O tym, że Naczelny Prokurator Wojskowy zawiesił jednego z prokuratorów prowadzących śledztwo ws. katastrofy Tu-154 M poinformował w piątek rzecznik NPW. Przeciwko prokuratorowi prowadzone jest też postępowanie dyscyplinarne.

Reklama

Chodzi - według informacji medialnych - o prokuratora Marka Pasionka, który miał zwracać się nieoficjalnie do Amerykanów o pomoc w uzyskaniu dowodów przydatnych w śledztwie i przekazać im część materiałów z polskiego postępowania.

Kaczyński ocenił na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie, że Pasionek był nie tylko formalnie zaangażowany w śledztwo, ale też osobiście. "To był człowiek, który rzeczywiście dążył do prawdy i w ramach tego dążenia prowadził różne rozmowy, także na przykład z Amerykanami i dzisiaj, także z tego względu jest zawieszony. Można przewidzieć, że utracił możliwość uczestnictwa w pracy nad wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej" - powiedział prezes PiS.

"Wszystko wskazuje na to, że nasi przyjaciele są w Moskwie, a nieprzyjaciele - w Waszyngtonie - otóż ja przypominam, że NATO powstało po to, aby przeciwstawić się ekspansji Związku Radzieckiego, a dzisiaj jest naszą jedyną gwarancją, która nas chroni przed potencjalną ekspansją, także militarną, ze strony Rosji" - uważa prezes PiS.

Jak ocenił Rosja "wyraźnie wraca na stare tory polityczne, na tor polityki budowania stref wpływów, na tor polityki, który nam może potencjalnie zagrażać, jeśli już dzisiaj bardzo poważnie nie zagraża".

Kaczyński powiedział też, że cieszy się z tego, że prokurator generalny Andrzej Seremet nie wiedział o zawieszeniu Pasionka. "Ale mam nadzieję, że prokurator Seremet podejmie odpowiednie działania" - dodał.



Prokurator Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej poinformował w piątek PAP, że decyzja o zawieszeniu jednego z prokuratorów nie była konsultowana z PG, dlatego Seremet zwrócił się o przedstawienie jej powodów.

Według prezesa PiS, sprawa prokuratora Pasionka ma "dodatkowy wymiar", bo tym, który podejmuje wobec niego tak "daleko idące" decyzje, jest Naczelny Prokurator Wojskowy gen. Krzysztof Parulski.

Reklama

"Bardzo bym prosił państwa, jesteście dziennikarzami, aby się zapoznać z jego życiorysem, kiedy rozpoczynał służbę, kiedy wstąpił do partii, oczywiście ta partia to PZPR" - mówił Kaczyński. Jak dodał, bardzo niewielu decydowało się wtedy "tak jednoznacznie stanąć przeciwko narodowi, a z poparciem dla - obcej w istocie, wspieranej i ustanowionej przez Moskwę - władzy".

Kaczyński przekonywał, że po solidarnościowej rewolucji i stanie wojennym "zdecydowana większość społeczeństwa nie chciała demonstrować swojego poparcia dla władzy, nawet jeśli w żaden sposób nie angażowała się po stronie opozycji, to jednak nie chciała być po tamtej stronie".

"Dziś ten pan awansuje, zostaje generałem" - powiedział Kaczyński. Jak dodał, jego brat, prezydent Lech Kaczyński odmawiał Parulskiemu generalskiej nominacji "właśnie ze względu na przeszłość".

"On dzisiaj (Parulski - PAP) odpowiada za to śledztwo, on przyjął nagrania z czarnych skrzynek, twierdząc, że są pełne, później okazało się, że są niepełne" - powiedział prezes PiS. Według niego, mamy dziś do czynienia z sytuacją, która ma "bardzo niedobry wymiar praktyczny, także bardzo poważny wymiar symboliczny".

"Polska się jakoś dziwnie przesuwa w polityce, nie wiem czy to jest przesunięcie, którego życzy sobie społeczeństwo" - ocenił prezes PiS.