Dziennik Gazeta Prawana logo

Jacek Kurski: To prowokacja PO

12 października 2007, 13:42
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Jak zwykle wszystkiemu winna jest Platforma Obywatelska. Według Jacka Kurskiego, reporterzy TVN, którzy przygotowali prowokację polityczną, padli ofiarą spisku Platformy. A wszystko po to, by opozycyjna partia mogła bez przeszkód przejąć władzę w Polsce.
Eliza Olczyk: Panie pośle, czy każdy dzień zaczyna pan od wietrzenia spisków przeciwko PiS? Platforma Obywatelska nie zgodziła się na rozwiązanie Sejmu w kwietniu spisek. Renata Beger nagrała Adama Lipińskiego spisek. Politycy i dziennikarze byli w Sejmie we wtorkową noc zamach stanu.
Jacek Kurski: Proszę nie robić ze mnie wariata. Nagranie rozmowy Beger i Lipińskiego było elementem większego scenariusza. Co więcej, mam informacje, że Platforma Obywatelska przygotowała inne prowokacje w tym stylu. Choć nie wykluczam, że zadowoli się skutecznością tej jednej.

Więcej prowokacji w tym samym stylu?
Takie mam informacje, ale nie ma sensu się w to zagłębiać. Od dawna było wiadomo, że pojawią się informacje przed likwidacją WSI.

Dziennikarze TVN byli w zmowie z politykami?
Nie tyle w zmowie, ile utracili suwerenność przekazu. Zostali wmontowani w akcję polityczną. Nie mam innego wytłumaczenia na sytuację, że tu po programie, który odbywał się późnym wieczorem w Sejmie, w blokach startowych byli zarówno liderzy SLD, jak i Platformy Obywatelskiej. I to w tygodniu, w którym nie odbywa się posiedzenie plenarne. Na ekranie gotowych do konferencji widzieliśmy: Donalda Tuska z Gdańska, Grzegorza Schetynę z Wrocławia, Jana Rokitę z Krakowa i Stefana Niesiołowswkiego z Łodzi. To jest sytuacja bez precedensu. Gdy nie ma posiedzenia Sejmu, nigdy nie zdarza się, aby tylu liderów partii politycznych przebywało w gmachu przy Wiejskiej. Krótko mówiąc, byli doskonale poinformowani, że będzie uderzenie w PiS. Prowokacja dziennikarska OK proszę bardzo. Ale prowokacja dziennikarska w zaplanowanym scenariuszu, to już udział w grze politycznej. Na tym polega dwuznaczność roli dziennikarzy.

Wyklucza pan przypadek?
Mam czterdzieści lat i w przypadki nie wierzę. To była doskonale zaplanowana prowokacja z udziałem liderów SLD i PO. Lepper inteligentnie wyjechał na dwa dni do Grecji.

Uważa pan, że dziennikarze realizowali konkretne zlecenie polityczne?
Tego nie wiem. Ale wszystko, co się zdarzyło później, to megakreacja. Nagrywa się spotkanie przy użyciu ukrytej kamery, co od razu nawet z niewinnego spotkania czyni sytuację naganną moralnie, a przynajmniej podejrzaną. Fakt, że jest sfora polityków gotowych do komentowania minutę po programie, również jest elementem manipulacji. Na dodatek zapis wszystkich taśm zostaje udostępniony w internecie dopiero następnego dnia około godziny 12. Chodziło o stopniowanie napięcia.

Rozmowy, które zostały wyemitowane w programie natychmiast po jego zakończeniu, znalazły się w internecie.
Ale cały zapis udostępniono dopiero następnego dnia po to, aby przez cały poranek możliwe było atakowanie i maglowanie PiS. Bo był to kolejny etap kampanii przygotowanej przeciwko PiS.

To poważne oskarżenie, zwłaszcza że mówi pan o zamachu stanu.
Uważam, że to była próba obalenia rządu poprzez wytworzenie nowej sytuacji medialno-psychologicznej w społeczeństwie. Na dodatek przeprowadzona przy pomocy części mediów, które dziś zachowują się tak jak 4 czerwca 1992 roku. A uczestnicy tej akcji to często ci sami ludzie, którzy brali udział w obalaniu rządu Jana Olszewskiego Tusk, Rokita, Szmajdziński. Teraz przystąpili do obalenia rządu PiS, bo zmiany, które rozpoczęliśmy lada moment, będą nieodwracalne. Powstanie CBA, rozbicie WSI, wprowadzenie przejrzystego nadzoru nad funduszami publicznymi, lustracja. I do tego wszystkiego dobra sytuacja gospodarcza. Ten rząd zbliżał się do sukcesu i gdyby jeszcze przetrwał parę miesięcy w dobrej kondycji, to prawdopodobnie by wygrał. Stąd ta prowokacja, od dawna planowana.

