Małgorzata Pietkiewicz: Musi być pan przybity wynikami wyborów, dla LPR to klęska.
Roman Giertych*: Nastroje w Lidze są dobre. Po ostatnich wyborach parlamentarnych, mimo że wtedy dostaliśmy lepszy wynik, nastroje były fatalne. Sam oceniałem poprzednie wybory i prezydenckie, i
parlamentarne jako naszą wielką porażkę. Te uważam za sukces.
Jaki to sukces?
Przed wyborami samorządowymi sondaże dawały nam 1 – 2 procent poparcia, bez żadnych szans na samodzielne istnienie. I bez żadnych szans na wyrwanie się z tego uścisku, który
zgotowało nam PiS. Teraz przekonanie w partii jest takie, że najgorsze mamy za sobą. Obecny wynik, który osiągnęliśmy, daje nam szansę na przyszłość. Trzy miesiące temu, gdy szykowały
się przyśpieszone wybory, w partii był widoczny brak nadziei na przekroczenie progu wyborczego. Mimo że w wyborach samorządowych nie osiągnęliśmy pięciu procent – mamy szansę
odbudować się poza PiS, bo poparło nas blisko 700 tys. osób. Tego się nie spodziewaliśmy. Okazało się, że mamy swój elektorat, niezwiązany z adnym radiem. W moim przekonaniu jest on nowy,
bo duża część starego została wchłonięta przez PiS.
Nadal towarzyszy wam uczucie wsysania przez partię Jarosława Kaczyńskiego?
Czuliśmy się tak przez rok, ale teraz LPR zaczyna się odbudowywać.
Zatem PiS już wam niestraszne?
Paradoksalnie te wybory nas umocniły. Już nie boimy się przyszłych wyborów parlamentarnych. Jeżeli PiS zrobi jeszcze jeden
nieprzemyślany ruch, tak jak z usunięciem Andrzeja Leppera z rządu, to my mamy spokojne osiem procent popracia. Jeżeli obecna sytuacja będzie trwała dłużej, to będzie nam przybywało
zwolenników. Dlatego jesteśmy spokojni i mniej podatni na szantażowanie nas przez PiS przyspieszonymi wyborami.
Jak ma wyglądać ta odbudowa Ligi?
Pokażemy nowe twarze. Będzie nowy szef klubu parlamentarnego.
Kto to będzie?
Najprawdopodobniej poseł Szymon Pawłowski, wiceprzewodniczący komisji bankowej, albo Mirosław Orzechowski, wiceszef MEN.
Kto jeszcze?
Myślę, że do pojedynku medialnego wejdzie Robert Strąk.
Podobno Zygmunt Wrzodak wróci do Ligi?
To jest mało prawdopodobne.
Idzie zmiana? Liga już nie stawia tylko na młodych?
Prawda, i na młodych, i na starych.
A starzy to kto?
Jeden pomysł został już zrealizowany. Wicemarszałkiem Sejmu został Janusz Dobrosz, on nie należy do najmłodszych w Lidze, oczywiście jest młody duchem. To jest w tej chwili osoba numer dwa w
partii i ma być mocno z nią kojarzona. Kolejny to Robert Strąk, który dobiega czterdziestki.
Idzie czas 40- i 50-latków?
Ale też 30-latków. Sytuacja, że w mediach byli tylko młodzi politycy Ligi, wynikała wyłącznie z tego, że mają oni więcej czasu i są w Warszawie.
Pokolenie pana ojca, też będzie się pokazywało w telewizji?
Tych nie mamy zbyt wielu. Liga jest partią perspektywiczną, chcemy zrobić w najbliższych wyborach 10 procent, to będzie ciężka praca, ale cele są realne. Najważniejsze, że ruszyło do
przodu, nie ma powodu do dramatycznych ruchów, totalnej zmiany wizerunku. Jestem dobrej myśli, a bardzo się baliśmy tych wyborów samorządowych.
Skoro stawia pan na dojrzałych działaczy, to rozumiem, że Młodzież Wszechpolska trafi do tylnego szeregu?
Młodzieży nie ma organizacyjnie w Lidze. Poza tym są ludzie i ludzie. Jedni się nadają, inni nie.
A Wojciech Wierzejski, były szef Młodzieży Wszechpolskiej, się nadaje?
Jeżeli chodzi o kandydowanie w wyborach na prezydenta Warszawy posła Wierzejskiego, była to szarża na druty. Nie mieliśmy żadnych szans przy tak wyrazistych postaciach jak Marcinkiewicz czy
Borowski. Ale na Mazowszu wprowadzimy do najważniejszego w kraju sejmiku czterech radnych.
Czy to jest zasługą Wierzejskiego?
Nie, to nie jest jego sukces. Ale fakt posiadania kandydata na prezydenta Warszawy wpłynął na wynik na Mazowszu.
Ale on przegrał nawet z Majorem Frydrychem z Komitetu Gamoni i Krasnali.
Kandydat Samoobrony też przegrał z Frydrychem. Myśmy mieli jeden cel strategiczny – osiągnąć pięć procent. I prawie się udało.
Roman Giertych jest prezesem LPR, wicepremierem i ministrem edukacji