Dziennik Gazeta Prawana logo

Zyzak broni "solidarnościowej przeszłości" Kaczyńskich

7 września 2010, 08:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zyzak chce dalej pisać o Lechu Wałęsie
Zyzak chce dalej pisać o Lechu Wałęsie/Inne
By dokonać reinterpretacji najnowszej historii, część dawnych opozycjonistów kwestionuje - wbrew faktom - solidarnościową przeszłość Lecha i Jarosława Kaczyńskich - pisze w "Naszym Dzienniku" Paweł Zyzak, autor głośnej publikacji "Lech Wałęsa - biografia polityczna...".

W obszernym artykule historyk z Bielska-Białej pisze m.in., że "nie można inaczej niż krytycznie oceniać słów Lecha Wałęsy o marginalnej roli zwłaszcza Lecha Kaczyńskiego latem 1980 roku. Jeszcze pięć minut przed strajkiem Wałęsa nie mógłby powiedzieć, że w WZZ więcej znaczy od Kaczyńskiego. Ba, cztery dni po strajku Kaczyński uczestniczył w naradzie KOR i WZZ, na której ważyły się losy przywództwa Wałęsy. Kuroń z Borusewiczem forsowali wtedy, odrzucający zdobycze Sierpnia, koncept związku oparty na komisjach robotniczych oraz plan usunięcia elektryka z dotychczasowej pozycji. Pierwszemu pomysłowi skutecznie oparł się Kaczyński, drugiemu - Wyszkowski".

"Jednakże w osłupienie wprawia dopiero głos Jerzego Borowczaka. Działacza, który pięć minut przed strajkiem i pięć minut po strajku w stoczni nie był równorzędnym partnerem w dyskusji dla żadnego z braci Kaczyńskich" - podkreśla Zyzak. "Borowczak w latach 1980-1981 realizował w Komisji Zakładowej NSZZ >>Solidarność<< Stoczni Gdańskiej interesy Wałęsy. Na jego polecenie brał udział w wyeliminowaniu Anny Walentynowicz z władz gdańskiej >>Solidarności<< w 1981 r., a następnie przyczynił się do szykanowania działaczki na terenie zakładu".

"Jeśli nawet ktoś podejmuje próby reinterpretacji historii, to powinien wiedzieć, że w ostatnim stuleciu mało komu powiodły się one w 100 procentach. Zachowanie najbardziej wpływowych osób w państwie budzi niepokój o to, iż przejęły one metody, które zainstalował w Polsce odrzucony w 1989 r. przez Polaków ustrój. Idą one, o zgrozo, w parze z postulatami wycofywania czy wręcz palenia niektórych książek historycznych oraz z osobliwą torturą - wynalazkiem III RP - ciągania wydawnictw i historyków po sądach" - konkluduje autor publikacji w "Naszym Dzienniku".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj