Według posła Marka Biernackiego, szefa sejmowej speckomisji, Macierewicz nie sprecyzował, ilu byłych ministrów dotyczyły jego zarzuty. Nie powiedział też, o kogo chodzi. "Macierewicz wyjaśnił, iż jego wiedza pochodzi nie z obecnej pracy jako likwidatora Wojskowych Służb Informacyjnych, a z roku 1992, gdy był ministrem spraw wewnętrznych" - relacjonował Biernacki.
Jeszcze szybciej i bardziej zdawkowo niż komisji wiceminister obrony wytłumaczył się ze spotkania dziennikarzom. "Odpowiedziałem na niezbędne pytania. Komisja w tej mierze, w jakiej uzna to za słuszne, przekaże to państwu" - uciął Macierewicz. I powtórzył w biegu, że dla niego sprawa jest już zakończona.
Chodzi oczywiście o jego - jak sam to nazywa - skrót myślowy w sprawie byłych ministrów spraw zagranicznych. Jak się tłumaczył - nie większość, a kilku; nie w trakcie pełnienia funkcji, a przed 1989 rokiem oraz nie sowieckimi agentami, ale współpracownikami PRL-owskich służb byli dawni szefowie dyplomacji.
I choć dla wiceministra obrony sprawa jest już zamknięta, dla innych nie jest to takie oczywiste. Inni politycy nie dadzą łatwo za wygraną. Dalszych wyjaśnień chce m.in. poseł Biernacki. Według niego, skoro oskarżenia dotyczą okresu przed 1989 rokiem, to trzeba sięgnąć do materiałów IPN.