Dziennik Gazeta Prawana logo

Dla wiceministra policjanci to chłopcy na posyłki

12 października 2007, 14:49
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Śledczy z warszawskiej Prokuratury Okręgowej zbadają, czy Marek Surmacz, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, nie popełnił przestępstwa - pisze DZIENNIK. Surmacz nie czuje się winny. "Jeszcze sto razy wysłałbym policjantów, aby dostarczyli kanapki głodnej pani minister" - mówi.
Wczoraj DZIENNIK opisał, jak 30 listopada wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Marek Surmacz pomógł swojej koleżance z rządu, wiceminister pracy Elżbiecie Rafalskiej. Patrol policjantów z komisariatu kolejowego - na jego polecenie - kupił podróżującej właśnie pociągiem urzędniczce dwa hamburgery, sałatkę i napój - i przyniósł w czasie postoju we Wrocławiu. Rafalska poskarżyła się wcześniej Surmaczowi, że jest głodna.

Teraz prokuratura sprawdzi, czy Surmacz nie przekroczył swoich uprawnień. "To zachowanie zostanie wyjaśnione w toku postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie" - powiedział nam wczoraj Jerzy Engelking, zastępca prokuratora generalnego. "Zbadamy, czy wyczerpuje znamiona czynu karalnego. Lub czynów karalnych" - podkreśla wiceminister sprawiedliwości. Policjanci z dworca - kobieta i mężczyzna - którzy wykonali polecenie, nie zostaną ukarani.

Marek Surmacz nie czuje się winny. "Jeszcze sto razy wysłałbym policjantów, aby dostarczyli kanapki głodnej pani minister" - powiedział. A sama Rafalska zapowiedziała w Radiu Zet, że gotowa jest podać się do dymisji, jeśli - jak powiedziała - opinia publiczna uzna, że z powodu hamburgera można zmienić skład rządu.

Ta sprawa zbulwersowała policjantów, bo zaledwie 24 godziny po historii z dostarczaniem hamburgerów we Wrocławiu inna para policjantów z komisariatu kolejowego - tym razem w Warszawie - odwoziła w nocy do Siedlec dyrektora Tomasza Serafina, szefa departamentu bezpieczeństwa publicznego MSWiA. Serafin bawił się na imprezie razem z innymi pracownikami ministerstwa. Odwożący go policjanci Justyna Zawadka i Tomasz Twardo w powrotnej drodze zginęli w wypadku samochodowym.

"Ujawniliście mały fragment zepsucia, jakie panuje w ministerstwie pod rządami byłego sierżanta Surmacza. To jest psucie policji, czyli osłabianie bezpieczeństwa kraju. Policjanci mają narażać życie i minutę później z uśmiechem dostarczać kanapki? Mam nadzieję, że pani wiceminister choć napiwek dała" - ironizuje Roman Wierzbicki, szef policyjnego związku zawodowego na Śląsku.

"Pan Surmacz powinien podać swój numer telefonu do publicznej wiadomości, jest mnóstwo kobiet jeżdżących pociągami, wiele z nich na pewno jest głodnych" - mówi nam były minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik.

Wczoraj próbowaliśmy kilkakrotnie skontaktować się w tej sprawie z przełożonym Marka Surmacza, ministrem spraw wewnętrznych i administracji Ludwikiem Dornem. Był nieuchwytny, w pracy go nie było. Surmacz odebrał nasz telefon, ale gdy usłyszał, kto dzwoni, rzucił tylko: "Nie rozmawiam z wami" i przerwał połączenie.





Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj