Dziennik Gazeta Prawana logo

Czasem się nie zgadzają, ale się potrzebują

12 października 2007, 13:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Po 100 dniach wspólnych rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie wydarzyło się nic zaskakującego. Prezydent i premier musieli tylko ustawić na nowo wzajemne relacje - pisze DZIENNIK.

Jak niełatwe to było zadanie, może świadczyć anegdota z czasu wyborów prezydenckich - zauważa DZIENNIK. Tuż przed debatą telewizyjną z Donaldem Tuskiem współpracownicy Lecha Kaczyńskiego zorientowali się, że ich kandydat nic nie jadł przez cały dzień. Na ostatnią chwilę Kaczyński dostał zapiekankę. Jednocześnie sztabowcy i Jarosław Kaczyński udzielali mu ostatnich rad przed debatą. Lech miał już wbić zęby w zapiekankę, gdy nagle spojrzał na brata i krzyknął: "Jarek, a ty jadłeś?". Jarosław na to odpowiedział, że jeszcze zdąży zjeść, a w tym momencie ważniejsza jest dyskusja przed debatą. Lech próbował oponować: "Ale Jarek, ty kiepsko wyglądasz" - pisze DZIENNIK.

Dziś bracia nie pozwalają sobie na takie sceny przy współpracownikach. W ogóle traktują sprawę wzajemnych relacji jak tajemnicę, dlatego większość polityków PiS nie potrafi wiele powiedzieć na ten temat. "O Wachowskim i Wałęsie czy Szymczysze i Kwaśniewskim krążyły zawsze jakieś anegdoty. A teraz cisza" - dziwi się jeden z posłów PiS.

Gdy 14 lipca szefem rządu został Jarosław Kaczyński, Polska stała się pierwszym na świecie krajem, gdzie dwie najważniejsze funkcje państwowe objęli bliźniacy. Opozycja alarmowała, że to niebezpieczne i niedemokratyczne połączenie. Jednym z łagodniejszych zarzutów była prognoza, że zagrozi nam „jednojajowa dyktatura. Jeszcze częściej mówiono, że prezydent nie jest politykiem samodzielnym i robi tylko to, co wskazuje mu brat, będący i premierem, i prezesem PiS. Jedno jest pewne: obaj bracia nie mogą bez siebie żyć, ale odkąd objęli najważniejsze funkcje w państwie, spotykają się bardzo rzadko.

Obaj wyrażają się o sobie z wielką estymą. Lech akceptuje rewolucyjną wizję swojego brata, ale coraz częściej nie zgadza się z jego pomysłami. Mimo to większość opinii publicznej uważa, że to Jarosław jest faktyczną głową państwa - pisze DZIENNIK. "Teraz, kiedy unikają publicznego pokazywania się razem, to dla nich mordęga. Oni naprawdę się potrzebują " - opowiada bliski znajomy Jarosława, poseł Leon Krasulski.

Na razie musi wystarczyć im telefon. Dzwonią do siebie kilka razy dziennie, także w sprawach prywatnych. A najczęstszym miejscem spotkań był rodzinny dom Kaczyńskich na warszawskim Żoliborzu. Premier tam bywa codziennie, prezydent wpada co weekend, aby odwiedzić matkę - czytamy w DZIENNIKU.




Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj