Moja nominacja nie jest aż tak zaskakująca, jak pan to przedstawia, bo jest kilka resortów, do których się nie nadaję, ale akurat kultura nim nie jest. Za rządów
SLD pracowałem przez cztery lata w sejmowej komisji kultury z myślą właśnie o tej funkcji. Całe moje wykształcenie i dorobek zawodowy predystynują mnie do jej pełnienia.
Dzięki temu mogę teraz bronić kultury narodowej przed tymi wszystkimi, którzy są jej nieprzyjaźni. Czasem się uważa, że kultura to piąte koło u wozu, że dawanie pieniędzy na nią to
marnowanie grosza, że resort jest niepotrzebny.
Tak, pamiętam i podtrzymuję to zdanie. Tępię wszystkie przejawy nepotyzmu w kulturze.
Mam nadzieję, że tak jest.
W kulturze gotów jestem tłumaczyć się z każdej nominacji.
Oczywiście będą dotyczyć instytucji kultury?
Pomylił pan ministerstwa. Nie jestem ministrem skarbu, nie należy to do moich kompetencji, nie znam tej sprawy.
Naprawdę nie mam pełnej wiedzy na ten temat, nie znam tych spraw. Proszę pytać o sprawy, za które odpowiadam.
Teraz pan żartuje.
Budzi to we mnie same dobre skojarzenia.
Z PiS, PSL i SLD również. Bezpartyjni też mają pracę.
O ile wiem, niektórzy z tych ludzi zrezygnowali po tym, jak rozpętała się nagonka prasowa.
Potwierdza pan, że była błyskawiczna reakcja na takie przypadki, i to dobrze. Zrezygnowali, temat można uznać za zamknięty.
Nie zmieniam opinii, że nepotyzm jest złem i czymś szkodliwym. W tej materii nic się nie zmieniło. I nie znajdzie pan żadnej podpisanej przez mnie nominacji dla kogokolwiek z mojej rodziny i
żadna z nich nie ma związku z legitymacjami partyjnymi nominowanych. Ani w kulturze, ani poza nią. I podtrzymuję to, co mówiłem: proszę nie lekceważyć mojej wrażliwości.
Walczę z nią każdego dnia na obszarze mi powierzonym.
Nie tylko, ale nie śledzę szczegółowych informacji na temat KGHM.
(śmiech) Mogę powtórzyć, że moja wrażliwość na nepotyzm nie zmienia się, cóż więcej mogę panu powiedzieć?
Naprawdę? Sądziłem, że chcę im je odebrać.
Nic o tym nie wiem. Od początku założenia do ustawy o mediach przygotowywano bez presji czasu. W żadnym miejscu nie przesądzają one, że nastąpi zmiana władz mediów publicznych.
To racjonalna propozycja zmierzająca do przekształcenia firmy i wyodrębnienia nowych spółek, ale to ostateczność. Mam nadzieję, że uda się dokonać niezbędnych zmian bez stawiania radia
czy telewizji w stan likwidacji.
Dwa ogólnopolskie, jeden regionalny i kanały tematyczne. Kanały regionalne powinny pozostać własnością telewizji, a nie władz samorządów. Powstanie Fundusz Misji Publicznej zarządzany
przez radę powierniczą, czyli trzyosobowe grono zawodowców od licencji telewizyjnych. Powoła ich Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.
Teraz tam zasiadają politycy PiS, LPR i Samoobrony.
Cały czas tłumaczę panu, że chcemy to zmienić. Ale wróćmy do Funduszu Misji Publicznej. On będzie przyznawał fundusze na programy misyjne.
Takiej możliwości nie można wykluczyć, ale będzie to niezwykle utrudnione, dlatego że ogromną część środków fundusz będzie musiał przeznaczyć na telewizyjną
"Jedynkę" oraz radio publiczne. To jest jeszcze do ustalenia.
