przyszłości wyborcy - komentuje "Fakt".