"PiS popełnia błąd odrzucając naszą propozycję, ale kolejne afery zmiotą koalicję" - zapowiada w rozmowie z DZIENNIKIEM Grzegorz Schetyna, sekterarz generalny Platformy Obywatelskiej.
Anna Wojciechowska: PiS odrzuca ofertę Platformy. I co pan na to?
Grzegorz Schetyna: To jest zła decyzja, bo wpisuje PiS jeszcze bardziej w koalicję z Samooborną i LPR. Nasza propozycja była wyrazem walki o przyzwoitość w polityce. Nie znajduje w odpowiedzi PiS jakiegokolwiek racjonalnego agrumentu dla decyzji o jej odrzuceniu. Widać niestety tylko przemożną chęć trwania w koalicji z ludźmi, o których sam premier Kaczyński mówił, że mają marną reputację.
Termin wyborów nie może zależeć od wyników badań genetycznych posła Łyżwińskiego - argumentuje wicepremier Dorn.
To jest smutna odpowiedź. Trudno dyskutować o tym, czy udział członków koalicji rządzącej w aferze seksualnej to jest to, na co czekali ludzie, którzy głosowali na PiS. Uważaliśmy, że po serii kompromitacji i skandali również w PiS przyjdzie czas na refleksję, by wszystko zacząć od początku. Taką refleksją może być proponowana przez nas rozmowa nad zmianą konstytucji, która uniemożliwi przestępcom zasiadanie w Sejmie. PiS jednak zaczął mówić o budżecie, z góry skazując się na funkcjonowanie między Lepperem a Giertychem.
Nie do końca. PiS ucieszył się, że jest szansa na dogadnie się w sprawie budżetu z opozycją.
Chcieliśmy ułatwić przyjęcie budżetu, tylko jeśli elementem umowy byłoby przyspieszenie wyborów. Bo problemem numer jeden jest dziś ten Sejm, który kompromituje całą scenę polityczną. Dziś to Sejm jest rozsadnikiem zła. I sądziliśmy, że PiS podziela ten sposób myślenia, że to myślenie, podobnie jak przed wyborami jest dla nas wspólne. Ale się zawiedliśmy.
Zawiedliście się? Nikt nie wierzy, że mogliście szczerze liczyć na to, że PiS przyjmie tą propozycję.
Przeciwnie. Mieliśmy sygnały z PiS, że ta propozycja będzie poważnie rozpatrzona. Mieliśmy podstawy, by sądzić, że PiS widzi, że próg kompromitacji został przekroczony.
Musieliście sobie zdawać sprawę, że to by była polityczna kapitulacja PiS.
Ale honorowa.
Dla nich nie do końca, bo to wy byście przejęli incjatywę.
Ale przecież to nie my byśmy decydowali, kto wygra wybory. Wspólnie z PiS chcieliśmy wyrzucić tych, którzy kompromitują polski parlament i razem z PiS rozmawiać o uchwaleniu prorozwojego budżetu. To nie wymaga kapitulacji ze strony PiS, tylko zmiany spojrzenia. Politycy PiS za bardzo patrzą dziś na życie polityczne oczam Leppera i Gietycha.
Ale co PiS zyskałoby na tej ofercie? W praktyce oznaczałoby, że musi się pożegnać z władzę.
Tego nie wiemy, bo nie wiemy, jaki byłby wynik wyborów. Te wybory byłyby z pewnością szansą, by w parlamencie nie było takich ugrupować jak Samooborna i LPR, co przełożyłoby się na normalizację sceny politycznej. A tak na razie traci Polska. Kompromitacja życia publicznego - to jest wymierna strata. IV RP, któr zapowiadał PiS, ma twarz Wierzejskiego i Łyżwińskiego.
PiS boi się wyborów?
Trudno inaczej ocenić ich zachowanie. Nie zadali nam żadnego merytorycznego pytania o tę propozycję. Usłyszeliśmy tylko gardłowe: nie, tylko nie wybory! PiS ewidentnie wchodzi w etap, na którym kiedyś AWS a potem SLD, z uporem godnym lepszej sprawy trwały w okopach świętej trójcy, patrząc na dramatycznie spadające sondaże. Mówiąc, po kolejnej aferze, że nic się nie stało, PiS idzie tą samą drogą. Bo twierdzenie dziś, że nic złego się dzieje to żart. Wszyscy mamy świadomość, że jesteśmy świadkiem kolejnej afery.
Może PiS podjąłby rozmowę z wami, gdybyście złożyli im osobiście tę propozycję, a nie na konferencji prasowej, co uznali za chwyt propogandowy.
My uznaliśmy, że po taśmach Begerowej i różnych dziwnych przypadkach w naszych relacjach personalnych, lepiej jest przesyłać komunikaty przy otwartej kurtynie niż w zaciszu gabinetów. Uważaliśmy, że choć różnimy się w wielu sprawach o elementarnych problemach możemy wspólnie rozmawiać. A opinii publicznej należy się prawo do obserwowania tego.
Czy dziś wierzycie jeszcze w przyspieszone wybory?
Przyspieszone wybory będą na pewno. To tylko kwestia czasu. Ludzie skupieni w tej koalicji będą generować następne afery. I jest tylko pytanie, jak długo PiS będzie czekać. To, że nie zdecydowali się teraz tego przerwać przyjmując naszą propozycję, to błąd polityczny, który będzie ich dużo kosztował.
A macie jakieś inne pomysły na odsunięcie tej koalicji od władzy?
