Polki nie dostaną darmowych znieczuleń do porodów. Specjalny zespół w Ministerstwie Zdrowia postanowił opracować instrukcje, jak postępować przy porodzie naturalnym. A kobietom, zamiast znieczuleń, zaproponować relaksację albo masaż.

Reklama

Zespół przygotowuje zasady opieki nad kobietami w ciąży. Jego członkiem jest prof. Krzysztof Niemiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, które od dawna domaga się zapewnienia kobietom darmowych znieczuleń. Gdy zespół rozpoczynał prace, lekarze z tego towarzystwa chcieli, by ich postulat stał się jednym z filarów nowoczesnych standardów porodowych.

>>>Panie Premierze, porody muszą być znieczulane

Teraz prof. Niemiec przyznaje, że to się zmieniło. I tłumaczy, że temat znieczuleń "wychodzi poza zakres prac zespołu".

"Nasz standard ma dotyczyć głównie postępowania podczas porodu fizjologicznego. A w momencie gdy na salę wchodzi anestezjolog, który podaje znieczulenie, oraz drugi położnik, poród już nie jest naturalny" - tłumaczy prof. Niemiec. I przyznaje, że członkowie zespołu umówili się, że będą promować niefarmakologiczne sposoby walki z bólem, czyli inne niż znieczulenia. "Chodzi o te sposoby, do których są przygotowane położne. Takich form jest bardzo dużo: masaż, relaksacja w wodzie" - wylicza prof. Niemiec.

Kolejny członek zespołu, Leokadia Jędrzejewska, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego, mówi dosadniej: "Nie ma mowy o lansowaniu znieczulenia bez powodu. To nie jest połknięcie cukierka."

Reklama

Jędrzejewska przyznaje, że o postulacie darmowych powszechnych znieczuleń "nikt w ogóle nie myślał". Jak tłumaczy, standard opieki związanej z porodem musi brać pod uwagę "nie tylko matkę, ale i bezpieczeństwo". I apeluje, by "postawić na edukację kobiet".

"Jeśli przyszłe matki będą przygotowane do porodu i w szkole rodzenia dowiedzą się, jakie są inne opcje: nauczą się relaksacji, psychoprofilaktyki, to wszystko się jakoś ułoży. Oferowanie od progu znieczulenia jest bez sensu. Liczba anestezjologów, których trzeba by zaangażować do znieczulania wszystkich rodzących, jest astronomiczna. Szpitale by padły, bo nie mogłyby już wykonywać operacji" - twierdzi Jędrzejewska.

To bardzo zła wiadomość dla polskich kobiet. Nie chodzi przecież o to, żeby podawać znieczulenie każdej kobiecie, ale o to, by każdej kobiecie dać możliwość skorzystania ze znieczulenia. Dziś nie ma jasności, czy należy im się znieczulenie, czy też nie, i czy szpitale mają prawo pobierać za nie opłaty. Decyzja zespołu mogła przeciąć spekulacje i zmusić Ministerstwo Zdrowia do wydania regulacji prawnych, które zapewniłyby kobietom właściwą opiekę.

DZIENNIKI walczy o darmowe znieczulenia dla rodzących od roku. O ich wprowadzenie apelowało Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, a na łamach DZIENNIKA - Maria Kaczyńska. Pod wpływem naszych materiałów projekt ustawy przewidującej wprowadzenie darmowych znieczuleń zapowiedział SLD. Specjalną uchwałę Sejmu „w sprawie godnego rodzenia” zaproponowało PiS. Bez efektów.

Kiedy rozpoczynaliśmy dyskusję o znieczuleniach, minister zdrowia Ewa Kopacz powiedziała wprost, że "poród to fizjologia i tak kobiety stworzyła natura, że pewne rzeczy powinny się odbywać jej siłami". Jej resort konsekwentnie utrzymuje, że znieczulenia są dostępne. W opinii resortu decyzję o podaniu znieczulenia podejmuje lekarz, a kiedy są ku niemu wskazania medyczne, opłaca je NFZ.

Prawda jest inna. Jak zostanie potraktowana rodząca, w dużym stopniu zależy od tego, czy będzie miała szczęście i trafi do przyjaznego szpitala. Takiego, który poda jej darmowe znieczulenie. Bardzo wiele placówek żąda opłat idących w setki złotych. Takie znieczulenie nazywają wówczas "na życzenie pacjentki". Sytuacja jest absurdalna, bo zgodnie z polskim prawem kobiecie nie wolno podać znieczulenia, jeśli nie ma wskazań medycznych. Wskazaniem jest m.in. lęk przed porodem czy niska tolerancja bólu, a to nie jest żadną fanaberią. Specjaliści podkreślają, że silny ból może prowadzić do depresji poporodowej.