Nie ma takiej możliwości. Fundusz będzie badał jedynie stronę finansową, a nie merytoryczną realizowanych licencji. Za to odpowiedzialna będzie rada programowa powołana przy KRRiT. Licencja
określa na przykład "50 godzin programów publicystycznych", a nie zajmuje się tym, kto będzie je prowadził czy reżyserował. Za to odpowiadać będą nadal szefowie
anten.
Na razie ocena programów publicystycznych należy do reprezentantów PiS, LPR i Samoobrony. I to trzeba zmienić. Zapewniam, gorzej nie będzie.
Według mojej oceny tak.
Pan chce, żebym został cenzorem telewizji publicznej? Nie poddam się tej presji, lecz to, kto rządzi telewizją, nie jest bez znaczenia dla programu.
Po co? Podawano ich wiele w ostatnim czasie.
Pan za wszelką cenę chce mnie zmusić do oceny.
Nie będę się zajmował recenzowaniem poszczególnych wydań "Wiadomości", "Panoramy" czy programów publicystycznych w telewizji.
Nie wciągnie mnie pan w takie rozważania.
Nie, panie redaktorze. Po prostu szanuję dobrą wolę ludzi tam pracujących, którzy są poddawani rozmaitym naciskom. I nie poddam się pańskiej presji recenzowania mediów.
Zła analogia i kompletnie nietrafiony przykład. O czym rozmawiamy? O poziomie programów, dziennikarzy czy o presji wywieranej przez polityków na pracowników TVP?
Nikogo nie straszę, właśnie nie daję się panu wciągnąć w ocenę dziennikarzy telewizji. Co wcale nie oznacza, że oceniam ich wysoko.
Bzdura, niczego nie cenzuruję, tylko dbam o to, by z pieniędzy publicznych nie finansowano projektów nieuwzględniających wrażliwości społecznej związanej choćby z obroną Westerplatte.
Jednocześnie będę dbał o samodzielność i niezależność wszystkich artystów. Uważam, że to się da pogodzić.
Nie, ta zasada powinna dotyczyć całej kultury.
Znowu chce mnie pan namówić na cenzurę.
Świat plastyki jest pełen artystów, którzy realizują się przez prowokacje i ostatnią osobą, która byłaby recenzentem tych prowokacji, powinien być minister.
Próbuje pan traktować ministra kultury jak bankomat. Da pieniądze czy nie da? Moją rolą nie jest decydowanie o tym, czy poszczególne filmy czy wystawy dostaną pieniądze. Ani naciskanie na
instytucje mu podległe, by wspierały tych czy innych twórców.
Myli się pan. Na nikogo nie naciskałem, tylko wyraziłem swą opinię w sprawie dofinansowania tego filmu.
Brawurowa interpretacja. Bądźmy precyzyjni: ja nie zakazuję powstawania żadnych filmów, tylko powiedziałem, że publiczne pieniądze nie powinny wspierać projektów fałszujących historię i
nieuwzględniających wrażliwości Polaków.
Uważam, że w ogóle nie dorobiliśmy się polityki historycznej. Nie prowadził jej SLD, nie prowadziło PiS, które tylko rozpoczęło dyskusję na ten temat. Pojawiały się bardzo ostre głosy w
tej sprawie, a niektóre postulaty miały charakter czysto instrumentalny. Będę starał się łagodzić tę dyskusję i w ciągu kilkunastu miesięcy wypracować akceptowany szerzej model polityki
historycznej państwa. Byłby to zresztą pierwszy taki model, bo wszystkie projekty PiS pozostały tylko na papierze.
Bo ja nie chcę niczego deklarować i pozostawiać na papierze. Ma pan rację, że mnie nie widać, ale bardzo mnie interesuje, by po mojej kadencji zostały efekty, świadectwa materialne
prowadzonej polityki historycznej. Wzmacnianie wrażliwości historycznej, kształtowanie patriotyzmu, pojmowania polskiej racji stanu - to niesłychanie ważne zadania, ale nie należy ich
realizować tylko w jakiś martyrologiczny sposób, ograniczając się do kilku dat i symboli.
Nie słyszałem takich kpin z ust osób związanych z rządem.
