Henryk Stokłosa powinien zacząć się bać. Jeśli śledczy, którzy prześwietlają jego dokumentację, znajdą dowody na przekręty, biznesmen przez najbliższe osiem lat może oglądać świat przez okienko więziennej celi.

A zarzuty mogą być poważne. Śledczy podejrzewają, że Stokłosa mógł być jednym z klientów skorumpowanych urzędników Ministerstwa Finansów, którzy za wypchane banknotami koperty umarzali podatki politykom, biznesmenom i gangsterom. Właściciel "Farmutilu" mógł w ten sposób okraść państwo nawet na 43 miliony złotych.

Biznesmen był już przesłuchiwany przez prokuraturę. Na razie nie postawiono mu jednak żadnych zarzutów.

Korupcyjna afera w Ministerstwie Finansów wybuchła w maju. Wtedy policjanci zakuli w kajdanki i wyciągnęli z rządowego gmachu pięcioro skorumpowanych urzędasów. Wszyscy trafili do aresztu.