Przemysław Gosiewski*: Nie przypominam sobie.
Moja nieobecność u pani Olejnik wiąże się z dwoma faktami. Po pierwsze nie lubię sytuacji, gdy ktoś tendencyjnie mi ciągle przerywa, że nie sposób się wypowiedzieć. Po drugie kolidowało
to z moimi zobowiązaniami w okręgu wyborczym, ponieważ niedziela to dzień spotkań z wyborcami.
Najbardziej efektywne spotkania z wyborcami są właśnie w niedzielę. To dzień pracowity nie tylko dla duchownych, ale i dla polityków.
To jest już pytanie o to, kto kieruje polskim radiem.
Tak, stawiam sobie teraz inne cele. Przede wszystkim mocne przyspieszenie ustawodawcze. Stawiam sobie dwa zadania. Po pierwsze przełożenie programu PiS na projekty ustaw. Mamy bardzo ciekawy
program, tyle że to są pewne zapisy polityczne i merytoryczne. Chcemy dosyć szybko przygotować zestaw ustaw, które należy zmienić, aby móc ten program zrealizować.
Sądzę, że gdzieś około 250-300.
To coś zupełnie innego. Palikot robił tak, że jeden przepis to była jedna ustawa. My chcemy pokazać, że będziemy mieć szuflady pełne ustaw. Pokazać, że nie tylko mamy program, ale wiemy,
jak go wprowadzać w życie.
Tak, być może część z tych ustaw będziemy wcześniej zgłaszali, ale chcemy mieć wiele z nich gotowych jeszcze przed kampanią wyborczą.
To stworzenie czerwonej księgi.
To będą takie ustawy, które koalicja PO i PSL zepsuła. Po wygranych wyborach, gdy będziemy mieć większość w parlamencie, będziemy chcieli dokonać ich szybkiej nowelizacji. Jest już kilka
ciekawych przykładów takich ustaw, np. o służbie cywilnej oraz prawo geologiczno-górnicze, które może naruszać prawo własności obywateli, czy absurdalny rządowy pomysł, by każda firma
zatrudniała strażaka. To właśnie ta praca plus aktywne kierowanie klubem sprawia, że z jakiejś części aktywności medialnej muszę rezygnować. Na szczęście będę miał jeszcze tutaj
wsparcie Grażyny Gęsickiej. Oboje mamy duże doświadczenie rządowe, więc będzie nam łatwiej.
>>>Jak Gosiewski przechytrzył spin doktorów
Powinniśmy to mieć w ciągu sześciu miesięcy.
Jestem osobą bardzo pracowitą, ale na wypełnienie wszystkich obowiązków czasem nie starcza przysłowiowych 24 godzin.
Uważam, że sytuacja, w której ma miejsce masowy exodus posłów do europarlamentu, będzie źle odebrana przez społeczeństwo, ponieważ każdy parlamentarzysta, będąc wybranym, zawarł
swoistą umowę z wyborcami na czas czteroletniej kadencji. Kandydowanie do PE po upływie niecałych 15 miesięcy od wyboru do Sejmu może być odebrane przez wyborców jako niewywiązanie się z
tej umowy.
*Przemysław Gosiewski, szef klubu PiS