Dyskusja o możliwym awansie wicepremiera wybuchła w poniedziałek, kiedy szef klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski (o którym nieoficjalnie niektórzy politycy PO mówią, że również ma aspiracje sięgające fotela szefa rządu) stwierdził, że Deklaracja Chlebowskiego wywołała widoczną irytację u wicepremiera, który we wtorek pojawił się w Radiu Zet. "Trudno mi powiedzieć, proszę zaprosić Chlebowskiego i zapytać" - ucinał Schetyna.
>>>PO partią "naturalnych kandydatów"
Tyle że mało kto w te zapewnienia sekretarza generalnego PO wierzy. "Schetyna w ten sposób twardo nie zaprzecza, ale nawołuje i ucina dyskusję, która szkodzi zarówno Platformie, jak i jemu samemu. On cały czas jest naturalnym kandydatem w PO do zastąpienia Tuska i to - uważa Marek Migalski, politolog.
Bliski współpracownik Schetyny mówi natomiast, że wicepremier zwyczajnie nie chce się wygłupiać. "Zanim nastąpi zmiana premiera, minie dużo czasu i wiele się może zdarzyć. A Grzegorz pamięta kampanię z 2005 r., kiedy mieliśmy „prezydenta z zasadami” i „premiera z Krakowa”. " - mówi.
>>>Tusk to "naturalny kandydat na prezydenta"
Wtóruje mu Ludwik Dorn, jeszcze niedawno jeden z najważniejszych działaczy PiS, dziś polityczny uchodźca: który nie krył się ze swoimi ambicjami premierowskimi i postanowił ze swoimi marzeniami się nie odkrywać."
Schetyna potwierdził jednak, że za półtora roku, w przededniu wyborów prezydenckich, problem sukcesji po Tusku nastąpi. Ale dopiero w maju 2010 r. Wówczas nowy premier otrzyma nominację w wyniku "wspólnej decyzji Platformy i premiera". "To nie jest przesądzone, być może będzie tak, że do końca premierem będzie Tusk, " - stwierdził Schetyna.
>>>Walka w Platformie o schedę po Tusku
I choć publicznie na razie kwestia zastąpienia w rządzie Tuska zbyt często się nie pojawia, to poselska giełda nazwisk już działa. , ale na giełdzie nazwisk wymieniany jest również marszałek Bronisław Komorowski.