"O losach koalicji nie może przesądzać to czy współpracownik wicepremiera wykorzystywał kobiety czy nie. To kwestia stosunku pana Leppera i Samoobrony do pana Łyżwińskiego" - mówi DZIENNIKOWI wicepremier Ludwik Dorn.
Agnieszka Sopińska, Piotr Gursztyn: PiS odrzuca propozycję PO. Nie chcecie wyrzucić z rządu Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. Z radością przyjmujecie ich
deklarację, że pomogą wam przy uchwalaniu budżetu. Ale na przyspieszone wybory nie ma waszej zgody. Dlaczego? Boicie się skrócenia kadencji?
Ludwik Dorn* Platforma Obywatelska nie powiedziała, że traktuje swój pakiet propozycji jako jedną, nierozerwalną całość. Więc skoro chce poprzeć budżet to przyjmujemy to z autentyczną radością. Nie akceptujemy natomiast takiego typu relacji, w którym partia opozycyjna będzie dyktować nam skład rządu. Jeśli zaś chodzi o przedterminowe wybory to nie jest to kwestia naszych lęków, bądź ich braku. Są one dopuszczalne w sytuacji, gdy dzieje się coś nadzwyczajnego, niesłychanego dla całości funkcjonowania państwa. To nie ma teraz miejsca. Od półtora roku w Polsce trwa nieustająca kampania, mieliśmy wybory parlamentarne, prezydenckie i samorządowe. Nie widzimy żadnej narodowej racji, by ten okres politycznej bitwy przedłużać o kolejne miesiące.
Co jest większym ryzykiem dla PiS: narażanie się na dalsze takie sytuacje jak ta z Samoobroną, czy też zerwanie koalicji i doprowadzenie do wcześniejszych wyborów?
Nie sprowadzajmy wszystkiego do słupków sondażowych. Notowania partyjne to rzecz ważna dla przywódców partyjnych, ale jeżeli się rządzi to nie jest to jedyna kwestia. Dla opozycji to oczywiście rzecz najważniejsza. W tej chwili jest kwestia posła Stanisława Łyżwińskiego, a to nie jest problem rządzenia krajem. To sprawa jednego człowieka i tego jak Samoobrona się do tego odnosi. Czym innym jest sprawa, czy prokuratura postawi zarzuty Andrzejowi Lepperowi. Jeżeli tak się stanie to w tym samym dniu nie będzie Leppera w rządzie, taka jest decyzja premiera Jarosława Kaczyńskiego. A jakie decyzje podejmie wtedy Samoobrona to za wcześnie teraz o tym mówić.
Ale to nie jest kwestia słupków, tylko wiarygodności PiS. Szliście do wyborów z hasłem rewolucji moralnej. Teraz jak się patrzy na to wszystko, to trudno dostrzec w tym jakąkolwiek odnowę moralną. Jeden wicepremier wywodzi się z ugrupowania, w którym działacze mieli związki z neonazistami, drugi wasz koalicjant został oskarżony przez byłą działaczkę partyjną o wykorzystywanie seksualne. Gdzie tu miejsce na rewolucję moralną?
Całkowicie odrzucam taki sposób myślenia, w którym o losach koalicji ma przesądzać to czy współpracownik wicepremiera wykorzystywał kobiety czy nie. To kwestia stosunku pana Leppera i Samoobrony do pana Łyżwińskiego. Jeżeli zaś chodzi o pana Giertycha, to przypominam sobie, że składał on kwiaty w Jedwabnem. A poza tym natychmiast po ujawnieniu nagrania z neonazistowskiej imprezy zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa.
Ale co z obietnicą rewolucji moralnej?
Nigdy nie twierdziliśmy, że rządzący dokonują rewolucji moralnej. To pewien proces w społeczeństwie. Mamy nadzieję, że będzie się dokonywał. Także dzięki programowi zmian jakie wprowadzamy.
Co chwila media ujawniają jakieś kompromitujące fakty obciążające koalicjantów PiS. A wy mówicie, że tak naprawdę nic się nie stało: Giertych sam zawiadomił prokuraturę a Lepper nie ma prokuratorskich zarzutów.
