To była nieroztropność wiceministra Surmacza. Zwróciłem mu uwagę i to wystarczy - to jedyna reakcja wicepremiera Ludwika Dorna na skandal z udziałem jego zastępcy. W ubiegłym tygodniu Marek Surmacz kazał policjantom na służbie kupić hamburgery dla swojej koleżanki z rządu.
Ludwik Dorn miał niewiele do powiedzenia na temat afery z hamburgerami. Wygląda więc na to, że Marek Surmacz nie poniesie żadnej kary za swoje postępowanie.
Czy to znaczy, że w całym resorcie spraw wewnętrznych panują takie same zasady? Czy z policjantami można robić, co się chce - wykorzystywać jako taksówkarzy lub dostawców jedzenia? Marek Surmacz twierdzi, że wysyłanie policjantów po hamburgery dla koleżanki z rządu to nic złego i następnym razem zrobiłby tak samo.
"Ludzkim odruchem" nazywa to też sama wiceminister pracy Elżbieta Rafalska, która mimo że hamburgerów nie lubi, od policjantów chętnie je wzięła.
Na "najcięższe" słowa zdobył się wiceminister Dorn. Wszystko to nazwał "nieroztropnością". I tyle.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl