W Platformie Obywatelskiej pełna mobilizacja. Większość działaczy tej partii od kilku dni zajmuje się tylko jedną sprawą - organizacją sobotniej manifestacji w Warszawie. Partii zależy
na jak największej frekwencji. Jest jednak kłopot. Na czele pochodu chce iść Lech Wałęsa. Władze Platformy z początku zgodziły się na to z radością. Ale jak nie zniechęcić wyborców,
skoro badania pokazały, że Polacy nie przepadają za byłym prezydentem. "Teraz szefostwo cały czas myśli, jak wybrnąć z sytuacji" - mówi informator DZIENNIKA.
Organizatorzy oficjalnie zaprzeczają, że taki problem istnieje. "Nie mogę potwierdzić udziału Lecha Wałęsy. Ale na pewno nie będziemy się od niego odcinać" - mówi poseł
Ireneusz Raś.
Rozterkami PO nie jest zdziwiony socjolog prof. Edmund Wnuk-Lipiński: "Wałęsa jest źle odbierany jako czynny polityk, dużo lepiej jako komentator polityki. To bardzo prawdopodobne, że
część elektoratu Platformy źle odbierze jego udział w demonstracji".
Lech Wałęsa jest we Włoszech. Do kraju wraca jutro.
W sobotę w Warszawie demonstracje organizują też PiS i LPR. Platforma traktuje to jako wyzwanie. Porównanie ma wypaść na korzyść tej partii, więc partyjna góra ciśnie doły, aby frekwencja
była jak najlepsza. Środkiem nacisku są listy wyborcze do samorządów. Listy jeszcze nie zostały złożone do Państwowej Komisji Wyborczej. Szefowie regionów, którzy
„nawalą” w czasie sobotniego marszu, mogą więc być pewni, że nie będą już mieli żadnego wpływu na skład tych list.