Mamy takich koalicjantów. Nie twierdzę, że w ogóle nie ma problemu. Wolelibyśmy oczywiście, aby takie zarzuty się nie pojawiały.
W przypadku skandali może jednak zebrać się ich tyle, że będziecie musieli powiedzieć: z tymi panami nie da się już rządzić. Nie spodziewa się pan tego?
Nie chcę odpowiadać na pytania w trybie warunkowym, bo potem taka odpowiedź staje się faktem politycznym.
Ale takie pytanie chyba pan sam sobie zadawał, bo przecież pan nie był entuzjastą tej koalicji.
Nie byłem entuzjastą koalicji z tymi partiami w początkach tego roku. Potem publicznie przyznałem, że się myliłem. Nie jestem wielkim entuzjastą tej koalicji, ale uznaję, że w obecnej sytuacji parlamentarnej to jedyne możliwe rozwiązanie. Nie jestem za podtrzymywaniem jej za każdą cenę, ale głęboko mnie niepokoi, że dyskutujemy o przedterminowych wyborach i składzie rządu w kontekście badań nad materiałem genetycznym posła Łyżwińskiego.
To nie jest tylko kwestia Łyżwińskiego. Przez cały tydzień słyszeliśmy zadziwiające wypowiedzi ważnych polityków Samoobrony, którzy komentując tę aferę zaprezentowali się od najgorszej strony.
Nigdy nie ukrywałem, że istnieje bardzo znacząca odmienność estetyczno-kulturowa pomiędzy PiS a Samoobroną, i że nie jest to koalicjant wymarzony.
Pan mówi, że to jedyna możliwa teraz koalicja. Przetrwa do końca kadencji?
Istnieją takie szanse. Choć nie wiem, co będzie jeżeli będą postawione zarzuty Lepperowi. Nie wiemy jak wtedy zachowa się Samoobrona.
Powiedział pan, że przyspieszone wybory byłyby szkodliwe dla państwa. Czy nie byłyby też szkodliwe dla PiS?
O tym zdecydują wyborcy. Nie jest wystarczającym powodem do przeprowadzenia przedterminowych wyborów chęć weryfikacji hipotez formułowanych w oparciu o sondaże.
Ludwik Dorn jest wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych i administracji
Ludwik Dorn* Platforma Obywatelska nie powiedziała, że traktuje swój pakiet propozycji jako jedną, nierozerwalną całość. Więc skoro chce poprzeć budżet to przyjmujemy to z autentyczną radością. Nie akceptujemy natomiast takiego typu relacji, w którym partia opozycyjna będzie dyktować nam skład rządu. Jeśli zaś chodzi o przedterminowe wybory to nie jest to kwestia naszych lęków, bądź ich braku. Są one dopuszczalne w sytuacji, gdy dzieje się coś nadzwyczajnego, niesłychanego dla całości funkcjonowania państwa. To nie ma teraz miejsca. Od półtora roku w Polsce trwa nieustająca kampania, mieliśmy wybory parlamentarne, prezydenckie i samorządowe. Nie widzimy żadnej narodowej racji, by ten okres politycznej bitwy przedłużać o kolejne miesiące.
Co jest większym ryzykiem dla PiS: narażanie się na dalsze takie sytuacje jak ta z Samoobroną, czy też zerwanie koalicji i doprowadzenie do wcześniejszych wyborów?
Nie sprowadzajmy wszystkiego do słupków sondażowych. Notowania partyjne to rzecz ważna dla przywódców partyjnych, ale jeżeli się rządzi to nie jest to jedyna kwestia. Dla opozycji to oczywiście rzecz najważniejsza. W tej chwili jest kwestia posła Stanisława Łyżwińskiego, a to nie jest problem rządzenia krajem. To sprawa jednego człowieka i tego jak Samoobrona się do tego odnosi. Czym innym jest sprawa, czy prokuratura postawi zarzuty Andrzejowi Lepperowi. Jeżeli tak się stanie to w tym samym dniu nie będzie Leppera w rządzie, taka jest decyzja premiera Jarosława Kaczyńskiego. A jakie decyzje podejmie wtedy Samoobrona to za wcześnie teraz o tym mówić.
