W połowie maja deklaracje przystąpienia do PJN w Łodzi podpisało 45 działaczy PO. Inspiratorem "transferów" był Andrzej Szac, w przeszłości wiceszef Platformy w powiecie łódzkim-wschodnim. Za jego namową do PJN przeszła teraz kolejna grupa 35 działaczy PO. Zdaniem Szaca wkrótce podobną drogę wybiorą kolejni członkowie Platformy m.in. z powiatów brzezińskiego, zgierskiego i pabianickiego.

"Gratuluję organizacji łódzkiej tego, że się powiększa i to powiększa się o tzw. nieważnych działaczy PO, jak to powiedział jeden z posłów PO w Łodzi. My wszystkich tych nieważnych ludzi z terenu Łodzi i całego kraju zapraszamy do nas" - powiedział Poncyljusz na briefingu prasowym.

Informację o odejściu kolejnych osób związanych z PO spokojnie przyjął szef PO w Łódzkiem. Zdaniem Andrzeja Biernata, w grupie osób, które przeszły do PJN nie ma aktywnych działaczy Platformy. "To ludzie z martwych kół, które zostały rozwiązane. Nie chcieli działać w PO i pewnie nie będą też chcieli działać w PJN" - powiedział PAP Biernat.

Natomiast zdaniem Poncyljusza przejście działaczy PO do PJN jest wyrazem dezaprobaty dla rządów Platformy, która nie wypełniła obietnic wyborczych z 2007 r.

"Skończyło się na tym, że dzisiaj nawet działacze PO rezygnują ze współpracy z tą partią. Należy więc się spodziewać, że również coraz więcej wyborców zrezygnuje z PO, która nie buduje dróg, podnosi podatki i nie pomaga polskiej rodzinie" - powiedział Poncyljusz.

Wiceszef PJN powiedział, że partia od kilku tygodni powiększa się i ma już w całym kraju ok. 2 tys. członków (w Łodzi - 190). "Każdego dnia dołączają do nas kolejni. Dlatego dopiero w lipcu, a może w sierpniu będziemy gotowi z pełnymi listami wyborczymi" - powiedział Poncyljusz.

Dodał, że podczas najbliższych posiedzeń Sejmu PJN skupi się na dwóch sprawach. Pierwsza to kwestia obowiązku szkolnego dla sześciolatków, druga - wniosek do Trybunału Konstytucyjnego dotyczący zmian w funduszach emerytalnych.

Poncyljusz przypomniał, że PJN poprze podpisany przez 160 tys. rodziców obywatelski projekt dotyczący wycofania się z wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Zdaniem Poncyljusza dotychczasowe doświadczenia pokazują, że posyłanie sześciolatków do szkół jest złym rozwiązaniem.

"Polskie szkoły nie są przygotowane technicznie i programowo, żeby przyjąć sześciolatków. Mogę to powiedzieć jako rodzic czwórki dzieci. Moje trzecie dziecko kończy w tej chwili zerówkę. Starsze dzieci w wieku sześciu lat, po ukończeniu przedszkola potrafiły czytać i pisać. Dzięki reformom pani Hall moje trzecie dziecko nie mogło się uczyć czytać i pisać. To było zakazane programowo. Tablica w sali szkolnej dla sześciolatków była, zdaniem wizytatorów, złem najwyższym, co zagrażało procesowi edukacyjnemu dzieci w wieku sześciu lat" - powiedział Poncyljusz.

Poncyljusz ocenił, że oprócz PJN żadna z partii obecnych w Sejmie nie podejmuje tematów ważnych dla polskich rodzin. "Bardzo dobrze wyżywają się w walce między sobą, gubiąc to, co powinno być najważniejsze, czyli służenie Polakom" - powiedział Poncyljusz.