"Nie zgadzam się z decyzją śledczych i stąd moja decyzja" - mówi o sprawie pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją Julia Pitera. Szczegółów zdradzać nie chce.

Do zażalenia Pitery dotarli jednak dziennikarze TVP Info. Minister zarzuca w nim prokuratorom, że nie sprawdzili ważnych dowodów mogących pomóc w ustaleniu podpalacza. Chodzi m.in. o brak porównania trzech śladów DNA znalezionych przy spalonym aucie. Czy śledztwo zostanie wznowione, rozstrzygnie w sierpniu sąd. Prokuratura wysłała już do sądu akta liczące 900 stron.

Auto spłonęło na początku grudnia zeszłego roku przed domem Pitery na warszawskim Mokotowie. Ówczesny komendant stołeczny policji Jacek Olkowicz powołał nawet specjalną grupę operacyjno-śledczą, która miała znaleźć podpalacza. Przesłuchano kilkadziesiąt osób. Sprawdzono nawet internautów, którzy w sieci wymieniali się uwagami na temat podpalenia. Policjanci badali też grupę osób podejrzewanych o serię podpaleń.

Efekt? Żaden. 6 czerwca prokuratura Warszawa Mokotów umorzyła śledztwo w związku z niewykryciem sprawcy.