Przez ostatnie lata modne było zastanawianie się nad tym, czy wybaczyć sprawcom stanu wojennego, jak im wybaczyć i tym podobne. Otóż jako chrześcijanin nie mogę wybaczyć sprawcom stanu wojennego i nigdy tego nie zrobię - pisze w DZIENNIKU Władysław Bartoszewski.
Choćby dlatego, że przyjmuję w kwestii wybaczania bardzo ścisłe zasady, które wpojono mi na naukach religii w szkole. Do wybaczenia jest potrzebne wyznanie winy,
próba naprawienia zła, pokuta i mocne postanowienie poprawy. To winny powinien wystąpić z wolą i inicjatywą, żeby mu wybaczono. Tymczasem sprawcy stanu wojennego do dziś czują się z siebie
bardzo zadowoleni. Nie ma żadnych deklaracji z ich strony, że od swoich ofiar - a przecież ofiarą stanu wojennego padł cały naród i konsekwencje tego czynu odczuwaliśmy bardzo długo -
jakiegokolwiek wybaczenia oczekują.
W tej sytuacji nie można biegać po ulicy i krzyczeć „ja wybaczam”! A już szczególnie nieprzyjemne i obłudne jest wybaczanie sprawcom stanu wojennego przez jakiegokolwiek polityka czy osobę publiczną w imieniu narodu. W Polsce jedyną osobą, która miała autorytet pozwalający wybaczać w imieniu całej zbiorowości, był Jan Paweł II. Jednak nie jest mi wiadome, żeby Ojciec Święty kiedykolwiek powiedział, że bezwarunkowo i bez względu na intencje czy przyszłe zachowania wybacza autorom stanu wojennego. Takiej wypowiedzi papieskiej ja nie znam, choć - jak mi się wydaje - przeczytałem wszystko, co papież na temat stanu wojennego i polskiej historii powiedział.
O stanie wojennym, zamiast w kategoriach wybaczania, należy dzisiaj raczej myśleć i mówić w kategoriach osądzenia jego sprawców lub choćby dokładnego opisania ich win. Czekałem na to od 1989 roku, ale się nie doczekałem. Oczywiście najbardziej satysfakcjonujące by było, żeby ludzie winni sami poczuwali się do winy i głośno się do niej przyznali. Wtedy nie uważałbym ich za odstępców od interesu narodu, tylko mógłbym ich potraktować jako ludzi, którzy ciężko zbłądzili. Ale ponieważ sam mam już 85 lat, to raczej nie wierzę, że się czegoś takiego z ich strony doczekam.
W tej sytuacji nie można biegać po ulicy i krzyczeć „ja wybaczam”! A już szczególnie nieprzyjemne i obłudne jest wybaczanie sprawcom stanu wojennego przez jakiegokolwiek polityka czy osobę publiczną w imieniu narodu. W Polsce jedyną osobą, która miała autorytet pozwalający wybaczać w imieniu całej zbiorowości, był Jan Paweł II. Jednak nie jest mi wiadome, żeby Ojciec Święty kiedykolwiek powiedział, że bezwarunkowo i bez względu na intencje czy przyszłe zachowania wybacza autorom stanu wojennego. Takiej wypowiedzi papieskiej ja nie znam, choć - jak mi się wydaje - przeczytałem wszystko, co papież na temat stanu wojennego i polskiej historii powiedział.
O stanie wojennym, zamiast w kategoriach wybaczania, należy dzisiaj raczej myśleć i mówić w kategoriach osądzenia jego sprawców lub choćby dokładnego opisania ich win. Czekałem na to od 1989 roku, ale się nie doczekałem. Oczywiście najbardziej satysfakcjonujące by było, żeby ludzie winni sami poczuwali się do winy i głośno się do niej przyznali. Wtedy nie uważałbym ich za odstępców od interesu narodu, tylko mógłbym ich potraktować jako ludzi, którzy ciężko zbłądzili. Ale ponieważ sam mam już 85 lat, to raczej nie wierzę, że się czegoś takiego z ich strony doczekam.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|