On kpił?
Nie wiem, jakie czekają mnie obowiązki 11 listopada, ale nie wykluczam, że się tam zjawię. Jeśli oczywiście dostanę zaproszenie. Choć z tego, co wiem, będzie to raczej gala, nie bal.
Nie sądzę. Nie znam opinii ministra Nowaka na ten temat, nie pytałem też pomorskich struktur Platformy Obywatelskiej o zdanie.
Samodzielność. Nigdy tak nie robię.
To będzie również pańskie muzeum, nie nasze. A to, o czym pan mówi, to tylko mylna interpretacja. Kiedy zacząłem pracę, na moim biurku leżało około stu projektów budowy nowych muzeów! Ja
ich nie neguję…
A ile mamy muzeów w Polsce? 1200! Większość z nich wymaga reformy i sporych zmian. Mamy określone pieniądze w budżecie na muzea. I teraz, jeśli zacznę budować wszystkie nowe muzea, to na
działalność dotychczasowych nie będzie nic! Wszystkie pieniądze pójdą na światło, wodę, ogrzewanie, administrowanie. A ja chcę widzieć muzea żyjące, przyciągające, a nie odpychające
zwiedzających! W Polsce panowała zasada "wbić łopatę, potem jakoś to będzie". Koniec z nią.
Żadnego, dlatego tą inwestycją, czyli powstającym supernowoczesnym muzeum, zajmuję się osobiście.
Właśnie tego się bałem, dlatego ogłosiłem konkurs. Wygrali go Włosi i powstanie jedno z najwspanialszych multimedialnych muzeów. Będzie adresowane i do dzieci, i do starszych, a każdy
dostanie do ręki chip i będzie mógł wybrać dostosowaną do wieku prezentację.
Tak. Widzę niedowierzanie. Jak nam się uda, to stawia pan dobre wino.
To ja stawiam. Wystarczy panu na to wino?
(śmiech) Dobrze panu idzie.
To nie ma nic do rzeczy. To muzeum powinno powstać, ale nie ma na nie dobrego pomysłu, ma złą lokalizację - w budynku, w którym ma być jeszcze jedno muzeum, między stacją benzynową a
hipermarketem. Jesteśmy zgodni z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem, że powinna powstać stała wystawa pokazująca polskie osiągnięcia na Ziemiach Zachodnich, w lepszej lokalizacji i z
lepszym projektem.
Nadrabiam te zaległości. Powstaje Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku, w przyszłym roku rozpoczynamy budowę - są na to pieniądze, jest projekt, ruszamy. W Warszawie przy świątyni
Opatrzności Bożej powstanie za trzy lata muzeum Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego. I gwarantuję, że będzie to jedno z ciekawszych muzeów, robione przez twórców Muzeum Powstania
Warszawskiego. W tym roku powinna zostać podjęta decyzja o przykryciu Trasy Łazienkowskiej koło placu Na Rozdrożu w Warszawie i tam w 2013 r. mogłoby stanąć muzeum historii Polski.
W Pałacu Kultury i Nauki raczej nie. Twórcy tej koncepcji, między innymi Czesław Bielecki i Andrzej Wajda, tak się poróżnili w swych pomysłach, że to raczej niemożliwe. Za to
najprawdopodobniej takie muzeum powstanie w Nowej Hucie. To zresztą też niezła lokalizacja.
Już jest. Został wpisany na listę zabytków blisko dwa lata temu.
Spytałbym o to warszawiaków. Jeśli większość byłaby za, to przychyliłbym się do tego pomysłu.
Nie sondaży, tylko obywateli. Oby wszystkie rządy wsłuchiwały się w głos Polaków.
(śmiech) Chce pan znać moje zdanie na temat Pałacu Kultury i Nauki? Nie podoba mi się i osobiście przychyliłbym się do opinii, że należałoby go raczej zburzyć, niż robić z niego obiekt
kultowy.
*Bogdan Zdrojewski, polityk PO, minister kultury i dziedzictwa narodowego