Skoro opozycja od dawna planowała obalenie rządu, to dlaczego nie zgodziła się na samorozwiązanie Sejmu w kwietniu tego roku? I dlaczego ocenił pan, że to również był spisek przeciwko PiS, bo Platforma specjalnie nie chciała wyborów, aby niszczyć wiarygodność Prawa i Sprawiedliwości?
Wybory w kwietniu oznaczały, że wygraliby albo oni, albo my. Bardziej prawdopodobne, że my. A oni tego nie chcieli.

Ale mogli też wygrać oni.
To prawda. Ale chcieli mieć pewność, że wygrają. Dlatego zrobili rzecz podłą, haniebną, aby uzyskać przewagę polityczną. I na razie im się to udało.

A czy pan i PiS nie stosujecie w tej chwili taktyki złodzieja, który ukradł torebkę i głośno krzyczy: łapać złodzieja, żeby odwrócić uwagę od zdarzenia? A PiS woła: prowokacja, zamach stanu, żeby przykryć niesympatyczny wydźwięk całej historii.
Wydźwięk jest rzeczywiście bardzo niesympatyczny. Jednak cała nagonka na PiS jest efektem kreacji, a skutek jest realny, bo prowadzi do obniżenia naszej wiarygodności. Ranga tej rozmowy kwalifikowała ją do programu satyrycznego pod hasłem Lipiński uwodzi Begerową. Podobne rozmowy są praktykowane powszechnie przez wszystkich. Nie pokazujemy tej kuchni politycznej, podobnie jak nie pokazujemy procesu robienia wędlin, bo jest on po prostu obrzydliwy. Chętnie natomiast zajadamy się gotowymi kiełbasami.

To prawda, ale pamiętam taką historię, gdy przy pomocy ukrytej kamery dziennikarze wykazali, że smakowite wędliny są robione ze śmierdzącego mięsa i wcale nie był to materiał satyryczny. Czy nie mamy tu do czynienia z taką śmierdzącą historią?
Przyznaję, że nie należało rozmawiać z osobą skompromitowaną. To jest pewien problem. Ale sama technika rozmowy jest banalna. Rozmawia się na takim poziomie, jaki reprezentuje rozmówca. Lipiński zrobił to samo, co setki polityków robiło przez ostatnie kilkanaście lat prowadził rozpoznanie polityczne.
Zresztą przy tej okazji również można wykazać manipulację mediów. Ciągle ginie fakt, że premier odmówił jej stanowiska sekretarza stanu. Przekręcają wątek rozmowy o wyroku ciążącym na Beger. Lipiński jej niczego nie obiecuje, przeciwnie informuje, że postępowania się toczą. A że proponuje z kimś rozmowę? Równie dobrze może chodzić o adwokata. Nie pada żadne zobowiązanie.
A już sprawa weksli jest rozdmuchana do nieprawdopodobnych rozmiarów. Lipiński słusznie zwraca uwagę, że w Sejmie zasiada 55 niesuwerennych posłów i trzeba to rozwiązać. Państwo może przecież angażować publiczne pieniądze, gdy rozmawia z porywaczami w sprawie okupu. Sytuacja jest podobna.

Oni nie zostali porwani. Oni dobrowolnie te weksle podpisali. Mogli nie podpisywać, są dorośli.
Nawet jeżeli analogia jest kulawa, to problem pozostaje. Bo niesuwerenni posłowie to realny problem polskiej demokracji. Tak więc wszystkie błędy Lipińskiego są palcem na wodzie pisane.

Po aferze Rywina i po tym, gdy została skrycie nagrana jego prywatna rozmowa z Adamem Michnikiem, żyjemy w innym świecie i stosujemy inne kryteria wobec tego, co jest powiedziane w prywatnej rozmowie.
Zgoda. Ale tutaj nikt nikomu nie proponował pieniędzy za czynność prawną. Próbowano kaptować większość parlamentarną, w sytuacji gdy wykorzystaliśmy wcześniej wszelkie inne możliwości nieudane porozumienie z PO, dwukrotne rozpisanie wyborów i koalicja z Samoobroną. Nie byłoby Lipińskiego w pokoju Beger, gdyby wcześniej cyniczna gra Platformy nas nie wepchnęła w ramiona Samoobrony.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj