Mieszkańcy Tarnowa w głosowaniu zdecydowali jednak, że zostanie rajcą miejskim. I tu zaczęły się problemy posła Rojka, który liczył, że będzie mógł wybrać mandat poselski (ok. 9
tys. diety) lub radnego (ok. 1,5 tys. diety). Niestety, prawo tego nie przewiduje. Zgodnie z przepisami w takiej sytuacji mandat posła po prostu wygasa.
Małgorzata Pietkiewicz: Nie ma pan wrażenia, że koledzy z Sejmu trochę sobie na panu używają?
Józef Rojek: Mam. Jestem w stresującej sytuacji, chociaż spotykam się
też z pozytywnymi reakcjami, a nie tylko z kpinami.
A w pokera pan grywa?
Grałem i przegrywałem. Nie gram w pokera od lat studenckich. Karty mnie wciągały. Jak grałem i było dobrze, to wchodziłem w jeszcze jedno rozdanie i pula ciach! Tak jak teraz. Miałem ugrane,
mogłem się wycofać, ale ja zagrałem i... poszło...
Słyszał pan, jak marszałek Bronisław Komorowski mówił: – Zamienił stryjek siekierkę na kijek?
Nie wiem, co miał na myśli...
Może, że zamienił pan na gorsze?
Być może, ale jeśli ktoś decyduje się na pracę publiczną, to czy jest to duża ojczyzna, czy mała, wszędzie trzeba dobrze pracować.
Czyli, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?
Proszę nie zadawać takich trudnych pytań. To są dla mnie ciężkie chwile, popełniłem błąd w strategii.
A jak rodzina zareagowala na tę zmianę?
Rodzina jest bardziej dobita niż ja.
Widział pan reakcję Joachima Brudzińskiego, sekretarza generalnego PiS?
Na pewno się zdenerwował.
Nie, on się śmiał.
A co miał robić?
Koledzy klubowi mówią, że należy się panu tytuł frajera roku.
Można sobie tak używać, ale to jest przykre. Nie chciałbym być frajerem roku, ale jak się jest osobą publiczną, to trzeba się liczyć z różnymi określeniami, trzeba się jakoś przed tym
bronić. Ja się frajerem nie czuję, ale nie ukrywam, że nastąpił błąd w moim myśleniu. Nie chcę do tego wracać. Wolę myśleć o przyszłości, inaczej bym się zamęczył, zadręczył...
Nie będę miał miejsca tutaj, to pójdę do Tarnowa.