Z pewnością nie będziemy udawać, że nic się nie stało po tych aferach. Jakieś kroki będą. Najpierw zobaczymy, czy PiS podpisze sie pod naszym wnioskiem o zmianę konstytucji.
Grzegorz Schetyna: To jest zła decyzja, bo wpisuje PiS jeszcze bardziej w koalicję z Samooborną i LPR. Nasza propozycja była wyrazem walki o przyzwoitość w polityce. Nie znajduje w odpowiedzi PiS jakiegokolwiek racjonalnego agrumentu dla decyzji o jej odrzuceniu. Widać niestety tylko przemożną chęć trwania w koalicji z ludźmi, o których sam premier Kaczyński mówił, że mają marną reputację.
Termin wyborów nie może zależeć od wyników badań genetycznych posła Łyżwińskiego - argumentuje wicepremier Dorn.
To jest smutna odpowiedź. Trudno dyskutować o tym, czy udział członków koalicji rządzącej w aferze seksualnej to jest to, na co czekali ludzie, którzy głosowali na PiS. Uważaliśmy, że po serii kompromitacji i skandali również w PiS przyjdzie czas na refleksję, by wszystko zacząć od początku. Taką refleksją może być proponowana przez nas rozmowa nad zmianą konstytucji, która uniemożliwi przestępcom zasiadanie w Sejmie. PiS jednak zaczął mówić o budżecie, z góry skazując się na funkcjonowanie między Lepperem a Giertychem.
Nie do końca. PiS ucieszył się, że jest szansa na dogadnie się w sprawie budżetu z opozycją.
Chcieliśmy ułatwić przyjęcie budżetu, tylko jeśli elementem umowy byłoby przyspieszenie wyborów. Bo problemem numer jeden jest dziś ten Sejm, który kompromituje całą scenę polityczną. Dziś to Sejm jest rozsadnikiem zła. I sądziliśmy, że PiS podziela ten sposób myślenia, że to myślenie, podobnie jak przed wyborami jest dla nas wspólne. Ale się zawiedliśmy.
Zawiedliście się? Nikt nie wierzy, że mogliście szczerze liczyć na to, że PiS przyjmie tą propozycję.
Przeciwnie. Mieliśmy sygnały z PiS, że ta propozycja będzie poważnie rozpatrzona. Mieliśmy podstawy, by sądzić, że PiS widzi, że próg kompromitacji został przekroczony.
Musieliście sobie zdawać sprawę, że to by była polityczna kapitulacja PiS.
Ale honorowa.
Dla nich nie do końca, bo to wy byście przejęli incjatywę.
Ale przecież to nie my byśmy decydowali, kto wygra wybory. Wspólnie z PiS chcieliśmy wyrzucić tych, którzy kompromitują polski parlament i razem z PiS rozmawiać o uchwaleniu prorozwojego budżetu. To nie wymaga kapitulacji ze strony PiS, tylko zmiany spojrzenia. Politycy PiS za bardzo patrzą dziś na życie polityczne oczam Leppera i Gietycha.
Ale co PiS zyskałoby na tej ofercie? W praktyce oznaczałoby, że musi się pożegnać z władzę.
Tego nie wiemy, bo nie wiemy, jaki byłby wynik wyborów. Te wybory byłyby z pewnością szansą, by w parlamencie nie było takich ugrupować jak Samooborna i LPR, co przełożyłoby się na normalizację sceny politycznej. A tak na razie traci Polska. Kompromitacja życia publicznego - to jest wymierna strata. IV RP, któr zapowiadał PiS, ma twarz Wierzejskiego i Łyżwińskiego.
PiS boi się wyborów?
Trudno inaczej ocenić ich zachowanie. Nie zadali nam żadnego merytorycznego pytania o tę propozycję. Usłyszeliśmy tylko gardłowe: nie, tylko nie wybory! PiS ewidentnie wchodzi w etap, na którym kiedyś AWS a potem SLD, z uporem godnym lepszej sprawy trwały w okopach świętej trójcy, patrząc na dramatycznie spadające sondaże. Mówiąc, po kolejnej aferze, że nic się nie stało, PiS idzie tą samą drogą. Bo twierdzenie dziś, że nic złego się dzieje to żart. Wszyscy mamy świadomość, że jesteśmy świadkiem kolejnej afery.
Może PiS podjąłby rozmowę z wami, gdybyście złożyli im osobiście tę propozycję, a nie na konferencji prasowej, co uznali za chwyt propogandowy.
My uznaliśmy, że po taśmach Begerowej i różnych dziwnych przypadkach w naszych relacjach personalnych, lepiej jest przesyłać komunikaty przy otwartej kurtynie niż w zaciszu gabinetów. Uważaliśmy, że choć różnimy się w wielu sprawach o elementarnych problemach możemy wspólnie rozmawiać. A opinii publicznej należy się prawo do obserwowania tego.
Czy dziś wierzycie jeszcze w przyspieszone wybory?
Przyspieszone wybory będą na pewno. To tylko kwestia czasu. Ludzie skupieni w tej koalicji będą generować następne afery. I jest tylko pytanie, jak długo PiS będzie czekać. To, że nie zdecydowali się teraz tego przerwać przyjmując naszą propozycję, to błąd polityczny, który będzie ich dużo kosztował.
A macie jakieś inne pomysły na odsunięcie tej koalicji od władzy?
Z pewnością nie będziemy udawać, że nic się nie stało po tych aferach. Jakieś kroki będą. Najpierw zobaczymy, czy PiS podpisze sie pod naszym wnioskiem o zmianę konstytucji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|