DZIENNIK dotarł do materiałów w Instytucie Pamięci Narodowej, które mogą dotyczyć Zyty Gilowskiej. To trzy raporty, w których TW "Beata" donosi na studentów letniej szkoły polonijnej na KUL-u. Nie ma jednak żadnych papierów jasno mówiących, że "Beata" to Gilowska.
Rzecznik Interesu Publicznego podejrzewa, że papiery, które ma w ręku, jasno mówią, że Gilowska to agent o pseudonimie Beata. "Beata" donosiła na studentów z
Zachodu, którzy pod koniec lat 80. przyjeżdżali do szkoły polonijnej przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tyle tylko, że w archiwach IPN nie ma żadnej teczki byłej wicepremier. Nie można
też znaleźć zobowiązania do współpracy.
"Beatę" zarejestrował mąż przyjaciółki Gilowskiej, kapitan Witold Wieczorek. To były esbek, który w 2001 stanął przed sądem za wynoszenie tajnych archiwów komunistycznej bezpieki. On jednak odrzuca jakiekolwiek podejrzenia, że donosicielka SB to Gilowska.
Więcej na temat lustracyjnego zamieszania wokół byłej wicepremier w dzisiejszym DZIENNIKU.
"Beatę" zarejestrował mąż przyjaciółki Gilowskiej, kapitan Witold Wieczorek. To były esbek, który w 2001 stanął przed sądem za wynoszenie tajnych archiwów komunistycznej bezpieki. On jednak odrzuca jakiekolwiek podejrzenia, że donosicielka SB to Gilowska.
Więcej na temat lustracyjnego zamieszania wokół byłej wicepremier w dzisiejszym DZIENNIKU.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|