Psy zachowywały się zupełnie inaczej niż ludzie. Nie przeszkadzało im, że ich psi koledzy są z innych partii. Nawet na siebie nie warczały. A gdyby właściciele im pozwolili, to pewnie by się nawet ze sobą pobawiły.
Zwierzaki w Sejmie zachowywały się też bardzo grzecznie. Grzywacze chińskie poseł SLD Izabeli Jarugi-Nowackiej czy jamnik Jolanty Hibner z PO tylko trochę się zdziwiły, że tak często są fotografowane.
Straż Marszałkowska nie robiła żadnych problemów posłom. Właścicieli zapytali tylko o legitymacje poselskie. Uznali widać, że skoro marszałek przyprowadził swoją Sabę do Sejmu, to zwykłym posłom też wolno.
Nie wiadomo tylko, jak to sprowadzanie psów przyjmie premier, właściciel kota Alika. Choć nie od dziś wiadomo, że rządząca koalicja dogaduje się z opozycją jak... pies z kotem.