Ale to nie jest kwestia słupków, tylko wiarygodności PiS. Szliście do wyborów z hasłem rewolucji moralnej. Teraz jak się patrzy na to wszystko, to trudno dostrzec w tym jakąkolwiek odnowę moralną. Jeden wicepremier wywodzi się z ugrupowania, w którym działacze mieli związki z neonazistami, drugi wasz koalicjant został oskarżony przez byłą działaczkę partyjną o wykorzystywanie seksualne. Gdzie tu miejsce na rewolucję moralną?
Całkowicie odrzucam taki sposób myślenia, w którym o losach koalicji ma przesądzać to czy współpracownik wicepremiera wykorzystywał kobiety czy nie. To kwestia stosunku pana Leppera i Samoobrony do pana Łyżwińskiego. Jeżeli zaś chodzi o pana Giertycha, to przypominam sobie, że składał on kwiaty w Jedwabnem. A poza tym natychmiast po ujawnieniu nagrania z neonazistowskiej imprezy zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa.
Ale co z obietnicą rewolucji moralnej?
Nigdy nie twierdziliśmy, że rządzący dokonują rewolucji moralnej. To pewien proces w społeczeństwie. Mamy nadzieję, że będzie się dokonywał. Także dzięki programowi zmian jakie wprowadzamy.
Co chwila media ujawniają jakieś kompromitujące fakty obciążające koalicjantów PiS. A wy mówicie, że tak naprawdę nic się nie stało: Giertych sam zawiadomił prokuraturę a Lepper nie ma prokuratorskich zarzutów.
Mamy takich koalicjantów. Nie twierdzę, że w ogóle nie ma problemu. Wolelibyśmy oczywiście, aby takie zarzuty się nie pojawiały.
W przypadku skandali może jednak zebrać się ich tyle, że będziecie musieli powiedzieć: z tymi panami nie da się już rządzić. Nie spodziewa się pan tego?
Nie chcę odpowiadać na pytania w trybie warunkowym, bo potem taka odpowiedź staje się faktem politycznym.
Ale takie pytanie chyba pan sam sobie zadawał, bo przecież pan nie był entuzjastą tej koalicji.
Nie byłem entuzjastą koalicji z tymi partiami w początkach tego roku. Potem publicznie przyznałem, że się myliłem. Nie jestem wielkim entuzjastą tej koalicji, ale uznaję, że w obecnej sytuacji parlamentarnej to jedyne możliwe rozwiązanie. Nie jestem za podtrzymywaniem jej za każdą cenę, ale głęboko mnie niepokoi, że dyskutujemy o przedterminowych wyborach i składzie rządu w kontekście badań nad materiałem genetycznym posła Łyżwińskiego.
To nie jest tylko kwestia Łyżwińskiego. Przez cały tydzień słyszeliśmy zadziwiające wypowiedzi ważnych polityków Samoobrony, którzy komentując tę aferę zaprezentowali się od najgorszej strony.
Nigdy nie ukrywałem, że istnieje bardzo znacząca odmienność estetyczno-kulturowa pomiędzy PiS a Samoobroną, i że nie jest to koalicjant wymarzony.
Pan mówi, że to jedyna możliwa teraz koalicja. Przetrwa do końca kadencji?
Istnieją takie szanse. Choć nie wiem, co będzie jeżeli będą postawione zarzuty Lepperowi. Nie wiemy jak wtedy zachowa się Samoobrona.
Powiedział pan, że przyspieszone wybory byłyby szkodliwe dla państwa. Czy nie byłyby też szkodliwe dla PiS?
O tym zdecydują wyborcy. Nie jest wystarczającym powodem do przeprowadzenia przedterminowych wyborów chęć weryfikacji hipotez formułowanych w oparciu o sondaże.
Ludwik Dorn jest wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych i administracji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|